25 czerwca 2014

Baboo..!

"Masz babo placek" pomyślisz? A nie! Tytułowe "Babo", nie jest niczym innym jak jednym z ulubionych słówek Konstancji, oznacza "Brawo". Któż by na to wpadł... :)
"No i spoko" pomyślisz? I słusznie, ale z tym "brawo" jest całkiem podobnie jak z "nie", czyli jest śmiechu warte! :)
 Myślicie, że ściągnięcie z półki książki Brzechwy, rzucenie nią o podłogę i wstanie na niej to taka prosta sprawa? Otóż nie, mili państwo. To zasługuje na brawa! Więc dumna jak paw Konsi, klaszcze i krzyczy "Bawoo!"
Właściwie, to na brawa zasługuje praktycznie każda czynność małej księżniczki: gryz banana, wypity sok, pobudka, kąpiel, ułożenie kilku klocków, rzucenie piłki na odległość kilku centymetrów, jej szalony taniec do "kaczuszek", zejście z krzesła (wejście też w sumie), piosenka Katy Perry ma Youtube (Konsi uwielbia "Dark Horse") i Maks jak piłkę kopie. I właściwie wszystko. Słyszę tylko "baboo" i "baboo"- z jakiegoś powodu, bądź bez niego.
"Słodkie" pomyślisz? Może i tak. Za pierwszym razem, drugim, dziesiątym... Za setnym też jest urocze ;) Ale za dwa tysiące trzysta czterdziestym drugim mam dość... A little bit. Poza tym, kilka dni temu było "bawo", teraz jest "babo"- co jeszcze wymyśli zanim głośno i wyraźnie powie "brawo" :)
A propos małej gaduły: wyjaśnicie mi coś? Dlaczego mama jest mamą, tata jest tata, Maks jest Masiem, a ja jestem baaa ? Ktoś tłumaczy język bobasowy? O.o


Łapcie zdjęcia z jednego z weekendów, kiedy pogoda była na tyle ładna, że można było na trawie się powalać i cztery lody na raz zjeść bez przeszkód... :)


                               Co by nie było, że zmyślam, patrzcie jak brawo bije ;)




                                    A tutaj nasz przystojny brat-dziewczęta! Wolny jest :D



                                                 Nie ma co do garnka włożyć... Biedna...