05 stycznia 2016

Snapchatujmy!

Moja przygoda ze snapchatem rozpoczęła się stosunkowo dawno, ale w rzeczywistości nikogo z Was to nie interesuje, więc przejdźmy do rzeczy! Za co polubiłam tę aplikację? Co mnie w niej denerwuje? Dlaczego odinstalowałam ją na pół roku? Dlaczego do niej powróciłam? Co czyni tę aplikację wyjątkową? Odpowiedzi na wszystkie te pytania w tym oto skromnym poście!


Co to jest snapchat?
Wiem, że czytają mnie różne grupy wiekowe, więc nie każdy wie, na czym to wszystko polega i z której strony to ugryźć. Już tłumaczę. Filozofia snapa jest bardzo prosta. Wysyłasz zdjęcie z podpisem lub emotikonem, który wyświetla się maksymalnie 10 sekund albo krótki filmik. Widzi go konkretna osoba lub każdy kto cię obserwuje. Twórcy snapchata regularnie wprowadzają różne dodatkowe opcje: filtry, godzinę, temperaturę, prędkość, znaczki miast i inne mniej potrzebne pierdółki. 

Na co to komu?
Przyznam, że na początku ciężko było mi się przyzwyczaić się do samego faktu posiadania snapchata. Gubiłam się w natłoki informacji i nie do końca rozumiałam gdzie co jest i po co jest. Snapchat to ciekawa alternatywa dla ludzi i firm, które już zdobyły rzeszę fanów - teraz mogą mieć z nimi kontakt jeszcze szybciej. Nowa notka na blogu? Snap. Nowy produkt? Snap. Konkurs? Snap. Akcja - reakcja. Bez żadnych granic. Między jednym zakątkiem świata, a drugim.

A co z szarymi użytkownikami? 
Z takimi jak ja na przykład? Snapa miałam całkiem nieźle rozwijającego się. Z powodów różnych, różnistych usunęłam go. Wiecie jak to jest. Tysiące snapowiczów chętnie ogląda co na śniadanie je sławna blogerka, ale twoja sąsiadka z bloku obok - już nie interesuje tak bardzo. To mnie zaczęło irytować. Natłok nieistotnych informacji od znajomych, znajomych znajomych... i nieznajomych. Dałam aplikacji drugą szansę. Lubię być na bieżąco z kilkoma vlogerkami, lubię posłuchać sobie kogoś bardziej, lub mniej inteligentnego. Lubię życie od kuchni ludzi, których do tej pory widziałam tylko w telewizji lub na youtubie. Zwłaszcza, jak mam ochotę obejrzeć coś tu i teraz. Włączam snapa i wiem, co się dzieje w USA, w Holandii, UK, w Wawie, Wrocławiu i wszędzie gdzie sobie zażyczę.

Snapchat może być motywacją!
Motywacją do spełnienia marzeń, tak jak to jest w moim przypadku, do aktywności fizycznej, diety, organizacji czasu, podróżowania... Inspiracją do zrobienia czegoś fajnego, do przeczytania najnowszych bestsellerów, wysłuchania ciekawego wywiadu... Należy tylko umiejętnie go wykorzystywać! Powiem wam jedno. Ilu użytkowników, tyle zdań na temat aplikacji.

A co ja robię na snapchacie?
Wszystko i nic! Dosłownie! Raz mam dzień tak dołujący, że ostatnie na co mam ochotę, to przeglądać snapy i je wysyłać. Bywają też takie dni, kiedy mogłabym snapować bez końca!

Informuję o godzinie, temperaturze i innych jednostkach, które w praktyce nikogo nie interesują, ale przynajmniej mam pamiątkę :D






Nieudolnie pokazuję, jak się relaksuję przy laptopie, jaką czytam książkę i jak próbuję blogersko zapakować prezenty ;))

 

Co jem, co piję i inne mniej ciekawe czynności (spokojnie, nie biorę telefonu do toalety!)


Pokazuję selfie w lustrach



 I nasze spacery!


 I specjalne efekty! Nie ma takiego, którego bym nie wypróbowała, najbardziej lubię te, które zmieniają kolor oczu! :D


Jeszcze więcej selfies!


I trochę wygłupów. I słodkich bobasów.


I więcej selfie!



Ponoć rok 2016 ma należeć do snapchata. No cóż, jeśli o mnie chodzi, to była aplikacja również dwóch poprzednich lat. Dawno nie zaobserwowałam tak prężnie rozwijającej się aplikacji, która zyskuje tylu użytkowników w taki czasie! Snapa mają już wszyscy: blogerzy, vlogerzy, aktorzy, piosenkarze, sportowcy, światowe firmy i małe przedsiębiorstwa, a nawet wydawnictwa! Moim zdaniem nie istnieje żaden szybszy sposób na komunikację. 


Tylko nie popadajmy w pewną skrajność, gdy nasze snapy przedstawiają cały nasz dzień. Nudny jak flaki z olejem. Znam przypadki, gdy ludzie, których znam ledwo z widzenia spamują mnie swoimi snapami. Postępuję wtedy bardzo, ale to bardzo bezczelnie. Blokuję. Nie po to mi snap, żeby zatruwać mi życie, ale po to, żebym czerpała z niego jakąś radość. No, to ten... Idę nadrobić zaległości w oglądaniu dzisiejszych snapów!

Chwileczkę! Jeszcze reklama! Ponoć jakoś się zbliża snapem do snapa, snapuje się i snap sam się dodaje. Ja jestem tradycjonalistką. Moja nazwa, taka sama jak na instagramie - chmielowiec.ka Zapraszam! I Konstancja zaprasza! I Kaspian też! Są częstymi gośćmi na moim mystory. Have fun!