28 lipca 2014

Vlog czy Blog? Oto jest pytanie!

-Napisałaś w końcu posta na tego bloga twojego?
-Tak!
-A fajny chociaż?
-Przeczytaj, może Ci się spodoba? Miło by mi było.
-Niee, bo ja jeszcze nie rozumiem tego co piszesz, bo za młody jestem, wiesz?
Powiedział Maksymilian. Brat mój dziewięcioletni. I teraz pluję sobie w brodę, że jednak bloga założyłam, a nie vloga. Wtedy by wszystko zrozumiał, a może nawet kolegom polecił?


 Ciocia wikipedia mówi:

Wideoblog (ang. videoblog, vlog) – rodzaj bloga internetowego, którego zasadniczą treść stanowią pliki filmowe publikowane przez autora w kolejności chronologicznej. Vlogerzy publikują swoje filmy głównie w serwisie YouTube.

Blog (ang. web log – dziennik sieciowy) — rodzaj strony internetowej zawierającej odrębne, uporządkowane chronologicznie wpisy. Ogół blogów traktowany jako medium komunikacyjne nosi nazwę blogosfery. Blog od wielu innych stron internetowych różni się zawartością. Niegdyś blogi utożsamiano ze stronami osobistymi. Dziś ten pogląd jest nieaktualny, wciąż jednak od innych stron internetowych blogi odróżnia bardziej personalny charakter treści.

Moim zdaniem - jako osoby, która chętnie przegląda blogi i ogląda vlogi - wygodniejszą formą są właśnie filmiki. Ludzie więcej zapamiętują z vlogów, ponieważ odbierają je dwoma zmysłami, a nie jak w przypadku blogów - jednym. Jednakże więcej osób prowadzi blogi, a dzięki temu jest większa szansa, że znajdziemy ciekawy tekst na temat nas interesujący. I zakres tematów jest większy.

Przed założeniem bloga moją rozterką było właśnie niezdecydowanie, czy chcę gadać czy pisać. A może jedno i drugie? Podjęłam taką, a nie inną decyzję ze względu na to, że na obrabianiu filmików i obsłudze programów graficznych to ja się nie znam ani troszeczkę. Sprzętu brak i czasu na to wszystko. No i brak pomysłu na nazwę na tyle pociągającą, by ludzie mnie zapamiętali. I właściwie znalazłam tysiące minusów, a plus tylko jeden: lepiej wychodzi mi gadanie niż pisanie. Ale na przekór temu, uczę się pisać tak, abyś Ty, mój drogi czytelniku. był w stanie zrozumieć co chcę przekazać.
Myślę, że blogo- i vlogo-sfera, to dwa zupełnie inne światy. W jednym i drugim ciężko się wybić. Konkurencja wszędzie. Mnóstwo świetnych i ludzi, ale i takich, którzy powinni... No... Zająć się czymś innym. Sprzedawaniem w warzywniaku na przykład. Nie obrażam nikogo rzecz jasna. Warzywniaki są okej! Po prostu nie każdy się do wszystkiego nadaje ;)

A wy co myślicie? Vlog czy blog? Wolicie oglądać i słuchać? Czytać? A może coś jeszcze innego?

23 lipca 2014

Ask to dzieło szatana, a fejmy to zło.

Chcesz być szczęśliwa? Usuń aska! Nie masz aska? Masz szczęście!
W dzisiejszym poście jeden wielki hejt zarówno dla askowych gwiazd jak i całego portalu.



Wiem, że wśród moich czytelników są osoby, które mają prawo nie wiedzieć czym jest ask.fm, a więc postaram się odrobinę wam to przybliżyć. Ten wspaniały portal społecznościowy z 80 milionami aktywnych użytkowników polega na zadawaniu pytań i odpowiadaniu na pytania. Proste jak budowa cepa. Nudne jak flaki z olejem. Czyżby?

Statystyka. 
Ask.fm jest wśród 200 najczęściej odwiedzanych stron internetowych na świecie. Tak powiedziała mi ciocia Wikipedia. Z kolei wujek Google podpowiedział, że aż 2,5 miliony polskich nastolatków ma tam konto, i zadawane jest tam ok. 30 milionów pytań i odpowiedzi dziennie. O zgrozo...

Z chęcią wypowiem się na temat tego fantastycznego portalu, który przez ostatnie dwa lata niczym cichy zabójca doprowadzał mnie do białej gorączki, pomagał wpaść w depresję i gnoił na każdym kroku. A właściwie.. Źle to ujęłam. Ask nie niszczył mi życia, robili to ludzie. Anonimowi, odważni hejterzy. Pozdrowienia dla Was tygryski!

Co nieco o asku.
1.Przede wszystkim zapamiętaj: na asku nie ma miejsca na poczucie humoru, sarkazm, ani ironię. Jeśli jesteś taki szalony i decydujesz się na niepoważną odpowiedź przygotuj się na to, że dostaniesz dziesięć kolejnych pytań obrażających Ciebie lub chomika brata kuzynki Twojej ciotki.
2.Jeśli zgadzasz się na popularne 10/10, obs/obs - nie masz własnego zdania, zależy ci tylko na statystykach, nie masz nic do zaoferowania i jesteś nikim. Jeżeli natomiast nie tolerujesz takiej rozrywki (jak ja) to zostajesz obsypany obelgami pod tytułem - nie chcesz uszczęśliwiać innych ludzi, jesteś zły i niedobry, po co właściwie masz aska?
3.O tym czy Twój profil jest wart uwagi decyduje ilość lajków... Czy tego chcesz czy nie...
4.Nawet na allegro ludzie oferują setki lajków za drobną opłatą...
5.Na dobrą sprawę Twojego aska czytają tylko hejterzy i ludzie Ci bliscy,  żeby zobaczyć co tam u ciebie słychać. A to i tak nie zbyt dokładnie, bo tysiąc razy pytają czy masz chłopaka... Na przykład.
6.Odpowiadasz na hejty? Jesteś ofiarą losu, która marnie próbuje się wybronić. Ignorujesz je? Nie potrafisz stawić czoła prawdzie, jesteś kretynem i nie przyjmujesz krytyki (a raczej obelg).
7.Im bardziej bezsensownie i nie na temat odpowiadasz, tym bliżej Ci do bycia fejmem... O właśnie!

Fejmy od A do Z.
Wiecie, na asku chodzi o to, żeby zaistnieć. Żeby wzbudzić współczucie, pogardę, podziw.. Cokolwiek. Byle mieć więcej pytań, więcej lajków, więcej prezentów, więcej obserwatorów. Bo gdyby chodziło tylko o pytania, to jeszcze byłabym w stanie tolerować to i owo. Ale tu chodzi o tysiące lajków i setki obserwatorów! Przecież nikt nie chce być szarym użytkownikiem, każdy chce być kimś! Aby stać się fejmem (od angielskiego 'famous') musisz mieć fanów i musisz wzbudzać u ludzi zaufanie, podziw, szacunek... Ludzie będą błagać, żebyś wysłał im serduszko (<3), odpowiedział akurat na ich pytanie, albo zostawił u nich kilka lajków. Następnie promujesz innych i budujesz armię swoich popleczników. Jest to tak żałosny wymiar "popularności", że jak o tym piszę, to aż coś mnie ciśnie w żołądku. Ask to sława znikąd. Mogę o tym mówić i mówić, pisać i pisać. ale po co? Większość z nas wie o co chodzi, a fejmy są tematem rzeką.

Anonimowi hejterzy.
Są to osoby, które korzystając z możliwości bycia anonimowym w internetach szukają okazji by dopiec ludziom, wytknąć im ich wszystkie błędy i wady. Najczęściej przez zazdrość. Na dobrą sprawę nie interesujesz ich w żadnym stopniu, a mimo to wszystkiego się czepiają, wie gdzie i z kim spędziłeś wieczór dwa tygodnie temu w piątek. Są chorzy na ból dupy, nadużywają wulgaryzmów i bezpodstawnych obelg. Wiecznie niezadowoleni i pełni nienawiści.



Ask to zło?
Ask.fm wzbudzał już wiele kontrowersji. Matki apelują o zamknięcie portalu po samobójstwach dzieci. Nastolatkowie anonimowo pokazują jak się samookaleczają, nawiązują chorą więź z czytelnikami. Gimbaza wyżywa się i nęka rówieśników. Na dobrą sprawę jest to portal pełen zła i niepoprawnych relacji. Często użytkownicy nie zdają sobie sprawy, że do ich profilu mają dostęp nauczyciele i rodzice. Naprawdę chcesz, żeby twój wychowawca czytał o twoich przygodach ze starszymi chłopakami na dyskotekach, a mama z aska dowiedziała się z kim straciłaś dziewictwo? Serio?

Jak to było ze mną?
Byłabym hipokrytką krytykując każdego kto ma coś wspólnego z askiem, nie mówiąc jak ja trafiłam na tę feralną stronę i jak z nią skończyłam. Jak już wspomniałam na początku, zarejestrowałam się tam ok. 2 lata temu. I mimo, że jestem osobą, która nie przejmuje się opinią innych i raczej wyśmiewa anonimowe hejty, to ask działał mi na psychikę. Ludzie na bieżąco informowali mnie, że przybyło mi kilka kilo, że z moim sposobem bycia jest coś nie tak, że moje życie nie ma sensu (oczywiście to wszystko w słowach, które musiałabym ocenzurować). Starałam się z tego śmiać. Na dłuższą metę -  nie potrafiłam. Przejmowałam się. Tak się rodzą kompleksy w dobie internetu drodzy Państwo.
Miewałam dni, kiedy hejty spływały po mnie jak po kaczce, ale miewałam również takie, kiedy miałam ochotę zakopać się pod kołdrą i już nie wychodzić. Potrafię się do tego przyznać, bo to zwalczyłam. Mamy XXI wiek - największy wpływ na nasze młode umysły ma właśnie internet, a nam wciąż jest ciężko się do tego przyznać.
Jeśli męczą Cię hejterzy, usuń aska. Sama nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Ale jest lżej. Jeśli ktoś będzie miał jakiś problem - znajdzie inny sposób by mnie o tym poinformować. I plotki dotrą do mnie tak czy inaczej. Nic mnie nie ominie :D No poza denerwowaniem się kolejnymi hejtami... A to wyjdzie mi na zdrowie! Raz na jakis czas włączę aska, ale uwaga, raz na jakiś czas - w ramach zdrowego rozsądku...


 ps. Stuknęło 6,5 tyś wyświetleń - dziękuję ;)

 

PHOTOBLOG | FACEBOOK | FANPAGE






17 lipca 2014

W pogoni za ideałem!

Żeby był dobrym tancerzem, głos miał nieziemski, grał na jakimś instrumencie i do tego gotował! Najlepiej, aby robił to wszystko jednocześnie z olśniewającym uśmiechem i wlepionymi we mnie cudnymi oczętami. Koniecznie dużymi i tak intensywnie niebieskimi, że rzygam tęczą. Dokładnie tak.
Ideałów nie ma moi drodzy państwo, a w tej notce odrobinę rozświetlę Wam mój punkt widzenia :)


Mam siedemnaście lat i mam prawo pisać o ideale mężczyzny. Co więcej, mam na to dwa porządne argumenty. Pierwszy to taki, że to mój blog i właściwie mogę pisać o czym chcę, a drugi to taki, że jestem kobietą. A tak już jest zbudowany ten świat, że niezależnie od wieku życie płci pięknej w stopniu bardziej, bądź mniej zaawansowanym kręci się wokół "tej drugiej" płci. Nie jest tak?
Prawda jest taka, że mając te 12 lat, dziewczynki (o przepraszam, nastolatki) marzą o chłopcu (nastolatku) nad wyraz dojrzałym, miłym, zabawnym, ładnym i takim, który nie będzie się wstydził jej przy kolegach. Na poziomie gimnazjum priorytety niewiele się zmieniają. Natomiast mając lat tyle co ja, perspektywa jest nieco odmienna. Facet nie ma być ładny. Ma być przystojny. Mam czuć się przy nim bezpiecznie i swobodnie. Kreuję sobie cechy, które są mile widziane i te, których nie toleruję. Kończąc studia, pewnie znowu będę myślała inaczej. Czegoś innego oczekuje też trzydziestolatka spełniająca się zawodowo, a czegoś innego typowa matka polka zdradzana latami przez męża. Kwestia gustu? A nie. To zależy od naszego bagażu doświadczeń, tych milszych, ale i gorszych. Od bagażu, który dostajemy w dniu narodzin i nosimy go na sobie do końca naszych dni. Może i brzmi to odrobinę staroświecko i/lub nielogicznie. Ale to jakimi jesteśmy ludźmi bierze się właśnie stąd, skąd pochodzimy i w jaki sposób rodzice uzupełniali ten bagaż za nas i w jaki sposób my robimy to teraz. I właśnie na podstawie doświadczenia naszego i naszych bliskich podświadomie tworzymy sobie listę cech, pożądanych u potencjalnego kandydata na naszą drugą połówkę. Brzmi zabawnie, ale to prawda ;) W pewnym momencie związku, szczęśliwa kobieta stwierdza: to mój ideał, ale po rozstaniu pluje sobie w brodę, że ideałów przecież nie ma - jak mogła być tak głupia?.. Błędne koło.

W czeluściach internetu znalazłam taką oto, demotywującą, złotą myśl, dotyczącą wyimaginowanych ideałów:
Twój ideał, ma swój ideał-dlatego wam nie wychodzi.
I należy rozróżniać zdrowe podejście do mile widzianych cech charakteru i wyglądu, a obsesję nastolatek na punkcie szukania nadopiekuńczego rycerza na białym rumaku z różą w zębach.


Moja recepta na szczęśliwy, zdrowy związek? Wykreślam z mojego słownika słowa: "ideał, idealny" -  mogą być wiążące i mogą ranić. Wolę dmuchać na zimne! A jeśli masz ochotę podmuchać razem, polub mnie na fejsie! Będziesz na bieżąco z każdym, świeżo wydmuchanym postem.


16 lipca 2014

O spontanicznych decyzjach.

Niedzielny poranek, pięcioosobowa rodzina na jednej kanapie, zapowiada się leniwy, upalny, wakacyjny dzień niczym nie różniący się od pozostałych... Nic bardziej mylnego ;) Z ust taty padła propozycja: "To co? Może Kraków i zoo dzisiaj?" No cóż... Nam dwa razy powtarzać nie trzeba. Co by tata się nie rozmyślił w ciągu kilku minut pałaszujemy śniadanie, kilka minut więcej się zbieramy, pakujemy do samochodu i już nas nie ma ;)
Jak dla mnie krakowskie zoo w porównaniu z tym warszawskim, nie umywa się ;) Mniej zwierząt, mniejsze uliczki, mniej cienia, mniej ławek, wszystkiego mniej. A ludzi więcej.
Maksiu z kolei narzekał na to, że "lew się nie rusza tylko leży" - ja osobiście go rozumiem. I chcąc nie chcąc naszły mnie melancholie w stylu:
-czy one nie mają za mało miejsca
-czy o nie dbają?
-czy ktoś się z nimi bawi?
-czy się nie nudzą?
-czy na spacer wyprowadzają?
-czy dietę mają urozmaiconą?
No ja jestem jakaś mało otwarta na tego typu rozrywkę. Wolę patrzeć jak hasają na wolności.
A te milusińskie futrzaki to z chęcią bym wyprzytulała!
Sama Konstancja zainteresowana była tylko koto i piesopodobnymi zwierzakami. A tak to raczej niewzruszona nie zbliżała się do klatek ;)
Z Maksem ogarnęliśmy, że widzieliśmy króla Juliana, wydrę Marlenkę, żyrafę Melmana, hipopotamicę Glorię, rybki: Nemo i Doris i inne kreskówkowe zwierzaki ;)

Dzisiaj mała duża fotorelacja z Zoo i krakowskiego rynku.
Tłumów nie cierpię, ale ten krakowski jakoś zniosłam ^.^











Wśród swoich... ;)

A tu Konsi z mamą ;)


Gdzie jest Nemo?









ZAPRASZAM :)


PHOTOBLOG  | FANPAGE



10 lipca 2014

Starość nie radość + TAG

Jak to powiadają starość nie radość, młodość nie wieczność moi drodzy ;)

Dzisiaj jestem zupełnie innym człowiekiem niż wczoraj. Seriously. 17 lat kończy się tylko i wyłącznie raz. A ja kończę właśnie dzisiaj ;) Niesamowite. Dopiero kończyłam jedenaście, ciesząc się z tego, że wreszcie jestem nastolatką - a nie dzieckiem, a tu bum. Jeszcze tylko rok i pełnoletność, o zgrozo.
Z tejże okazji zapraszam Was na TAG: 50 faktów o mnie. Dam się poznać z wielu stron, których jeszcze nie znacie ;) Jeśli dotrwacie do końca-koniecznie dajcie o tym znać! :))


  • FAKT 1: Nie lubię gdy ktoś zwraca się do mnie po imieniu i nie jestem do tego przyzwyczajona. Kiedy ktoś mówi "Karolina" od razu mi się wydaje, że jest na mnie zły. Rodzina mówi do mnie Lina, a przyjaciele Kunia. BTW nie lubię swojego imienia, a przez pierwsze dwa dni życia nazywałam się Katarzyna :)
  • FAKT 2: Nie lubię żółtego i brązowego. Po prostu nie lubię. Jakaś rzecz musi być naprawdę wyjątkowa, aby spodobała mi się w tym kolorze. Właściwie, brąz jest uważany za najbrzydszy kolor świata - jest ktoś kto go lubi?
  • FAKT 3: Boję się wszelkiego robactwa na tym świecie: pająków, robaków pełzających, latających, skaczących... Fu!
  • FAKT 4: Nie opanowałam jeszcze sztuki chodzenia na szpilkach :(
  • FAKT 5: Lubię jeździć samochodem w roli pasażera z przodu, ale kiedy na drodze spotykam jakieś komplikacje, stłuczki, wypadki - wpadam w panikę.
  • FAKT 6: Mam cztery kolczyki. Trzy w prawym uchu, jeden w lewym.
  • FAKT 7: Zawsze chciałam mieć starszego brata (jestem najstarsza z rodzeństwa)
  • FAKT 8: Uwielbiam chodzić do kina, teatru, filharmonii...
  • FAKT 9: Przywiązywałam się do każdego zwierzątka w moim domu, z każdym rozmawiałam, bawiłam się i nadawałam długie, skomplikowane, ale dużo znaczące dla mnie imiona. Nawet rybkom!
  • FAKT 10: Kocham zwiedzać, podróżować... Jednym słowem lubię życie na walizkach ;)
  • FAKT 11: Mam okropny, głośny i przerażający śmiech :D
  • FAKT 12: Ubóstwiam musicale. Mój ulubiony to francuski "Notre Dame de Paris" z 1998 roku
  • FAKT 13: W przyszłości chcę sobie zrobić tatuaż.
  • FAKT 14: Fascynują mnie delfiny, a praca w delfinarium jest moim zdaniem jedną z najbardziej niesamowitych na świecie. Wywnioskowałam to z mojej wizyty w delfinarium "Nemo" w Odessie, na Ukrainie.
  • FAKT 15: Byłam już w ok. 10 państwach i chciałabym zwiedzać więcej i dalej! :)
  • FAKT 16: Mój kolor oczu nieustannie się zmienia.
  • FAKT 17: Przeklinam. Stanowczo za dużo. A przekleństwa z ust dziewczyny są ble! Na szczęście mam ludzi wokół siebie, którzy mnie tego oduczają.
  • FAKT 18: Uwielbiam robić zdjęcia, ale lubię też na nich być ^.^
  • FAKT 19: Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia tylko do własnego dziecka, w moim przypadku również do rodzeństwa ;)
  • FAKT 20: Moje najulubieńsze lody? Waniliowe z Grycana - zawsze i wszędzie!
  • FAKT 21: Kilka razy w podstawówce i gimnazjum byłam przewodniczącą, bądź wiceprzewodniczącą klasy - nie polecam.
  • FAKT 22: Nie przepadam za walentynkami.
  • FAKT 23: Lubię smakować kuchni świata, nowych owoców, warzyw... Omnomnom!
  • FAKT 24: Uwielbiam słuchać języków obcych. Uczyć się języków obcych... Zwłaszcza angielski! Od 4 lat chodzę na dodatkowy angielski (4h w tygodniu), a w szkole jestem w grupie rozszerzonej.
  • FAKT 25: Lubię mieć pomalowane paznokcie, ale czekanie aż lakier wyschnie doprowadza mnie do szału. 
  • FAKT 26: Trzy lata z rzędu byłam na koloni nad Bałtykiem, trzy lata z rzędu na oazie wakacyjnej, oraz trzy lata z rzędu w zimie w sanatorium w Rymanowie Zdroju. Każdy z turnusów wspominam wyjątkowo, lecz nie zawsze pozytywnie ;)
  • FAKT 27: Moja ulubiona pora roku, jest również tą najkrótszą niestety. Wiosna *.*
  • FAKT 28: Z reguły jestem pedantyczna, bałagan wokół mnie niejednokrotnie doprowadza mnie do szału i/lub histerii.
  • FAKT 29: Lubię duże miasta i nie wyobrażam sobie żyć na wsi.
  • FAKT 30: Zdarza mi się mówić do siebie. I to po angielsku!
  • FAKT 31: Nie cierpię owijania w bawełnę. Nie można prosto z mostu?
  • FAKT 32: Raptem kilka razy w życiu jeździłam konno, ale marzę o tym, by to powtórzyć.
  • FAKT 33: Niespecjalnie przepadam za słodyczami, a zwłaszcza za tortami...
  • FAKT 34: Nie lubię ludzi, którzy wiecznie wybrzydzają, tymbardziej jedzeniem.
  • FAKT 35: Mam bzika na punkcie butów. Zwłaszcza firmowych. Nawet zamierzam poświęcić temu oddzielny post ;)
  • FAKT 36: Gdy zaczynam czytać książkę, w pewnym momencie czytam ostatnie zdanie. Koszmarne przyzwyczajenie! Zwłaszcza jeśli chodzi o kryminały! :D
  • FAKT 37: Przed snem wyobrażam sobie niesamowicie niestworzone sytuacje. To wyjaśnia moje nienormalne i niemoralne sny :D 
  • FAKT 38: Nie wierzę w horoskopy, ani senniki.
  • FAKT 39: Zanim założyłam bloga, marzyłam o vlogu. Niestety nie miałam sprzętu, więc pozostało mi pisanie ;) I chyba podjęłam dobrą decyzję, bo w ogóle nie znam się na programach graficznych, obrabianiu filmów, ani nic. Po prostu lubię gadać :D
  • FAKT 40: W przyszłości chciałabym być zaradną, nowoczesną mamą i panią domu, spełniającą się również zawodowo.
  • FAKT 41: Gotuję tylko wtedy, kiedy muszę. Więc szukam faceta który potrafi coś upichcić! :))
  • FAKT 42: Wolę domówki, niż imprezy w klubach.
  • FAKT 43: Nie lubię wcześnie wstawać, ale gdy wstaję zbyt późno-mam wyrzuty sumienia.
  • FAKT 44: Nigdy w pełni nie ogarnę przedmiotów ścisłych i musiałam się z tym pogodzić już w podstawówce. Jestem polonistką i duszą artystyczną.
  • FAKT 45: Uwielbiam występować na scenie. Grać, śpiewać, recytować...
  • FAKT 46: Kocham śpiewać, ale moja kariera zaczyna się i kończy pod prysznicem bądź przed lustrem. Poza jedynym w moim życiu koncercie, o którym wspominałam TUTAJ.
  • FAKT 47: Czytam, czytam i jeszcze raz czytam. W dużych ilościach. Blogi, artykuły, recenzje, gazety, książki, ebooki. Serce mi się kraja na myśl, że "sztuka czytania zanika"...
  • FAKT 48: Nienawidzę rasizmu, gdyż od dzieciństwa miałam styczność z ludźmi różnej narodowości, różnych ras i zupełnie innych kultur.
  • FAKT 49: Mam talent do zapominania haseł i loginów, a to dlatego, że mam mnóstwo kont na wielu portalach, forach i grach ;) 
  • FAKT 50: Tak naprawdę cały czas Was okłamuję. Urodziłam się w Rosji, moja mama jest Rosjanką, mam tam rodzinę... Więc wychodzi na to, że nie jestem Siostrą Polką, tylko Siostrą pół na pół i jestem dumna z mojego pochodzenia.

Jest to mój pierwszy TAG i pierwszy post tylko i wyłącznie o mnie, więc dziękuję tym, którzy dotrwali do końca, macie anielską cierpliwość! :) Pozdrawiam Was bardziej niż serdecznie! Peace!

08 lipca 2014

Nie śpię, bo wietrzę stopę!

Dzisiaj odrobinę o dziwactwie (już) osiemnastomiesięcznego bobasa :) Zapraszam ;)


 Niezaprzeczalnie najbardziej uroczy i denerwujący naraz, jednocześnie najdziwniejszy punkt programu :)
Otóż Konstancja zawsze (serio zawsze) chodzi w jednej skarpetce lub ściąga je całkowicie. Niezależnie od pogody, skarpetek i czynności którą właśnie wykonuje, wygląda to tak:



I mnie kusi! No jak nie ugryźć tej pulchnej stópki? No jak nie połaskotać? I jak nie ubrać tej skarpetki z powrotem jak jest przeciąg w domu? (tu jest mały haczyk, pierw tej skarpetki trzeba się oszukać w całym domu. Próbuję sobie tłumaczyć to w ten sposób, że Konsi utrzymuje dzięki temu stałą temperaturę ciała. Jak gad. Czy tam płaz. To taki odpowietrznik :))

Kolejne? Konstancja, mimo, że nie wygląda jest potwornym głodomorem. Jak trzeba to ona jeść NIE będzie, ale kiedy już zaczyna... o ludzie... Am i am. Tata wraca z pracy taki głodny i taki zmęczony, że aż zły i zjeść nie może, bo mała pakuje się na kolana i "am"! Jak słyszy, że ktoś coś je, lodówkę otwiera, w mikrofali coś podgrzewa, biegnie i krzyczy w niebo głosy "am"! Tutaj ama:


 Koniecznie z bosymi stopami:

Nie rób mi zdjęć kobieto!

Właściwie, dobrze, że dziewczyna lubi na boso. 
Nie będzie polką w skarpetkach i sandałach i opalenizny nie będzie miała od skarpety :)








06 lipca 2014

Jak można nie lubić wakacji? O.o

W tym poście, chcę wytłumaczyć tym mniej lub bardziej zainteresowanym, dlaczego nie lubię wakacji?
Pewnie przeszło Ci przez myśl "Co ona gada?" w końcu wakacje nie są niczym innym jak dwoma calutkimi miesiącami zupełnie wolnymi od szkoły, zadań domowych, zajęć dodatkowych i wszelkich obowiązków, na dodatek jest ciepło (a raczej upalnie) i to czas urlopowania-ukochany okres młodzieży i dorosłych...
Mnie jakoś nie przekonuje polak w skarpetkach i sandałach nad polskim morzem, ani smażenie się na palącym słońcu, podczas gdy leje się ze mnie pot i ledwo dyszę. Lubię ciepełko. Racja. Ale dla mnie ciepełkiem jest dwadzieścia stopni na plusie maksymalnie, nie trzydzieści w cieniu...
To taki mały wstęp-owinięcie w bawełnę mojego prawdziwego powodu.
Otóż w wakacje cierpię na totalny brak optymistycznego myślenia, syndrom chronicznego zmęczenia oraz zespół nagminnego marnowania czasu. Ot co!
A to wszystko dlatego, że (uwaga spojler) NIE MA szkoły. Dla ciebie powód do odśpiewania "Ody do radości", dla mnie dwumiesięczna zmora. Jestem zorganizowana, ułożona i pedantyczna. Uwielbiam kalendarze, notatniki, korkowe tablice i kolorowe długopisy, którymi mogę dokładnie ogarnąć moją codzienność. Wiecznie noszę ze sobą kieszonkowy kalendarz i mój grafik każdego dnia jest zapisany co do godziny. Szkoła, Angielski, spacer z małą, zadania. Szkoła, lekarz, zadania, spacer z małą, nauka. Szkoła, odebrać małą ze żłobka, spotkanie ze znajomymi, lekcje. I tak dzień w dzień. Zapisuję każdy sprawdzian, kartkówkę, listę rzeczy do zrobienia, kupienia, napisania... Może to i chore, ale żeby spotkać się z przyjaciółką, muszę to sobie zapisać-mam wtedy przejrzysty układ co, gdzie, kiedy, z kim, o której. Przyczyną jest to, że zawsze muszę dostosować się do aktualnej zmiany pracy rodziców. Dni mam zapełnione po brzegi i wiecznie narzekam na brak wolnego czasu i skarżę się na to, że chciałabym móc poleniuchować, ponudzić się... Minęło 9 dni wakacji. Mam stanowczo dość. Mój organizm jest przyzwyczajony do takiego, a nie innego trybu pracy, więc w domu dostaję fioła. Pewnie dostanę tysiąc rad w stylu "wyjdź z domu i po kłopocie", ale ja nie potrafię się przełamać i nie mam z kim się przełamywać. Nie chcę wyjść na desperatkę. Ja po prostu nie potrafię zorganizować sobie czegoś sama. Wolę mieć coś narzucone z góry i na to narzekać (natura siostry polki) A więc zorganizowałam: wakacyjny kurs angielskiego-nie wypaliło, kurs fotografii cyfrowej-nie wypalił, teraz będę próbować z wakacyjnymi konwersacjami w języku angielskim, trzymam kciuki aby coś, jakoś, gdzieś.. ;)
I to nie tak, że nie lubię wakacji od zawsze. Od tego roku. Wcześniej miałam kolonie, oazy wakacyjne... Zupełnie inaczej wtedy płynie czas ;))


Łapcie kilka naszych #selfie zdjęć ;)







Może macie jakieś złote rady? :)

ps. Dziękuję za 4 000 wejść, oby tak dalej :*


01 lipca 2014

Manipulantka, prowokatorka i szantażystka...

To okropne uczucie. Okropne, ale nie ciążące, wywołujące wyrzuty sumienia, ale nie na długo.
Bycie niemanipulowaną przez siedemnastomiesięcznego bobasa z pewnością odbije się na moim zdrowiu.

Ale czy ktoś z Was odmówi tym oczętom? Tej buźce?
Jeśli znajdzie się ktoś, na tyle asertywny, proszę dzwonić :D


Oczywiście nazwanie Konstancji manipulantką, jest czysto żartobliwe. Właściwie na większość moich dziwnych pomysłów i uwag powinniście patrzeć przez palce-trochę dystansu, poproszę ;)
Szantaż emocjonalny mojej wyżej wspomnianej siostry, polega na bardzo prostym i zrozumiałym systemie ustanowionym przez samą Konstancję. Wyobraźmy sobie taką sytuację: Siedzisz sobie przy swoim biurku. Załatwiasz swoją mało interesującą, papierkową robotę w postaci zadań domowych, mimo, że myślami jesteś już na urlopie, na gorącej plaży w Egipcie. Właśnie zaczynasz zastanawiać się czy tym razem popluskać się w orzeźwiającej wodzie, czy dać się musnąć promieniami Słońca, uprzednio smarując się filtrem 30+... i w tym momencie wkracza ONA. Podbiega z radosnym okrzykiem "pisi", przekręca Cię na twoim złamanym w kilku miejscach skrzypiącym krześle biurowym, wdrapuje się na twoje kolana i powtarza komendę: "pisi!" No cóż. Wpadłeś po uszy. Teraz nie masz innego wyjścia jak dostarczyć małej kolorowe flamastry, kartkę (ewentualnie pięć) i pozwolić uwolnić Konstancji jej artystyczną duszę. Oczywiście w totalnym stresie i chaosie zbierasz swoje dokumenty, rzeczy prywatne i wszystkie te, które mogą ulec popisaniu, porysowaniu lub poślinieniu (jest takie słowo? :D)
Konsi jest też w stanie wymusić włączenie komputera (!) i puszczenie jej kaczuszek, a robi to w ten sposób, że wdrapuje się na wyżej wymienione krzesło macha "skrzydełkami" i mówi "kwa kwa", jednoznacznie pokazując na wyłączony monitor komputera. Właściwie, kiedy jest włączony i akurat coś robisz lub oglądasz-robi to samo :))
Niejednokrotnie na zawołanie trzeba zrywać się i szukać "misi", o którego akurat w tym momencie jej chodzi, albo biec robić "biś", bo mała spragniona jest tu i teraz.

Warto zapamiętać:
-"pisi"- umieszczać tekst na jakimś materiale: tworzyć, pisać, malować, rysować, bazgrać
-"biś" - spożywać płyny
-"Masi" - imię męskie pochodzenia łacińskiego: Maksymilian
-"ał, ał" -udomowiona forma wilka szarego, ssaka drapieżnego z rodziny psowatych 
-"am, am" -niemal zawsze powtórzone dwukrotnie, oznacza to, że Konsi spożyła pokarm, spożywa pokarm, będzie spożywać pokarm, lub robi to ktoś z jej otoczenia
-"brrrum" -w zależności od okoliczności oznacza chęć pójścia na spacer, lub zauważenie jakiegokolwiek pojazdu mechanicznego lub jednośladu.
-"pa, pa" -towarzyszy temu machanie rączką i przesyłanie całusków, oznacza pożegnanie godne niejednej damy.
-"misi" -duży, bądź mniejszy, wypchany futrzak w kształcie misia, psa, krowy lub czegokolwiek innego
-"e..e.." -odpowiednio zaakcentowane oznacza potrzebę posiadania czegoś


ps. Wiecie jaka jestem utalentowana? Zachorowałam w pierwszy tydzień wakacji :) A wiecie kto jest bardziej utalentowany ode mnie? Damjan który od piątku pomyka w gipsie-pozdrawiam Cię gorąco! :)