17 lipca 2014

W pogoni za ideałem!

Żeby był dobrym tancerzem, głos miał nieziemski, grał na jakimś instrumencie i do tego gotował! Najlepiej, aby robił to wszystko jednocześnie z olśniewającym uśmiechem i wlepionymi we mnie cudnymi oczętami. Koniecznie dużymi i tak intensywnie niebieskimi, że rzygam tęczą. Dokładnie tak.
Ideałów nie ma moi drodzy państwo, a w tej notce odrobinę rozświetlę Wam mój punkt widzenia :)


Mam siedemnaście lat i mam prawo pisać o ideale mężczyzny. Co więcej, mam na to dwa porządne argumenty. Pierwszy to taki, że to mój blog i właściwie mogę pisać o czym chcę, a drugi to taki, że jestem kobietą. A tak już jest zbudowany ten świat, że niezależnie od wieku życie płci pięknej w stopniu bardziej, bądź mniej zaawansowanym kręci się wokół "tej drugiej" płci. Nie jest tak?
Prawda jest taka, że mając te 12 lat, dziewczynki (o przepraszam, nastolatki) marzą o chłopcu (nastolatku) nad wyraz dojrzałym, miłym, zabawnym, ładnym i takim, który nie będzie się wstydził jej przy kolegach. Na poziomie gimnazjum priorytety niewiele się zmieniają. Natomiast mając lat tyle co ja, perspektywa jest nieco odmienna. Facet nie ma być ładny. Ma być przystojny. Mam czuć się przy nim bezpiecznie i swobodnie. Kreuję sobie cechy, które są mile widziane i te, których nie toleruję. Kończąc studia, pewnie znowu będę myślała inaczej. Czegoś innego oczekuje też trzydziestolatka spełniająca się zawodowo, a czegoś innego typowa matka polka zdradzana latami przez męża. Kwestia gustu? A nie. To zależy od naszego bagażu doświadczeń, tych milszych, ale i gorszych. Od bagażu, który dostajemy w dniu narodzin i nosimy go na sobie do końca naszych dni. Może i brzmi to odrobinę staroświecko i/lub nielogicznie. Ale to jakimi jesteśmy ludźmi bierze się właśnie stąd, skąd pochodzimy i w jaki sposób rodzice uzupełniali ten bagaż za nas i w jaki sposób my robimy to teraz. I właśnie na podstawie doświadczenia naszego i naszych bliskich podświadomie tworzymy sobie listę cech, pożądanych u potencjalnego kandydata na naszą drugą połówkę. Brzmi zabawnie, ale to prawda ;) W pewnym momencie związku, szczęśliwa kobieta stwierdza: to mój ideał, ale po rozstaniu pluje sobie w brodę, że ideałów przecież nie ma - jak mogła być tak głupia?.. Błędne koło.

W czeluściach internetu znalazłam taką oto, demotywującą, złotą myśl, dotyczącą wyimaginowanych ideałów:
Twój ideał, ma swój ideał-dlatego wam nie wychodzi.
I należy rozróżniać zdrowe podejście do mile widzianych cech charakteru i wyglądu, a obsesję nastolatek na punkcie szukania nadopiekuńczego rycerza na białym rumaku z różą w zębach.


Moja recepta na szczęśliwy, zdrowy związek? Wykreślam z mojego słownika słowa: "ideał, idealny" -  mogą być wiążące i mogą ranić. Wolę dmuchać na zimne! A jeśli masz ochotę podmuchać razem, polub mnie na fejsie! Będziesz na bieżąco z każdym, świeżo wydmuchanym postem.