25 lutego 2015

Odzwyczajanie od smoczka. Niemożliwe? A jednak!


Dwa lata skończone.
Nie ma zmiłuj!
Nacięliśmy więc DZIURĘ w smoczku. Przy czym słowo "DZIURA" nie jest użyte przypadkowo! To była wielka, ogromna DZIURA wzdłuż sylikonu, od początku do końca.
Historyjkę o złym psie, który pogryzł smoczek połknęła. Płaczu nie było.
Ba! Nawet cały palec jej się w dziurze mieścił, więc głośno i wyraźnie powtarzała wszystkim domownikom "w smoczku DZIURA!" ale odzwyczaić się nie odzwyczaiła... Cały miesiąc z takowym smokiem funkcjonowała. Aż pewnego pięknego dnia, między mną (SP) a Konstancją (K) odbył się takowy dialog:
SP: Skarbie, co to jest w tym smoczku?
K: Dziura!
SP: Po co ci taki brzydki, dziurawy smoczek? Może go wyrzucimy?
K: Tak! Wyrzucić... Wyrzucić do kosza!
Jak powiedziała tak też zrobiła. Poszła do kuchni, otworzyła szafkę, wyrzuciła smoczek do kosza i wróciła do pokoju, kontynuować oglądanie bajki.
Mission imposible?
Od tamtej pory, co parę dni przypomina sobie o smoczku, ale uświadamiamy jej, jaka dzielna była wyrzucając go i że przecież miał ogromną DZIURĘ, więc był bezużyteczny... Konsi słucha uważnie, komentuje dodając swoją wersję wydarzeń i po sprawie....
Dziecko cud...
Mamy to w genach :)))



 Możecie mnie pociąć za zdjęcia z powyższą jakością, ale je uwielbiam! Selfie, retrica, firanka... Taka sytuacja :) Przepraszam też za tak długą nieobecność. Wszystko z powodu sytuacji mniej lub bardziej rodzinnych i prywatnych. Najważniejsze, że ożyłam i wraz z Konstancją ponownie wyruszamy na podbój blogosfery!