11 sierpnia 2014

Powiedz mi dokąd jedziesz na wakacje, a ja powiem Ci kim jesteś.


Ludzi można kategoryzować według wielu różnych podziałów i nie muszą to być podziały obraźliwe, ani dyskryminujące. Są wśród nas fani psów i kotów, miłośnicy mocnej parzonej i caffe latte, zwolennicy książek i filmów, bieli i czerni, dnia i nocy...
Gdyby tak brać pod uwagę miejsce wakacyjnego wypoczynku wyróżniamy ludzi, którzy co roku wybierają polskie morze, polskie góry, lub równie patriotycznie polskie jeziora. Są tez miłośnicy wyjazdów za granicę, co by się odchamić w jakiejś europejskiej stolicy, oraz ci, którzy uwielbiają wakacje all inclusive - czyli nieistotne gdzie, ważne ze ekskluzywnie. Oczywiście Siostra Polka nie byłaby sobą gdyby dostosowałaby się do którejś z wyżej wymienionych kategorii, więc wraz z rodziną wylądowała w Yalutorovsku, niewielkim miasteczku w południowej Syberii. W Rosji rzecz jasna. Co my tu robimy? Ciężko powiedzieć. Póki co, zapraszam Was na dosyć długi post o naszej drodze Kraków-Moskwa-Tyumen-Yalutorovsk, pisany na rosyjskiej klawiaturze bez polskich znaków, przy rosyjskim parapecie z typowo rosyjskim widokiem za oknem, w rosyjskim mieszkanku. W Rosji rzecz jasna...

Jak pakowanie zazwyczaj odbywa się na tydzień przed wyjazdem i jest cholernie stresujące, tak my (ja z mamą) spakowałyśmy pięcioosobową rodzinę w jeden dzień. Dzień przed wyjazdem. Bez stresu się nie obyło niestety, ale sukcesem jest fakt, ze na dwutygodniowe wakacje na (prawie) koniec świata, trzy dorosłe osoby i dwoje dzieci pomieściło się w trzech niedużych walizkach. I w plecaku. I dziecko w wózku. Uff! A wyglądało to mniej więcej tak: (gwoli ścisłości - Konstancja płakała, bo mama zniknęła z jej pola widzenia) 


Konsi standardowo nie wie co się dzieje... (chociaż tutaj przynajmniej już nie ryczy :D)




Lot Kraków - Moskwa miał być połową naszego podróżniczego sukcesu, gdyż w stolicy, po 20 godzinnym oczekiwaniu, mieliśmy wsiąść w kolejny samolot, Moskwa - Tyumen.  Jednym słowem, zapowiadała się długa i pełna przygód podróż. Taka też była :)



A tutaj już w samolocie! To był mój trzeci lot w życiu, natomiast pierwszy który zapamiętałam, w poprzednie dwa razy miałam dwa latka. Maks z kolei leciał pierwszy raz, więc twierdził, ze ma pierwszeństwo siedzenia przy oknie. Po kilku bójkach i kłótniach doszliśmy do "kompromisu". Siedzimy przy oknie na zmianę!






Kto nie uwielbia samolotowych posiłków? No kto?


...grunt to wystarczająca ilość kalorii, by przetrwać :D



Gwiazda przespała prawie cały lot, więc po wylądowaniu w Moskwie jest równie nieogarnięta co wcześniej. Koniecznie z misiem!


I co teraz? 20h oczekiwania na kolejny lot. Nie zamierzaliśmy zmarnować tego czasu. Na lotnisku wita nas znajoma. Ot z mojego dzieciństwa. I lecimy... Dosłownie i w przenośni. Bo biegliśmy. Przez całe lotnisko. Do aeroekspresu. Aeroekspresem do metra, metrem do centrum...




Jeszcze kilka kroków dzieliło mnie do miłości od pierwszego wejrzenia. Zakochałam się. W Moskwie. W architektonicznej i kulturowej perełce. Tutaj Cerkiew Wasyla Błogosławionego przy placu Czerwonym, który jest trzecim największym placem na świecie, lecz dla mnie najpiękniejszym i najbardziej urokliwym.


Sobór Matki Boskiej Kazańskiej na Placu Czerwonym:


Państwowe Muzeum Historyczne, jedno z najstarszych w Moskwie. Muzeum przechowuje około 4,5 milionów eksponatów i 15 milionów kart dokumentów, co stanowi dwunastą część muzealnych zbiorów w Rosyjskiej Federacji. Tylko 0,5% zbiorów jest udostępniana odwiedzającym... Jak dla mnie, to coś niezwykłego...


Mauzoleum Lenina - grobowiec przy Placu Czerwonym, niestety nie udało nam się tam wejść - jest czynny tylko w godzinach porannych. W latach radzieckich odwiedzenie mauzoleum było niemal obowiązkiem każdego obywatela Związku Radzieckiego. Obecnie jest raczej atrakcją turystyczną. Sam zamysł mauzoleum, budowa i plany są moim zdaniem bardzo ciekawe i polecam co nie co o tym przeczytać na przykład TUTAJ.


Gum - Главный Универсальный Магазин - czyli w wolnym tłumaczeniu Państwowy Dom Towarowy. Trzypiętrowy gmach z XIX wieku. Niesamowita budowla. Zarówno na zewnątrz jak i w środku. Mieści się tam ponad tysiąc sklepów. I to nie byle jakich! Osobiście musiałam się trzymać, żeby nie oszaleć patrząc na ceny - jednak restauracje są zapełnione ludźmi, a sklepy wcale nie świecą pustkami.




A tu z mamulą moją. I Konstancji. No i Maksa też. Czyli z naszą. Tak w skrócie.


Wcześniej wspomniane marki...
 


A tutaj nasze hopsy na Placu Czerwonym, chwila relaksu i takie tam sprawy ;)







Co się tutaj dzieje? Na chwilę spuścić Konstancję z oka i już ktoś się pojawia na horyzoncie. Kolega zastosował podryw na turystę :)


...krótkie spojrzenie głęboko w oczy i wiadomo, że to mogłaby być miłość na cale życie. Mogliby opowiadać swoim wnukom, ze poznali się zupełnie przypadkiem na Placu Czerwonym, że od małego razem, ze dzielili się zabawkami w piaskownicy... A tu nic... Wakacyjna, dziesięciominutowa przygoda i to by było na tyle. Oh Konsi, nie wiesz co tracisz :)


Tutaj nasz dżentelmen karmi Konstancję kamieniami. Własnoręcznie uzbieranymi. Wiadomo przynajmniej, że nie umarłaby z nim z głodu.


Koniec czułości!










W końcu przyszedł czas by wracać na lotnisko. Więc znowu metro, aeroekspres, lotnisko, odprawy... Tutaj kupujemy bilet na metro... 




Długo żyję, dużo widziałam, ale nigdy tak długich schodów ruchomych... Serio! :)



Metro moskiewskie wyróżniają przede wszystkim stacje, których część uważana jest za wzorcowy przykład architektury socrealizmu, wnętrza stacji przypominają pałace, pod sufitami wiszą żyrandole, a każda z nich ma własny motyw przewodni i jest wyjątkowa. Coś PIĘKNEGO.



Cyk zdjęcie i czas na nas - kolejny, tym razem nocny lot Moskwa - Tyumen. Kolejne strefy czasowe i kolejne kilometry...

A tu bardzo wyraźne zdjęcie, pięknego widoku Moskwy z samolotu... Uwielbiam tę jakość <3 A tak poważnie, to musicie uwierzyć mi na słowo, ze nie mogłam odkleić się od szyby przez dobrych kilka minut, gdy lecieliśmy nas cudownie oświetloną Moskwą. 
Coś NIE-SA-MO-WI-TE-GO!


A gdzie wy spędzacie wakacje? Może ktoś jeszcze w Rosji? Czy to tylko ja taka szalona? :)


EDIT: Poprawiłam tekst, wyjustowałam, są polskie znaki i więcej zdjęć. 
Have fun! :)