21 czerwca 2015

"Nie karmić małpów" - czyli o tym czy warto pojechać do wrocławskiego zoo

Mniej więcej rok temu odwiedziliśmy krakowskie zoo, o czym pisałam w TYM poście. Parę miesięcy wcześniej byłam w zoo w Warszawie, a dokładnie tydzień temu byliśmy we Wrocławiu. Trzy rodziny, trzy samochody, w sumie czternaście osób, w tym siedmioro dzieci... Nie obyło się bez wycieczki do zoo, o którym od jakiegoś czasu jest dosyć głośno - za sprawą afrykarium, otwartego całkiem niedawno, bo w październiku 2014 roku. I wiecie co? Samo zoo jest stosunkowo stare i raczej nie ma w nim niż fascynującego, lecz dla samego afrykarium, warto tam pojechać! 

 
 Opinii w internecie jest całe mnóstwo z czego 85% to opinie negatywne. Bo za mało ławek, zwierzęta się chowają, bo kolejka duża, ceny kosmiczne, a budek z lodami więcej niż zwierząt. Osobiście wychodzę z założenia, że jeśli ktoś jest zadowolony z usługi, stwierdzi, że to standard, że tak powinno być i raczej nie napisze żadnej recenzji - bo po co? Za to jeśli ktoś się na czymś zawiedzie, automatycznie chce oczerniać, negować i zniechęcać innych, często w nie do końca uzasadnionej złości. Stąd te 85%...
My we Wrocławiu byliśmy już w piątek wieczorem, by odpocząć po dosyć długiej podróży (ponad 5h z dziećmi w samochodzie), więc w sobotę, od rana mieliśmy czas na zwiedzanie zoo. Z tego co czytaliśmy, kolejki miały być ogromne, a ludzie już godzinę przed otwarciem zajmują miejsca... Dzicz. My na miejscu pojawiliśmy się dwadzieścia minut przed otwarciem. I opłaciło się. Przypadkiem, na prawdę - przypadkiem kupiliśmy bilety jako jedni z pierwszych, więc jako jedni z pierwszych weszliśmy do zoo, a co za tym idzie - do afrykarium. Około godzinę później, przed budynkiem widniał taki oto piękny dla nas widok:

 
Żeby było jasne - bardzo brzydko się naśmiewać! Po prostu cieszyliśmy się z naszego farta. Na zdjęciu tylko 1/3 kolejki. Stać tak w upale, z grupką dzieci? Nie wyobrażam sobie tego. Kiedy my wchodziliśmy - żadnej kolejki nie było. To kwestia dosłownie kilkunastu minut... Jednak wciąż uważam, że warto... Chociaż te ceny głupich lodów (rozmrożonych-taki upał) są powalające. Rozumiem, że chcą zgarnąć kasę na wszystkim, ale prawda jest taka, że ceny są tak dużo, że mało który rodzic godzi się na zakup pamiątki z zoo... Miniaturowe figurki zwierzątek po 35zł, jakiś głupi magnesik 'made in china' 20zł... No proszę Was...

   



Wiadomo, Konstancja była bardziej zainteresowana wszystkim co działo się wokół niej niż w Krakowie w zeszłym roku. Jest starsza, bardziej obeznana i rozumie o wiele więcej. Wydaje mi się tylko, że cały dzień zwiedzania to dla dwuletniego dziecka stanowczo za dużo - zasnęła w wózku nim doszliśmy do niedźwiedzi... Mnie osobiście nogi bolały do końca dnia, a sandałki obtarły mnie na tyle, że cały tydzień musiałam chodzić w trampkach. I plasterkach. Więc nie wiem kto wytrzyma tyle łażenia :D




Klęka na odwrót :D

Czy ktoś z Was mógłby powiedzieć, które zoo w Polsce poleciłby każdemu z czystym sumieniem? A może ktoś był ostatnio w tym wrocławskim i chciałby o tym podyskutować? Komentujcie :)

Koniecznie nas polub, by być na bieżąco! :)