06 lipca 2014

Jak można nie lubić wakacji? O.o

W tym poście, chcę wytłumaczyć tym mniej lub bardziej zainteresowanym, dlaczego nie lubię wakacji?
Pewnie przeszło Ci przez myśl "Co ona gada?" w końcu wakacje nie są niczym innym jak dwoma calutkimi miesiącami zupełnie wolnymi od szkoły, zadań domowych, zajęć dodatkowych i wszelkich obowiązków, na dodatek jest ciepło (a raczej upalnie) i to czas urlopowania-ukochany okres młodzieży i dorosłych...
Mnie jakoś nie przekonuje polak w skarpetkach i sandałach nad polskim morzem, ani smażenie się na palącym słońcu, podczas gdy leje się ze mnie pot i ledwo dyszę. Lubię ciepełko. Racja. Ale dla mnie ciepełkiem jest dwadzieścia stopni na plusie maksymalnie, nie trzydzieści w cieniu...
To taki mały wstęp-owinięcie w bawełnę mojego prawdziwego powodu.
Otóż w wakacje cierpię na totalny brak optymistycznego myślenia, syndrom chronicznego zmęczenia oraz zespół nagminnego marnowania czasu. Ot co!
A to wszystko dlatego, że (uwaga spojler) NIE MA szkoły. Dla ciebie powód do odśpiewania "Ody do radości", dla mnie dwumiesięczna zmora. Jestem zorganizowana, ułożona i pedantyczna. Uwielbiam kalendarze, notatniki, korkowe tablice i kolorowe długopisy, którymi mogę dokładnie ogarnąć moją codzienność. Wiecznie noszę ze sobą kieszonkowy kalendarz i mój grafik każdego dnia jest zapisany co do godziny. Szkoła, Angielski, spacer z małą, zadania. Szkoła, lekarz, zadania, spacer z małą, nauka. Szkoła, odebrać małą ze żłobka, spotkanie ze znajomymi, lekcje. I tak dzień w dzień. Zapisuję każdy sprawdzian, kartkówkę, listę rzeczy do zrobienia, kupienia, napisania... Może to i chore, ale żeby spotkać się z przyjaciółką, muszę to sobie zapisać-mam wtedy przejrzysty układ co, gdzie, kiedy, z kim, o której. Przyczyną jest to, że zawsze muszę dostosować się do aktualnej zmiany pracy rodziców. Dni mam zapełnione po brzegi i wiecznie narzekam na brak wolnego czasu i skarżę się na to, że chciałabym móc poleniuchować, ponudzić się... Minęło 9 dni wakacji. Mam stanowczo dość. Mój organizm jest przyzwyczajony do takiego, a nie innego trybu pracy, więc w domu dostaję fioła. Pewnie dostanę tysiąc rad w stylu "wyjdź z domu i po kłopocie", ale ja nie potrafię się przełamać i nie mam z kim się przełamywać. Nie chcę wyjść na desperatkę. Ja po prostu nie potrafię zorganizować sobie czegoś sama. Wolę mieć coś narzucone z góry i na to narzekać (natura siostry polki) A więc zorganizowałam: wakacyjny kurs angielskiego-nie wypaliło, kurs fotografii cyfrowej-nie wypalił, teraz będę próbować z wakacyjnymi konwersacjami w języku angielskim, trzymam kciuki aby coś, jakoś, gdzieś.. ;)
I to nie tak, że nie lubię wakacji od zawsze. Od tego roku. Wcześniej miałam kolonie, oazy wakacyjne... Zupełnie inaczej wtedy płynie czas ;))


Łapcie kilka naszych #selfie zdjęć ;)







Może macie jakieś złote rady? :)

ps. Dziękuję za 4 000 wejść, oby tak dalej :*