11 lipca 2017

Mam dwadzieścia lat! Emerytura coraz bliżej...

Kiedy byłam dzieckiem, cały rok czekałam na ten wyjątkowy, urodzinowy dzień.
Wczoraj skończyłam dwadzieścia lat i nic się w tej kwestii nie zmieniło ;)

Jednak w tym roku podchodzę do sprawy nieco mniej optymistycznie, bo przecież dwudziestolecie istnienia na tej planecie to nie przelewki! Czuję, że ta liczba mnie do czegoś zobowiązuje. Mam wrażenie, że nie powinnam w pewnych kwestiach odstawać od reszty dwudziestolatków na świecie. Chyba powinnam być w trakcie robienia studiów, których nienawidzę, powinnam co sobotę imprezować do białego rana, pić za dużo alkoholu i jak na biednego studenta przystało - liczyć każdą ciężko zarobioną w obskurnym barze złotówkę. Albo wręcz przeciwnie - powinnam mieć już dwie własne firmy, zero wolnego czasu i codzienny catering prosto pod drzwi. Lub powinnam mieć już męża, co najmniej narzeczonego, dziecko i dom w budowie. Generalnie jest bardzo dużo rzeczy, które teoretycznie powinnam. Co jest dosyć zabawne i intrygujące, bo kto niby ustala kiedy jest odpowiedni moment? Czy istnieje coś takiego jak odpowiedni moment?
Odpowiedni moment na podjęcie poważnej decyzji o kierunku studiów?
Odpowiedni moment na założenie swojego przedsiębiorstwa?
Odpowiedni moment na zostanie rodzicem?
Myślę, że życie składa się z mniej lub bardziej odpowiednich momentów. 
Myślę również, że u każdego te momenty pojawią się w mniej lub bardziej odpowiednim czasie, lecz uważam, że błędem jest myślenie, że u każdego ten czas będzie taki sam.
Nie chcę czuć się do niczego zobowiązana, ani gorsza.
Mam dwadzieścia lat i uwielbiam kolorowe trampki, jednorożce, gry planszowe i masło orzechowe. Lubię huśtać się na huśtawce, chodzić po krawężnikach i jeździć na karuzelach. Wciąż cieszy mnie widok lodów z posypką. Nadal mam bzika na punkcie księżniczek Disneya. Najlepiej pisze mi się różowym długopisem. Nieustannie boję się pająków i dentystów, za to kocham puszyste kotki i błyszczące naklejki.
Mam dwadzieścia lat i czuję się z tym wszystkim bardzo dobrze.

Kolejny rok już za mną, a wiele lat przede mną. Postaram się nie udusić kogoś, kto wymyślił, by co roku świętować nieunikniony proces starzenia się. Energię przeznaczę na czerpanie z życia garściami. W końcu ma się je tylko jedno prawda? :)