16 czerwca 2014

To nie nasza, lecz "Gwiazd naszych wina"

Serdecznie zapraszam na pierwszą i na pewno nie ostatnią recenzję Siostry Polki :)

Dziś pod lupą "Gwiazd naszych wina"





Dzisiaj miałam okazję być w kinie na filmie "Gwiazd naszych wina"- reklamowanym już od dłuższego czasu. Przyznam, że zarówno o powstającym filmie, jak i o istniejącej od dłuższego czasu książce słyszałam wiele razy, więc z miłą chęcią obejrzałam ekranizację i po całym dniu analizy, mogę śmiało zabawić się w filmowego krytyka. Któż bogatemu zabroni? ;) Tylko Tusk. A on z pewnością nie czyta mojego bloga ;)

Z góry uprzedzam, że moje wypociny są pełne spojlerów, niemoralnego podejścia do życia oraz subiektywnych opinii.

Co o filmie powie nam filmweb?
Film opowiada o historii nastolatków Hazel i Augustusa, chorych na raka, którzy spotykają się na spotkaniu grupy wsparcia.
I to by było na tyle jeśli chodzi o opis tego wszakże wiarygodnego i wzruszającego filmu.
Krótko pisząc: Ona ma raka. On ma raka. Ona ma umrzeć, ale on umiera pierwszy. Smutne.

Hazel cierpi na nieuleczalną formę raka tarczycy w czwartym stadium, z przerzutami do płuc, które sprawiają, że dziewczyna nie może samodzielnie oddychać. Za sprawą cudów medycyny udaje się przedłużyć jej życie, jednak rodzice doskonale wiedzą, że dzień jej śmierci nieuchronnie się zbliża.
Gus stoczył już swoją walkę z rakiem tkanki kostnej, którą przypłacił amputacją nogi. Mimo tego należy do szczęściarzy. Jego choroba jest uleczalna, prawdopodobieństwo, że już nigdy nie powróci, statystycznie wynosi 85%. Statystycznie.
Jak już wspomniałam, spotykają się na spotkaniu grupy wsparcia. Ona przywieziona przez mamę "dla jej dobra", on jako towarzystwo dla jednookiego kumpla i uwaga... wpadają na siebie w drzwiach. Jakie to romantyczne i... naciągane. Oto początek kolejnego romansidła myślisz? I właściwie... masz rację. Nie oznacza to, że nie lubię romansideł. Bo czasem fajnie obejrzeć, poryczeć, uświadomić sobie, że "moje życie jest takie nudne" i uzmysłowić, że miłość jest taka wspaniała, że rzygam tęczą-ale z umiarem.
Z uwagi na to, że film jest amerykański, tam umiaru nie ma. Oboje mają cudownych, tolerancyjnych, wyrozumiałych rodziców, którzy na wszystko pozwalają, są jedynakami, mieszkają w ogromnych i bogatych domach, mają własne pokoje i poza chorobą - niemal żadnych problemów.
Niesamowicie denerwuje mnie taka sceneria filmów i seriali from America, dlatego, że po prostu im zazdroszczę. Ale to nie o tym mowa. Główni bohaterowie przeżywają razem to, czego nie przeżył pewnie żaden z nas. Fascynacja tą samą książką, kontakt z jej autorem, podróż do Amsterdamu, opłacony hotel, kolacja, wspólna noc (tak moi drodzy! Wspólna NOC), wspaniałe przygody. Sielanka nie trwa długo. Rak Augustusa daje o sobie znać, umiera. po prostu. Dusi się i umiera. Ot cały film. Cierpienie Hazel ukazane, muszę przyznać, bardzo wiarygodnie chwyta za serce.
Nie żebym spoglądała na tę historię jakoś zgryźliwie, nie żebym była nieczuła na ludzkie cierpienia i stratę, ale jestem krytyczna w stosunku to przesłodzonych historii. I powtarzającego się wątku.
Co można wynieść z tego filmu? Oczywiście to, co z każdego filmu o śmiertelnej chorobie:  Ciesz się każdym dniem, bo są ludzie, którym brakuje takich dni, podczas gdy ty swoje marnujesz.
  
Poza fabułą, warto wspomnieć o muzyce-moim zdaniem znakomita!
Natomiast jeśli chodzi o aktorów-była to najlepsza rola Shailene Woodley, co było dla mnie niespodzianką, bo znienawidziłam jej wyraz twarzy po moim niegdyś ulubionym (czasy początków gimnazjum) serialu „The secret life of the american teenager” czyli „Tajemnica Amy”.
Shailene pasuje do roli Hazel. Rozchorowanej, zagubionej, zakochanej.
Reszta obsady jak najbardziej w porządku.

Przytoczę kilka opini, które wpadły mi w oko.
Źródła:  filmweb.pl,  stopklatka.pl

"Brak choćby cienia wątpliwości, kłótnie z rodzicami o to, kto kogo bardziej kocha, zabierają postaciom człowieczeństwo, sprawiając, że postrzegamy je bardziej jako ludzi z gwiazd niż z krwi, kości i komórek nowotworowych"    Ewa Wildner
Otóż to! Wyidealizowane postacie.    

„Film ma na celu sprawić, że widz będzie płakać – nie tylko ukradkiem pociągać nosem czy pokasływać, ale płakać, aż będzie ciekło z nosa, a twarz pokryje się plamami – i udaje mu się.”    A.O.Scoot
A ja tylko ukradkiem pociągałam nosem… No dobra, łezka też popłynęła... Ale tylko jedna! :)

„Niestety, ale to już kolejny film na podstawie - najwyraźniej, - słabej książki dla nastolatków, który zapewne zarobi miliony powodując kolejny zalew fanów marnych adaptacji słabych książek.”    TomiJ
Przecież nastolatkowie muszę czytać i oglądać takie historie, prawda? Chociaż martwi mnie to, że młodzież faszeruje się niemożliwymi historiami...

„Zawsze mnie to denerwuje, w takich filmach o młodych ludziach chorych na raka. W ogóle ryzykowanie ciąży w czasie raka, chemioterapii, radioterapii itd, czy pewien czas po niej jest skrajną nieodpowiedzialnością, ryzykowaniem swojego życia i życia poczętego człowieka. Jakby ktoś miał pojęcie o tej chorobie, to nie promowałby takich szkodliwych głupot.” Mika123
Pomijając  fakt, że zajście w ciążę przy tak poważnej chorobie, leczonej chemioterapią od kilku lat jest niemalże niemożliwe to okey. Szanujmy obrońców życia.

„Arcydzieło! Zaskoczyła mnie szerokość horyzontów. Film porusza tak wiele ważkich zagadnień w zaledwie 2 godzin. Film tak metaforyczny i tak dosadny zarazem.
I mnie osobiście podoba się konwencja filmu młodzieżowego. Mimo, że sam młodzieżą już nie jestem to po prostu uważam, że filmy młodzieżowe mają w sobie coś takiego autentycznego, tę prostotę uczuć.” Niedzielnyogladacz
Bardzo ładnie ujęta puenta filmów młodzieżowych – prostota uczuć…


Książkę zamierzam nabyć i przeczytać na wakacjach.
Film polecam. Mimo wszystko. 

Powinniśmy oglądać filmy nie tylko takie, które mają wysoką średnią na filmwebie… A  właściwie,  ten akurat ma ! ;)