21 grudnia 2015

Konstancjowate opowieści

 Witam Cię w pierwszym, oficjalnym poście z cyklu...



Żłobkowe opowieści:

-Tato! Ja już nie jestem dzidziusiem, a w żłobku ubierają mi pampersa, kiedy idę spać! A przecież jestem dużą dziewczyną, a nie dzidziusiem!

-Obraziłam się na Ankę!
-A dlaczego? 
-Bo Anka lubi różowy, a różowy to mój ulubiony kolor! I już nie lubię Anki! Nie będę już z nią rozmawiać.

Przyszłam po Konstancję do żłobka. Jesteśmy w szatni. Przy szafce z jej nazwiskiem jest naklejka tygryska.
-Konstancja, jesteś moim małym tygryskiem!
-Mrrr jestem tygrysem!
-A kim są inne dzieci tygrysku?
-HAHAHA! Anka jest niebieską taczką!

Czasami, gdy po południu w żłobku zostaje mało dzieci, to wszystkie grupy są w jednej sali. Przychodzę po Konsi, a tam same bobaski w jej grupie. Zaglądam przez drzwi i widzę jak rozporządza zabawkami między ledwo chodzące niemowlęta i na odchodne mówi:
-Tylko macie być grzeczni, bo ja idę! I nie będę już za wami sprzątała!

Skarga ze żłobka: Konstancja ugryzła kolegę tak okrutnie, że aż temu został ślad.
-Konstancjo dlaczego ugryzłaś Franka? 
-Bo on mi zburzył moją wieżę z klocków, a tak nie wolno.
Nowy wymiar sprawiedliwości...  

Domowe opowieści:

Robię Konstancji kompocik. 
[Chwila przerwy na magiczny, opatentowany przepis: 
-Szklanka wody niegazowanej. Wystarczy przegotowana kranówa. Tylko nie wrzątek.
-Ciutkę soku malinowego
Wymieszać.]
Daję rurkę. Zieloną. Nieszczęsną zieloną rurkę. I co słyszę?
-KAROLINA! Oszalałaś? Zielona jest dla chłopaków! Ja piję z różowej TYLKO!

Kaspian, jak przystało na dwumiesięczne niemowlę płacze wniebogłosy, na co Konstacja wzburzona przybiega ze swojego pokoju i po krótkiej obserwacji najmłodszego w kóncu zniecierpliwiona krzyczy:
-Kaspian! Cicho bądź, bo mnie już bolą uszy! I głowa!

 -O nie! Konsi, zobacz, Bunia leży na podłodze!
-To idź podnieś.

Rozmowa z Konstancją w kuchni:
-Byłam w Twoim pokoju i widziałam kinder niespodziankę - kurczę, wywąchała...
-Skarbie, a co ty robiłaś w moim pokoju?
-Patrzyłam na kinder niespodziankę. Mogę?
-Ale to jest Kinder niespodzianka dla Kaspianka! - próbuję wcisnąć jej kit.
-Ale Karolina, Kaspian nie ma zębów, najpierw musimy mu kupić. To co, mogę?

Jemy rosół. Karmię Konstancję, bo przecież jej kapie po brodzie.
-Dawaj mi same marchewki. Jestem królikiem, a nie dzikiem, nie będę jeść mięsa - nie daję jej więc mięsa, tylko makaron, przecież logiczne, że nie jest dzikiem, prawda?
-Karolina nie dawaj mi makaronu! Jestem przecież KRÓLIKIEM!
-Ehh, przepraszam króliczku, zapomniałam, wybaczysz mi?
-Nie wybaczę! - wredota jedna. No nic. Karmię więc samymi marchewkami i rosołkiem. Po chwili ta zołza wypluwa pogryzioną marchewkę do talerza
-Ej! Dlaczego to zrobiłaś?
-Dałaś za mało wody - Nabieram więc tę rozemlaną marchew znowu na łyżkę, razem z rosołem i zbliżam do jej ust, a ta oburzona:
-Oszalałaś? Nie będę jeść zniszczonej marchewki!

-Dlaczego ta książka tu leży? - pyta Konsi
-Bo odpoczywa - odpowiadam zniecierpliwiona
-Zmęczyła się i śpi?
-Tak słonko.
-Może zaśpiewam jej kołysankę?

 
 Taka pyskata, a po niej tego nie widać!


 P.S.Imiona pozmieniałam. Świat jest mały, jeszcze się okaże, że żłobkowe mamusie czytają mojego bloga i skargi napłyną :D
P.S.2.Bunia to jej ukochany piesek - przytulanka z którą się nie rozstaje od dwóch lat *.*
P.S.3.Który tekst spodobał się Wam najbardziej? :) 


16 grudnia 2015

Jak 18-stka zmieniła moje życie?

Typowy, zbuntowany nastolatek czeka na tę chwilę jakby miała zmienić ona całe jego życie. Jakby w dzień swoich urodzin mieli stać się kimś nowym, lepszym, niezależnym i szczęśliwszym. Jakby jeszcze tego samego dnia wreszcie mogli zrobić to, o czym całe lata marzyli, a źli rodzice im na to nie pozwalali. Jakby w dzień osiemnastych urodzin mieli wytatuować sobie niemal całe ciało, spić się do nieprzytomności, trzasnąć drzwiami, wyprowadzić się, rzucić szkołę, na legalu wypalić dwie paczki fajek i zacząć żyć po swojemu.
Skończyłam osiemnaście lat dziesiątego lipca. Więc jako osiemnastolatka z kilkumiesięcznym stażem, śmiało mogę wypowiedzieć się na temat tego...


Drogi młody człowieku. Osiemnaście lat nie zmieni w Twoim życiu prawie nic, a jednocześnie całkiem sporo, ale wierz mi - są to sprawy zupełnie innego kalibru, niż Ci się dotąd wydawało.  Pozwolę sobie przedstawić kilka najważniejszych kwestii:

Zaczynasz latać po urzędach i bankach!
Nareszcie jesteś pełnoletnim obywatelem naszego pięknego kraju, więc prawdopodobnie pierwszy raz załatwisz pewną sprawę w urzędzie samodzielnie. Bez mamusi. Ta pewna sprawa to wyrobienie dowodu osobistego. Potem jest tych pewnych spraw nieco więcej. Dla mnie osobiście to mniej zachodu. Po drodze ze szkoły do domu wstępuję do urzędu i wyrabiam najmłodszemu kartę 3+. Nikt nie każe mi przyjść z rodzicem, wszystkie papiery podpisuję sama. Osiemnaście lat to cudowny wiek na uświadomienie sobie, że papierologia to to samo co patologia i uzbrojenie się w anielską cierpliwość.
Jeśli chodzi o konto w banku, to ja swoje mam od trzynastego roku życia, więc tu poza zmianą banku nie zmieniło się u mnie nic. Poza tym, że mam większe możliwości jeśli chodzi o konto dla osoby dorosłej i biorą mnie na poważnie. A to mnie wciąż bawi. Przecież wpłacam takie same kwoty jak wtedy kiedy miałam lat piętnaście :D

Masz prawo jazdy!
Rzecz użyteczna, nie zaprzeczam! Jednak jakoś specjalnie nie czekałam. Mieszkam w małym miasteczku, gdzie na dobrą sprawę nic nie ma, lecz jednocześnie jest wszystko czego potrzeba by przeżyć, więc nie muszę nigdzie dojeżdżać, a z Rzeszowem mam całkiem fajne połączenie. Nie mniej jednak prawo jazdy posiadam i mnie najbardziej przydaje się wtedy jak trzeba dotransportować Konstancję do żłobka, a jest brr zimno. 
Szkoda, że większość osiemnastolatków za kółkiem to nieprzystosowani do życia w społeczeństwie idioci, którzy w nosie mają ograniczenia na terenie zabudowanym.

Weźmiesz udział w wyborach 
Mnie rodzice zabierali na głosowanie od małego. Wczuwałam się w rolę doradcy i podpowiadałam rodzicom gdzie powinno stawiać krzyżyk. Teraz nic się nie zmieniło. Poza tym, że stawiam krzyżyk na swojej karcie.

Odpowiadasz za siebie.
Więc jeśli wdasz się w bójkę z kumplem i złamiesz mu nos, to interwencja mamusi nie wystarczy :)) 

Pijesz i palisz legalnie!
Taa, możesz wreszcie legalnie kupić sobie piwo i zapalić fajkę nie musząc się z tym kryć. No cóż, dla mnie ten punkt totalnie nieprzydatny, lecz dla niektórych jednostek - priorytetowy. Zabawny fakt nr 1 - do tej pory nigdy nie zapytano mnie o dowód. 
Zabawny fakt nr 2 - moją mamę wciąż pytają.
  
Chodzisz na dyskoteki.
Są dyskoteki, które przy selekcji wybiórczo sprawdzają dowody. Nie masz osiemnastki - odpadasz. Dla mnie to kolejny nie przydatny przywilej, bo z niego nie korzystam. Dla tych szalonych gimnazjalistek z toną mejkapu to również sprawa priorytetowa.

W szpitalu leżysz na sali z emerytkami...
...bo oddział dla dzieci już ci nie przysługuje. Mam nadzieję, że lubisz krzyżówki, a "Jeden z dziesięciu" to twój ulubiony program ;)

Możesz się chajtnąć!
Jej! Jestem pewna, że część z was tylko na to czekała :D

I zrobić sobie tatuaż! 
Ale uwierz, że nie zrobisz dziesięciu na raz, niezależnie od tego, jak bardzo jesteś zbuntowany.

Generalnie myślę, że osiemnastka jest przereklamowana. Chyba, że dla kogoś na prawdę liczy się tylko sobotnia impreza, weekendowy zgon i dym papierosów unoszący się w rozklekotanej furze. Będziesz dorosły? Niekoniecznie. Pełnoletni. Wciąż będziesz mieszkał z tymi samymi, irytującymi rodzicami, wciąż będziesz kłócił się z rodzeństwem o to kto chowa naczynia do zmywarki. Nauczyciele będą traktować cię tak samo jak wcześniej i szkoła będzie cię tak samo denerwować. Jedyne co się zmienia, tak zupełnie na serio, to nastawienie do pewnych spraw i pytania, które nasuwają mi się codziennie. Co zrobię ze swoim życiem? Którą drogą pójdę? Co będzie moim celem? Jakie będzie moje motto? Czym będę kierować się w życiu? Jakim będę człowiekiem?



Polub, by być na bieżąco!

30 września 2015

O tym, jak mój tato stracił nogi.

Trzecia w nocy. Tak Drodzy Państwo. Trzecia w nocy. Nie nad ranem. Wczesne wstawanie zaczyna się od piątej. Nie od trzeciej! 
A więc trzecia w nocy.
-Mamo! Mamo przytul mnie. Miałam zły sen! Zły Pan przyszedł i zabrał tacie nogi. Tata nie ma nóg. Przykro mi! Tata mówił "oddaj mi nogi!" i ja mówiłam Panowi, że to mój tatuś i trzeba oddać nogi, ale zły Pan je zepsuł!..
Uspakajanie, godzina nocnych przechadzek po domu, pogawędka i zasnęła znowu! Uff!
Przychodzę do niej o szóstej rano
-Konstancja nie śpisz już?
-Nie! Mi się śnił zły sen w nocy! 
I opowiada co i jak i mama uzupełnia tę historię pikantnymi szczegółami... W końcu mówię do przerażonej Konstancji
-Chodź, pójdziemy do pokoju i sprawdzimy czy tata ma nóżki
-Dobra! - więc zakradamy się do pokoju gdzie śpi tata
-Tato?! Masz nóżki? - cisza - tata chyba śpi ;)
-Konstancja, sprawdź pod kołdrą - Konsi odkrywa tacie stopy
-Ooo! Jest! Tata ma nogi! Zły Pan nie zabrał! To co? Włączysz mi bajkę?

Teraz to ja się boję jej cokolwiek włączać. Nikt nie wie co następnym razem zabierze zły Pan naszej dwulatce!



25 września 2015

Niestandardowo.

To miał być niezbyt długi post o tym gdzie byłam kiedy mnie nie było i co w tym czasie porabiałam. Standardowo powinnam przeprosić za tak długą przerwę w blogowaniu, obiecać poprawę i napisać mini esej o tym co tak na dobrą sprawę niekoniecznie jest dla was interesujące. Właśnie dlatego, w imieniu swoim i Konstancji, ogłaszam wielki come back!


Dzisiaj trochę anegdotek :D

Wracamy z Konstancją ze żłobka. Mijamy za ogrodzeniem potwornie szczekającego psa. Wyglądem przypominał dużego szczura, ale zajadał tak głośno, jakby był co najmniej wilkiem. 
-Karolina, dlaczego ten piesek tak szczeka? Ja nie lubię takiego hałasu! 
Roześmiałam się. Idziemy dalej, za chwilę Konstancja odwraca się i wrzeszczy w stronę psa
-Cicho bądź! Nie szczekaj bo mnie już głowa boli! 
Zza domu wyszedł pan i również się roześmiał. Biedna Konstancja... Migrena w tak młodym wieku i to tego wszyscy ignorują jej poważne problemy...

Konstancja, podczas wyjścia ze żłobka:
-Zobacz, tam jest żłobek, a tutaj przedszkol.
-Konstancja, mówi się przedszkole!
-Nie! Mówi się żłobek i przedszkol!
I po dyskusji.

Odkąd Mysza skończyła dwa lata oduczyłyśmy ją od pampersów. Parę miesięcy używała nocnika z myszką Minnie, a teraz ma własną, różową nakładkę na sedes. Każde, pójście siku. Na prawdę KAŻDE wygląda tak:
-Daj mi mój kibelek, ten różowy, ten z lefem i słoniem i napisem bejbi. Tu jest napisane bejbi, bo ja jestem bejbi. Posadź mnie.
Jezusie, już nawet nie uciszam jej, ani nie narzekam, na to, że dokładnie wiem co tam jest napisane, bo przecież widzę i przecież mówi mi to kilka razy dziennie, ani nie mówię, że poprawna forma brzmi " z lwem", a nie z "lefem", ale co ja tam wiem..
.
Konstancja ogólnie jest mistrzem odmiany rzeczowników i czasowników. Czasem myślę, że powinna dostać za to medal. Proste przykłady:
"-Ja chyba Cię zaraz ugryzę w stópkę!
-Nie możesz! Bo ja nie mam nóżków"
"Ała! Moje oka!"
"Tu jest dużo łóżków? Czy mało łóżków?"

Uwielbiam jej gramatykę :)

26 czerwca 2015

Mało wakacyjny post!

Parę postów wstecz, czytam komentarz dotyczący Konstancji "Jaka piękna i urocza dziewczynka!", miły komplement, dosyć wskrzeszający zważając na to, że ta dziewczynka dziś cały dzień wydziera się o wszystko, jakby ją kroili, nie przespała nocy i nic nie chce jeść. Ponadto ma areszt domowy, bo jest na antybiotyku. My wariujemy z nią, a ona z nami. Więc pytam ją:
-Konsi, jesteś urocza?
-Nie! Ale za to jestem piękna i słodka.
Faktycznie. Uśmiech jaki strzeliła i głosik jakim to powiedziała rekompensuje wszystko. Teraz siedzi na kanapie, żłopie herbatkę z butli Myszki Miki i ogląda bajkę. Jest spokój. Obstawiam jeszcze jakieś 10 minut. Maksymalnie! Swoją drogą, ciekawe po kim ona ma tę skromność... :)
Swoją drogą, dzisiaj oficjalnie rozpoczynamy wakacje. Jakaś zmęczona jestem, może przerwa od szkoły się przyda? Prawdopodobnie nie będzie mi się chciało do niej wracać, więc nie mogę się za bardzo rozleniwić. Poza dorywczą pracą, nie mam żadnych planów, a wy? Egzotyczne podróże, czy u babci na wsi? :) Piszcie!




Koniecznie nas polub! Jeden lajk, to jeden uśmiech uroczej dziewczynki :)


                                                         

21 czerwca 2015

"Nie karmić małpów" - czyli o tym czy warto pojechać do wrocławskiego zoo

Mniej więcej rok temu odwiedziliśmy krakowskie zoo, o czym pisałam w TYM poście. Parę miesięcy wcześniej byłam w zoo w Warszawie, a dokładnie tydzień temu byliśmy we Wrocławiu. Trzy rodziny, trzy samochody, w sumie czternaście osób, w tym siedmioro dzieci... Nie obyło się bez wycieczki do zoo, o którym od jakiegoś czasu jest dosyć głośno - za sprawą afrykarium, otwartego całkiem niedawno, bo w październiku 2014 roku. I wiecie co? Samo zoo jest stosunkowo stare i raczej nie ma w nim niż fascynującego, lecz dla samego afrykarium, warto tam pojechać! 

 
 Opinii w internecie jest całe mnóstwo z czego 85% to opinie negatywne. Bo za mało ławek, zwierzęta się chowają, bo kolejka duża, ceny kosmiczne, a budek z lodami więcej niż zwierząt. Osobiście wychodzę z założenia, że jeśli ktoś jest zadowolony z usługi, stwierdzi, że to standard, że tak powinno być i raczej nie napisze żadnej recenzji - bo po co? Za to jeśli ktoś się na czymś zawiedzie, automatycznie chce oczerniać, negować i zniechęcać innych, często w nie do końca uzasadnionej złości. Stąd te 85%...
My we Wrocławiu byliśmy już w piątek wieczorem, by odpocząć po dosyć długiej podróży (ponad 5h z dziećmi w samochodzie), więc w sobotę, od rana mieliśmy czas na zwiedzanie zoo. Z tego co czytaliśmy, kolejki miały być ogromne, a ludzie już godzinę przed otwarciem zajmują miejsca... Dzicz. My na miejscu pojawiliśmy się dwadzieścia minut przed otwarciem. I opłaciło się. Przypadkiem, na prawdę - przypadkiem kupiliśmy bilety jako jedni z pierwszych, więc jako jedni z pierwszych weszliśmy do zoo, a co za tym idzie - do afrykarium. Około godzinę później, przed budynkiem widniał taki oto piękny dla nas widok:

 
Żeby było jasne - bardzo brzydko się naśmiewać! Po prostu cieszyliśmy się z naszego farta. Na zdjęciu tylko 1/3 kolejki. Stać tak w upale, z grupką dzieci? Nie wyobrażam sobie tego. Kiedy my wchodziliśmy - żadnej kolejki nie było. To kwestia dosłownie kilkunastu minut... Jednak wciąż uważam, że warto... Chociaż te ceny głupich lodów (rozmrożonych-taki upał) są powalające. Rozumiem, że chcą zgarnąć kasę na wszystkim, ale prawda jest taka, że ceny są tak dużo, że mało który rodzic godzi się na zakup pamiątki z zoo... Miniaturowe figurki zwierzątek po 35zł, jakiś głupi magnesik 'made in china' 20zł... No proszę Was...

   



Wiadomo, Konstancja była bardziej zainteresowana wszystkim co działo się wokół niej niż w Krakowie w zeszłym roku. Jest starsza, bardziej obeznana i rozumie o wiele więcej. Wydaje mi się tylko, że cały dzień zwiedzania to dla dwuletniego dziecka stanowczo za dużo - zasnęła w wózku nim doszliśmy do niedźwiedzi... Mnie osobiście nogi bolały do końca dnia, a sandałki obtarły mnie na tyle, że cały tydzień musiałam chodzić w trampkach. I plasterkach. Więc nie wiem kto wytrzyma tyle łażenia :D




Klęka na odwrót :D

Czy ktoś z Was mógłby powiedzieć, które zoo w Polsce poleciłby każdemu z czystym sumieniem? A może ktoś był ostatnio w tym wrocławskim i chciałby o tym podyskutować? Komentujcie :)

Koniecznie nas polub, by być na bieżąco! :)

                                                          

18 czerwca 2015

Jak upiec i nie zwariować?

Ja upiekłam. I nie zwariowałam :)
Konstancja mi pomogła. W jedzeniu - nie pieczeniu.
Obie wyszłyśmy na plus - ja jestem spełniona, a ona najedzona! A to wszystko z okazji Dnia mamy :)









                                                       

30 maja 2015

Pierwszy (i nie ostatni) rok bloga!


Dzisiaj mamy dosyć wyjątkowy dzień. Otóż dokładnie rok temu, trzydziestego maja dwa tysiące czternastego roku na blogu Siostry Polki pojawił się pierwszy post! Nie wiem kiedy minął ten rok i wciąż dziwię się, jak szybko czas przecieka przez palce. Jeszcze kilka miesięcy temu, planując rocznicę bloga, wydawało mi się, że mam całe mnóstwo czasu, a dzisiaj, przypomniałam sobie o tym w ostatniej chwili! 

Mój blog z pewnością jest ważną częścią mojego świata, jest to malutki kącik, moje miejsce w sieci, gdzie od czasu do czasu mogę napisać co myślę, podzielić się czymś ciekawym, lub po prostu ponarzekać :)
Nikt mnie z tego nie rozlicza, wszystko mi wolno i generalnie uważam, że blogowanie to świetna sprawa. Nic nie cieszy mnie bardziej niż ciekawy komentarz lub zabawna dyskusja. Wiem, że ktoś mnie czyta i mimo, że moje statystyki nie należą do najwyższych, uwielbiam moich czytelników, którzy z chęcią do mnie wracają.  W czasie tego roku opublikowanych zostało 50 postów i 406 komentarzy. W tym miejscu dziękuję bardzo  za te prawie 23 tysiące wejść - to dla mnie zaszczyt!
 A wszystko zaczęło się dosyć spontanicznym, pierwszym postem, który możecie przeczytać tutaj!

Znajdywaliście mój blog w google wpisując:
polki w akcji
mój pierwszy raz
mój pierwszy raz z siostrą (?)
wakacje w Rosji
wariuję w mojej szkole (ja też)


1.Co ty masz dziecko na głowie?! Czyli (zabawny) post dotyczący moich warkoczyków afrykańskich
2.TAG: Mój pierwszy raz - nie wiem czy do tego posta przyciągnął Was tytuł, czy jesteście fanami TAGów? Pytam poważnie :P
3.Samochwała w kącie stała... i tak wciąż opowiadała... Co myślę o świadectwach z paskiem, nauce i ogólnie fenomenie wysokiej średniej.
4.Jestem głodna! - krytyczne spojrzenie na polską blogosferę - z przymrużeniem oka ;)
5.Powiedz mi dokąd jedziesz na wakacje, a ja powiem Ci kim jesteś. Jeden z moich ulubionych postów, z pewnością z największą ilością zdjęć - z podróży do Rosji - polecam!
6.Wyjątkowe imię to wyjątkowa osobowość? Coś o imionach i coś o charakterach.
7.O tym dlaczego szkoła średnia jest do kitu. Chyba nie muszę nic tłumaczyć? ;)
8.W pogoni za ideałem  faceta - oczywiście!

Przypominam, że listę wszystkich postów znajdziecie w archiwum po prawej, bądź w zakładce 'o blogu' na górze, pod nagłówkiem :) Na ten moment możecie życzyć mi kolejnego, bardziej owocnego i pracowitego roku! A tymczasem zapraszam do polubienia! Jeden klik, to jeden uśmiech :)

                                                            

11 maja 2015

Starsza siostra to dobra siostra!

Ubóstwiam spędzać czas z Konstancją. Uwielbiam chodzić z nią na spacery. Lubię czytać o dzieciach i orientuję się w wielu tematach dotyczących macierzyństwa i dzieci w różnym wieku.
Gdy wchodzę do sklepu z artykułami dziecięcymi, czuję się jak w raju, a kupowanie czegokolwiek dla Konsi, to dla mnie sama przyjemność! Jestem po prostu starszą siostrą. Opiekuję się moją młodszą i nie uważam tego za przykry obowiązek. Mimo to, wciąż spotykam zdziwienie u mam w piaskownicy, kiedy tłumaczę im, że Konstancja nie jest moją córką. Skąd wziął się stereotyp, że maluchem zajmuje się tylko mama? W skrajnych przypadkach tata? Czy starsza siostra, bez dwudziestoletniego doświadczenia nie może być dobrą opiekunką? Dlaczego moja rola w wychowaniu już dwu i pół letniej Konstancji ma ograniczać do zabawy w domu raz na jakiś czas?


 Znajdź niepasujący element... Tak, chodzi o kosz na pranie...

Mam siedemnaście lat i potrafię zająć się dzieckiem. Ba! potrafię zająć się nawet dwójką, czy trójką dzieci jednocześnie. Mam tysiąc pomysłów na zabawę i uwielbiam w niej uczestniczyć. Jestem kreatywna i dosyć spontaniczna. Lubię długie spacery. Jestem odpowiedzialna jak na swój wiek, potrafię zmienić pampersa i zadbać o higienę i zdrowie maluszka. Umiem dziecko nakarmić, napoić i dopilnować, że wszystko jest okay!
Jednak wciąż spotykam się ze stereotypem, że nastolatka nie umie zająć się dzieckiem i już. Nie i tyle. Nie dopilnuje, nie nakarmi, nieodpowiedzialna jest i w ogóle nie ma o czym gadać!
Dążę odrobinę do tego, że chciałabym na wakacjach podjąć pracę niani. Moje kwalifikacje będą wtedy bogatsze o pełnoletność i prawo jazdy. Ale czy to pomaga? Nic, a nic! Osobiście nie chcę wierzyć, że wszystkie matki w okolicy oddadzą swoje pociechy tylko i wyłącznie w ręce emerytek. Dlaczego ja nie mogłabym być dobrą nianią?

Ale tu nie do końca o tym. Wróćmy do tematu. Ostatnio zarejestrowałam się na oficjalnej stronie Canpol Babies, by móc komentować artykuły i porady dotyczące rozwoju maluchów i być może, wkrótce zacząć takowe pisać. Kiedy teraz myślę o tym na trzeźwo, to wydaje mi się, że to jest niemożliwe. Starsza siostra, wśród doświadczonych mam? Ale kiedy myślę, mniej trzeźwo, uświadamiam sobie, że nie ma dla mnie nic niemożliwego. Chyba, że mam leniwą sobotę, gdy niemożliwą rzeczą staje się wstanie z łóżka. Serwis Canpol Babies oferuje również mały kącik dla blogujących mam i daje możliwość testowania produktów oraz organizowania konkursów. I teraz zastanawiam się. Czy blog starszej siostry ma siłę przebicia wśród mam?
Łudzę się, że ma i że już niedługo Konstancja zamieni się w profesjonalną testerkę, a ja będę miała okazję zorganizować kilka ciekawych konkursów. Jeśli również prowadzisz bloga parentingowopodobnego i chętnie testujesz produkty dla malucha, to koniecznie odwiedź Canpolową blogosferę. Zasady są proste!

A ja uciekam zastanawiać się nad tym, czy faktycznie emerytki to idealne nianie...


________________________________________
Polub nas na facebooku, by być na bieżąco!

                                                              

08 maja 2015

Linkownia #1

Mam zaszczyt i przyjemność powitać Cię w pierwszym poście z cyklu 'Linkownia' - czyli w zbiorze ciekawych filmików, artykułów i serwisów w internetach, które warto odwiedzić. Seria ta będzie pojawiać się regularnie odkrywając coraz to nowsze i ciekawsze strony. Zapraszam! :)



1.Na pierwsze miejsce zasługuje You're getting old! Ciekawa stronka, gdzie po wpisaniu Waszej daty urodzenia, pojawia się raport dotyczący Waszego życia i wydarzeń, które miały miejsce od czasu Waszego przyjścia na świat. Waszego, lub znajomego, zależnie od tego, czyją datę urodzenia wyszukacie. Zakochałam się w tej stronce!

2.A co jeśli lalce Barbie zmyjemy wyzywający makijaż i pomalujemy ją na nowo? Bardziej naturalnie i dziewczęco? Ciekawy, dający do myślenia film Change Dolls - zwłaszcza, jeśli tak jak ja, ma się bzika na punkcie lalek! 

3.Mime Through Time by SketchShe - czyli świetny filmik, cover?.. Nawet nie wiem jak to nazwać. Dziewczyny są genialne, warto zaglądnąć!

4.Ranking najdroższych seriali w historii. Wciąż dziwię się, że Gra o tron, jest na stosunkowo niskim miejscu, lecz mimo to, obiecałam sobie oglądnąć wszystkie seriale w listy. Wszystkie z wyjątkiem pierwszego miejsca... Sami zobaczcie.

5.Artykuł o studentach z Irlandii, którzy postanowili w ciągu miesiąca odnaleźć swojego sobowtóra! Niesamowite wrażenia, aż sama mam ochotę wziąć udział w takim projekcie.

6.Jeżeli spodobał Ci się jakiś film i szukasz czegoś podobnego - ta wyszukiwarka jest dla Ciebie! Uwaga, próbowałam. Uwaga, działa. Uwaga, polecam.

7.Niesamowity tumblr pary podróżników, którzy robią sobie zdjęcia w tym samym momencie. Aby to zrozumieć, musicie to zobaczyć, mnie urzekły ich spontanicznie, ale dokładnie przemyślane fotografie i cudowne krajobrazy... Warto ich zaobserwować.

8.Jeżeli tak jak ja, nie możecie spamiętać haseł do portali, które na dobrą sprawę do niczego nie są Wam potrzebne, możecie je usunąć w łatwy sposób. Często, ciężko w ustawieniach profilu, czy choćby w całym internecie znaleźć informację jak to zrobić. Wtedy więc wchodzimy na stronę justdelete.me, która zawiera katalog bezpośrednich linków do usunięcia naszego konta z serwisów internetowych. Co więcej - jest w również w języku polskim!

9.FutureMe to strona dająca możliwość wysłania wiadomości w przyszłość - do siebie lub jakiejkolwiek innej osoby. Wystarczy, że znamy adres e-mail osoby, do której chcemy wysłać list i wiemy, że przez wybrany przez nas okres czasu nie zmieni tego adresu. Mamy możliwość określenia daty dostarczenia naszej wiadomości, aż do 2065 roku! Chyba skuszę się napisać meila do siebie samej - na przykład z okazji pięćdziesiątych urodzin...

10.Strona, która wiecznie się ładuje. Może to zabawne, ale mnie to uspokaja i niezmiernie ciekawi. Warto wspomnieć, że nie ładuje się zwyczajnie, lecz w piękny sposób. Świetny sposób na nudę. Zapraszam na prettyloaded.

Koniecznie napiszcie który link przypadł Wam do gustu najbardziej, a może mi coś polecicie?
__________________________________________________________
Standardowo zapraszam do polubienia mnie na facebooku,
o nowych postach, dowiesz się jako pierwsza!
                                                           

15 marca 2015

O tym dlaczego szkoła średnia jest do kitu.

Drogi gimnazjalisto, licealisto czy kogo tu przywiało...
W tym momencie mamy marzec, a to oznacza, że trzeciogimnazjalistom, pozostało całkiem niedużo czasu by podjąć "najważniejszą decyzję w swoim życiu" dotyczącą szkoły średniej. Oczywiście cudzysłów nie został użyty przypadkowo...


Na wstępie pragnę uświadomić Was, że nie zamierzam słodzić, kłamać i oszukiwać. Ten post jest pełen nieobiektywnych opinii i negatywnego spojrzenia na otoczenie, a ja jestem w okresie buntu, gdzie wszędzie znajdę jakieś "ale"! Bo mi wolno!

Zacznijmy od tego, że już od podstawówki nickelodeon i disney channel karmią nas wyidealizowaną wizją "high school" czyli szkoły średniej, w której na korytarzach obowiązkowo znajdują się rzędy szafek, z głośników na przerwach rozbrzmiewa muzyka, wszędzie jest mnóstwo radosnych i kolorowych licealistów, nauczyciele są młodzi i niezwykle towarzyscy, gdy coś przeskrobiesz dyrektor wzywa Cię na dywanik, szkolny psycholog co tydzień zaprasza do siebie, kółka zainteresowań prężnie działają w różnych dziedzinach, a klasy są czyste, przestronne i świetnie wyposażone. Szkoła posiada również swój basen, siłownię, stadion i jest czynna od rana do nocy. Oh i charakterystyczny żółty autobus, który podjeżdża pod samą szkołę! Koniecznie jest też ogromna stołówka, dokoła szkoły park, a z nieba lecą kolorowe gwiazdki. A no tak, to Ameryka... Wróćmy do Polski. Nie ma co marzyć i robić z siebie chorej optymistki, która ma bzika na punkcie USA...


 1.Egzamin gimnazjalny

Gdybym mogła cofnąć się do czasów gimnazjum, zdecydowanie bardziej przygotowałabym się do egzaminu gimnazjalnego. A dokładniej, do jego matematycznej i przyrodniczej części. Niby głupi test, niby głupi papier, a jednak ciągnie się to za mną do teraz, gdyż jest to podstawą do uzyskania jakiegokolwiek stypendium w szkole średniej, które mogłoby choć trochę zrekompensować moją i tak już fatalną sytuację.

2.Odwieczna walka: technikum vs. liceum

Bo zawodówka przegrywa jeszcze w przedbiegach... Zdaniem licealnego społeczeństwa, technika i zawodówki są dla kompletnych debili i nierobów, którzy i tak nic nie osiągną, więc idą na łatwiznę. Ale o tym wspominałam już TUTAJ - w poście podsumowującym mój pierwszy rok nauki w miejscowym technikum. Technikum czy liceum? - To podstawowe pytanie, które każdy zadaje przeciętnemu gimnazjaliście. I nic dziwnego. To tak jakby zapytać czy wolisz góry czy morze. Znajdziesz wielu zwolenników gór, ale i miłośników morza. Sprawa jest prosta i być może tu by się kończyła, ale nie w moim przypadku. W moim mieście, wzdłuż jednej ulicy znajdują się dwa technika i liceum. Dwa do jednego. Walka powinna być rozstrzygnięta. Jednak tak nie jest i nigdy nie będzie. Bo jedni będą wyzywać drugich. Bo Ci drudzy uważają się za lepszych. Więc dostaną łomot od tych trzecich. Ja w tej walce nie uczestniczę. Bo to najnormalniej w świecie kompletna głupota. To tak, jakby dyskwalifikować zwolennika gór, bo ja wolę morze. I basta!

3.System edukacji

Gówno mnie obchodzi to czym się interesujesz i to kim chcesz być w przyszłości! Masz uczęszczać na rozszerzone lekcje przedmiotów, które przyznano Ci z góry, których być może nienawidzisz i nigdy w życiu Ci się nie przydadzą. A jeśli po roku nauki na swoim profilu nagle decydujesz, że jednak rodzice mieli rację i chcesz iść na medycynę, więc musisz zdać na maturze biologię i chemię - przykro mi, już po tobie. Bo nie ma takiej opcji. Już po ptakach. Więc zdecyduj już teraz. W gimnazjum. Ewentualnie spędź w szkole średniej kilka lat dłużej...

4.Myślisz, że znajdziesz przyjaciół na całe życie?

Cudem będzie jeśli znajdziesz takich na te kilka lat nauki. Szkoła średnia to dosyć specyficzne środowisko. W każdym bądź razie mówię ze swojego punktu widzenia. Nie mieszkam w dużym mieście, więc uczniowie mojej szkoły to zbieranina ludzi z okolicznych miasteczek i wsi większych, bądź mniejszych. To zbieranina ludzi, którzy nigdy się nie znali, ale i takich, którzy nie odstępuję siebie na krok już od przedszkola. Być może jestem aspołeczna, złośliwa, sceptyczna, ciężko przyjmuję krytykę, dużo wymagam i mam coś do powiedzenia na każdy temat, ale do tej pory nie wiedziałam o tym, że mam takiego pecha, że wśród około dziewięciuset uczniów mojej szkoły nie znalazłam przyjaciół rodem z High School Musical. Ani nawet przyjaciółki. Nie żebym się nad sobą użalała, ale tak. Użalam się. Bo mam pecha.

5.Chrzanię już te punkty...

Miałam szafki w gimnazjum. Znaczy, ja miałam tylko jedną. Ale zawsze coś. Przyzwyczaiłam się bardzo. Aż za bardzo. A to z kolei oznacza, że stratę w szkole średniej odczuwam jeszcze bardziej, bo nic nie psuje humoru tak bardzo, jak torba która waży prawie tyle samo co ty...

A tak propos! Myślisz, że w liceum/technikum jeden notes zastąpi Ci stos podręczników i zeszytów z gimnazjum? Ja tak myślałam. W końcu szkoła średnia to prawie studia: notatki pisane na kolanie, tysiące kolorowych podkreślaczy i gruby notes na sprężynie z biedronki. Jednak znowu okazuje się, że naoglądałam się amerykańskich seriali. Między gimnazjum, a średnią nic się nie zmienia. Niektórzy nauczyciele są na tyle dokładni (wredni), że będą sprawdzać, czy masz dobrze ponumerowane lekcje, jakby to miało pomóc w zaliczeniu semestru...
A nie pomaga.

Wiecie czego nienawidzę najbardziej? Zadań domowych. W okresie gimnazjum, wychodziły mi one bokami i muszę przyznać, że technikum dało mi nieco od nich odpocząć.

Jest jeszcze jedna sprawa, przez którą mnie krew zalewa. Czy dzieci i młodzież nie zasługują na papier toaletowy, mydło i ciepłą wodę w łazienkach? Nie wymagam luster, klimatyzacji, ani suszarki do rąk. Ale głupi papier i mydło? Uczniowie to też ludzie, a szkoła, to też instytucja publiczna! Zawsze myślałam, że to pewnego rodzaju podstawa. Jednak nie do końca...

Nie wiem czy mi wolno, ale chcę też wspomnieć o nauczycielach. Zresztą, co to znaczy, że czegoś mi nie wolno? Najwyżej będę musiała zdawać maturę gdzieś indziej... :) Przede wszystkim: zapamiętam ich na całe życie. Ale czy wszystkich z dobrej strony? Są przedstawiciele najróżniejszych gatunków. Jest typ, który korzysta z notatek sprzed dwudziestu lat i nie uznaje internetu. Jest też taki, który nie kryje się z tym, że nienawidzi swojej pracy z uczniami włącznie. Są też nauczyciele luzacy, którzy gdyby mogli, poszliby z tobą na przerwie na szluga, ale też tacy, którzy nie dadzą sobie wejść na głowę i cichy szelest nazywają "okropnym hałasem". Są tacy, którzy mają magistra z biologii, a uczą historii niewiele o niej wiedząc, ale też tacy, którzy świetnie radzą sobie z wieloma przedmiotami z różnych dziedzin. Są wielbiciele wstawiania uwag i miłośnicy nagradzania piątkami za nic. Jak w każdej w szkole. Gdyby każdy nauczyciel był kompetentny, uczył z pasją, byłby wobec ciebie w porządku i lubił swoją pracę, to byłoby odrobinę podejrzane, prawda? Ale o tym kiedy indziej.

Generalnie nauczyciele potrafią zepsuć dzień i nieźle zamieszać, ale wiecie co jest tego główną przyczyną? Ty. Ja. Ten idiota z ostatniej ławki, który cały czas dogaduje, bo totalny brak mózgu rekompensuje robiąc z siebie pajaca. Dzisiejsza młodzież, która robi łaskę rodzicom, że chodzi do szkoły. Ta młodzież, która pyskuje bez zahamowań. Ta młodzież, którą interesują imprezy, wódka i fajki. Ewentualnie pornole i używki. Nie ukrywajmy, że problemów nie ma. Jednak jeśli nauczyciel sobie z tym nie radzi, to powinien być pedagogiem? Ale o tym też kiedy indziej.

Szkoła średnia miała być odzwierciedleniem moich marzeń. Miało być wspaniale, jednak coś poszło nie tak. Być może wybrałam nie tę szkołę co trzeba. Być może wybrałam nie ten profil co powinnam. Być może nie mogę się dostosować, bo nie próbuję. Być może przechodzę spóźniony okres buntu kiedy nic mi się nie podoba. Ale również być może w polskim systemie edukacji i w polskich szkołach średnich coś jest nie tak... Być może. Jednak nie byłabym sobą, gdyby nie przenikał przeze mnie choć mały cień pozytywnego myślenia. Otóż... Teraz pokładam nadzieję w studiach! :D


______________________________________________________________________________
Jeśli masz facebooka i dwie sekundki wolnego czasu, polub Nas by być na bieżąco! :)
                             

05 marca 2015

Jak kupić laptopa i nie zwariować?



Postanowiła Siostra Polka kupić laptopa. Postanowiła dobry rok temu. Aż w końcu zaczęły ją gonić terminy i musiała wydać kasę wygraną w konkursie i kupiła. Dosyć spontanicznie. Spacerowała sobie po Rzeszowie (trasa Millenium Hall-Kolorowy Świat) i wstąpiła przy okazji do Media Expert (uwaga, reklama-nie, nie płacą mi), siedziała tam ze dwie godziny i wyszła z pięknym, bielutkim i nowiutkim Acer Aspire V 13 (za tę reklamę też nikt mi nie płaci)...

Generalnie teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie ma nic łatwiejszego niż zakup laptopa. Chyba, że jest się niezdecydowaną blondynką, która nie ogarnia nowoczesnych technologii, taką jak ja... Ciężko było mi znaleźć lekkiego i białego laptopa z matową matrycą, klawiaturą numeryczną, RAMem większym niż 4GB i dużą pamięcią w rozsądnej cenie. Zawsze była jakaś luka, albo kilka. Oczywiście musiałam z czegoś zrezygnować, bo nie mam pięciu tysi w kieszeni. Ani nawet trzech. Padło na 13 cali, co oznacza brak klawiatury numerycznej... Nie lepiej pytajcie po co mi ona była... Najważniejsze, że w tym momencie nie odczuwam tak bardzo jej braku.
Laptop sobie chwalę. Po miesiącu użytkowania w każdym bądź razie. Najbardziej zachwycił mnie fakt, że ten model służy głównie do przeglądania internetu i codziennego użytkowania, a simsy śmigają jak trzeba!

Generalnie uwielbiam go w każdym calu. Zaczynając od tego, że ma wejście na kartę, dzięki czemu przetegowywanie zdjęć z aparatu czy telefonu idzie sprawniej i nie muszę biegać po domu szukając kabla USB (swoją drogą, drugie wejście na USB coś szwankuje), kończąc na ekranie, który mimo, że ma matową matrycę, to ma piękne i soczyste kolory.
Przyznam, że bałam się też Windowsa ósemki. Niepotrzebnie - zakochałam się w tych kafelkach! 
Nawet jeśli większej większości nie używam, bo nie wiem do czego służą...

Rzecz jasna każdej dziewczynie służę w tym momencie (mało profesjonalną) radą dotyczącą zakupu laptopa idealnego! Zapraszam do komentowania i zadawania pytań na asku.

Przyznajcie, że na moim biurku prezentuje się nieziemsko! Taka ze mnie chwalipięta...


A teraz pora na podziękowania...
Mimo mojej długiej nieobecności na blogu, nie wiem nawet kiedy, stuknęło ponad 20 000 wyświetleń. Nawet jeśli ta liczba jest w zaokrągleniu i ma jakieś haczyki - jaram się!
Dziękuję więc każdemu kto się przyczynił do takowego sukcesu :)

                          ___________________________________________________________
Oczywiście jeśli jeszcze nie polubiłaś mojego fanpage'a, zapraszam: 
tu dowiesz się o nowych postach jako pierwsza :)

                          

25 lutego 2015

Odzwyczajanie od smoczka. Niemożliwe? A jednak!


Dwa lata skończone.
Nie ma zmiłuj!
Nacięliśmy więc DZIURĘ w smoczku. Przy czym słowo "DZIURA" nie jest użyte przypadkowo! To była wielka, ogromna DZIURA wzdłuż sylikonu, od początku do końca.
Historyjkę o złym psie, który pogryzł smoczek połknęła. Płaczu nie było.
Ba! Nawet cały palec jej się w dziurze mieścił, więc głośno i wyraźnie powtarzała wszystkim domownikom "w smoczku DZIURA!" ale odzwyczaić się nie odzwyczaiła... Cały miesiąc z takowym smokiem funkcjonowała. Aż pewnego pięknego dnia, między mną (SP) a Konstancją (K) odbył się takowy dialog:
SP: Skarbie, co to jest w tym smoczku?
K: Dziura!
SP: Po co ci taki brzydki, dziurawy smoczek? Może go wyrzucimy?
K: Tak! Wyrzucić... Wyrzucić do kosza!
Jak powiedziała tak też zrobiła. Poszła do kuchni, otworzyła szafkę, wyrzuciła smoczek do kosza i wróciła do pokoju, kontynuować oglądanie bajki.
Mission imposible?
Od tamtej pory, co parę dni przypomina sobie o smoczku, ale uświadamiamy jej, jaka dzielna była wyrzucając go i że przecież miał ogromną DZIURĘ, więc był bezużyteczny... Konsi słucha uważnie, komentuje dodając swoją wersję wydarzeń i po sprawie....
Dziecko cud...
Mamy to w genach :)))



 Możecie mnie pociąć za zdjęcia z powyższą jakością, ale je uwielbiam! Selfie, retrica, firanka... Taka sytuacja :) Przepraszam też za tak długą nieobecność. Wszystko z powodu sytuacji mniej lub bardziej rodzinnych i prywatnych. Najważniejsze, że ożyłam i wraz z Konstancją ponownie wyruszamy na podbój blogosfery!