27 czerwca 2014

Samochwała w kącie stała...

W tym poście, dla odmiany, nie będę skupiać się na zajebistości Konstancji, lecz na swoim sukcesie, a co! Zgadnijcie jak bardzo Siostra Polka zaszalała w tym roku? Bardzo. 
Aż na 4.85 ! :D
Najpierw wyjaśnijmy sobie - na czym polega fenomen czerwonego paska?
Wiele dzieci mówi, że to niszczy im życie: rodzice przez cały rok trują o to wyróżnienie, obiecują kokosy i sami liczą dziecku średnią, aby móc pochwalić się rodzinie i sąsiadom, jakie to ich dziecko nie jest zdolne.
Jest to ogromna presja, stres, i pierdylion konsekwencji takich jak bunt przeciwko całemu światu, a to wszystko wywołane świadectwem z paskiem lub też bez niego. Nie chcę teraz usprawiedliwiać żadnej ze stron. Chcę napisać, co ja o tym wszystkim sądzę. Takie obiektywne przemyślenia, ze strony uczennicy technikum, która właśnie została absolwentką pierwszej klasy z niemałymi sukcesami na tle szkolnym, powiatowym, ogólnopolskim, ale przede wszystkim na tle osobistej satysfakcji i możliwości rozwoju.
Tak! Jestem nastolatką, dla której ważna jest możliwość samorealizacji w szkole! Brzmi kosmicznie? Obawiam się, że tak... W końcu skoro uczę się dla siebie, muszę być nienormalna... Ale wiecie co? Dobrze mi z tą moją nienormalnością :)


25 czerwca 2014

Baboo..!

"Masz babo placek" pomyślisz? A nie! Tytułowe "Babo", nie jest niczym innym jak jednym z ulubionych słówek Konstancji, oznacza "Brawo". Któż by na to wpadł... :)
"No i spoko" pomyślisz? I słusznie, ale z tym "brawo" jest całkiem podobnie jak z "nie", czyli jest śmiechu warte! :)
 Myślicie, że ściągnięcie z półki książki Brzechwy, rzucenie nią o podłogę i wstanie na niej to taka prosta sprawa? Otóż nie, mili państwo. To zasługuje na brawa! Więc dumna jak paw Konsi, klaszcze i krzyczy "Bawoo!"
Właściwie, to na brawa zasługuje praktycznie każda czynność małej księżniczki: gryz banana, wypity sok, pobudka, kąpiel, ułożenie kilku klocków, rzucenie piłki na odległość kilku centymetrów, jej szalony taniec do "kaczuszek", zejście z krzesła (wejście też w sumie), piosenka Katy Perry ma Youtube (Konsi uwielbia "Dark Horse") i Maks jak piłkę kopie. I właściwie wszystko. Słyszę tylko "baboo" i "baboo"- z jakiegoś powodu, bądź bez niego.
"Słodkie" pomyślisz? Może i tak. Za pierwszym razem, drugim, dziesiątym... Za setnym też jest urocze ;) Ale za dwa tysiące trzysta czterdziestym drugim mam dość... A little bit. Poza tym, kilka dni temu było "bawo", teraz jest "babo"- co jeszcze wymyśli zanim głośno i wyraźnie powie "brawo" :)
A propos małej gaduły: wyjaśnicie mi coś? Dlaczego mama jest mamą, tata jest tata, Maks jest Masiem, a ja jestem baaa ? Ktoś tłumaczy język bobasowy? O.o


Łapcie zdjęcia z jednego z weekendów, kiedy pogoda była na tyle ładna, że można było na trawie się powalać i cztery lody na raz zjeść bez przeszkód... :)


                               Co by nie było, że zmyślam, patrzcie jak brawo bije ;)




                                    A tutaj nasz przystojny brat-dziewczęta! Wolny jest :D



                                                 Nie ma co do garnka włożyć... Biedna...




24 czerwca 2014

Ścinanie włosów to grzech! O.o

Dzisiaj krótki i treściwy apel do wyrodnych matek, które ścinają włosy swoim księżniczkom.

Żartuję. Nie jesteście wyrodne, tylko wygodne. 

Na długim weekendzie, (kiedy on się właściwie skończył?) razem z naszą familią (mówiąc naszą, mam na myśli siebie i Konstancję) gościliśmy w naszych skromnych, ropczyckich progach rodzinę z drugiego końca Polski tj z Głubczyc. Przyznaj się, że nie masz pojęcia gdzie to jest... Przyjechali do nas późną porą i pierwsze co zobaczyłam, gdy przetarłam zaspane oczy, były dwie blond czupryny, które zostały obiektem moich westchnień. Jak można nie zakochać się w długich, puszystych włosach Milenki, no jak? ^.^
Trzyletni Maciuś ma równie imponujące złote loki, niestety nie dał sobie zrobić zdjęcia. Znaczy dać, dał, ale jego energiczność nie pozwoliła mi na wyraźne ujęcie :D





I wiecie co? Teraz ma manię na punkcie zapuszczania włosów! I swoich i Konstancji! I zero obcinania po Komuni, co to, to nie! Długich włosów! Więcej długich włosów!..



ps.W tle standardowo szczotka Tangle Teezer <3


21 czerwca 2014

Śliczna, piękna i wogóle takie tam.

Czasami zastanawiam się, czy Konstancja jest najpiękniejsza na świecie sama od siebie czy teoretycznie powinnyśmy mieć to w genach?  Niezależnie od tego, patrzę na nią codziennie i wzdycham. Takiej to dobrze... Niejednokrotnie obiło mi się o uszy, że ładnym w życiu łatwiej...


Właściwie, to zazdroszczę jej takiej siostry jak ja. To dosyć egoistyczne i podchodzi pod samouwielbienie, ale taka jest prawda :) Chciałabym mieć kogoś kto wiecznie by się mną zajmował i fryzurki robił, na spacery chodził i usypiał. I karmił i sprawdzał co dwie i pół minuty czy u mnie aby wszystko dobrze. I kochał mnie bezinteresownie. Bycie dzieckiem to super sprawa. Konstancja, Myszko- nie dorastaj, bo nie wiesz co Cię czeka :*






Dodałam dzisiaj nową podstronę z listami filmów, seriali i książek które chcę obejrzeć i przeczytać, zaglądnijcie! :)





18 czerwca 2014

Nie!

Krótkie, proste w przekazie, zrozumiałe, jednak cholernie wkurzające i ostatnio nadużywane przez Konstancję słowo:   "N I E"
Nie jest to zwyczajne "nie"
Jest to krótkie, bardzo wymowne, z akcentem na pierwszą literę "Nie".

Może gdy powiedziała to za pierwszym razem, gdy nie chciała już kolejnej łyżki kaszy-OK,
ale kiedy mówi "nie", kiedy trzeba ubrać kapelusz przed słońcem, wsiąść do krzesełka, zjeść obiad porządnie, nos wysmarkać albo zrobić inną rutynową czynność w której potrzebuję jej współpracy i słyszę "Nie" - trafia mnie szlag. Autentycznie. Zalewa mnie po prostu biała gorączka.

Mimo to, jest to jednocześnie najsłodsze "Nie" na świecie <3


Łapcie kilka zdjęć z naszego wczorajszego spaceru :)


To jest wzrok zabójcy, proszę państwa!





-Idziemy?
-Nie!

A tutaj foch, bo na siłę ją do wózka wepchnęłam - ja, wyrodna siostra...

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy zmagają się z tym wiekiem malucha, gdy "Nie!" jest odpowiedzią na wszystko :)



16 czerwca 2014

To nie nasza, lecz "Gwiazd naszych wina"

Serdecznie zapraszam na pierwszą i na pewno nie ostatnią recenzję Siostry Polki :)

Dziś pod lupą "Gwiazd naszych wina"





Dzisiaj miałam okazję być w kinie na filmie "Gwiazd naszych wina"- reklamowanym już od dłuższego czasu. Przyznam, że zarówno o powstającym filmie, jak i o istniejącej od dłuższego czasu książce słyszałam wiele razy, więc z miłą chęcią obejrzałam ekranizację i po całym dniu analizy, mogę śmiało zabawić się w filmowego krytyka. Któż bogatemu zabroni? ;) Tylko Tusk. A on z pewnością nie czyta mojego bloga ;)

Z góry uprzedzam, że moje wypociny są pełne spojlerów, niemoralnego podejścia do życia oraz subiektywnych opinii.

Co o filmie powie nam filmweb?
Film opowiada o historii nastolatków Hazel i Augustusa, chorych na raka, którzy spotykają się na spotkaniu grupy wsparcia.
I to by było na tyle jeśli chodzi o opis tego wszakże wiarygodnego i wzruszającego filmu.
Krótko pisząc: Ona ma raka. On ma raka. Ona ma umrzeć, ale on umiera pierwszy. Smutne.

Hazel cierpi na nieuleczalną formę raka tarczycy w czwartym stadium, z przerzutami do płuc, które sprawiają, że dziewczyna nie może samodzielnie oddychać. Za sprawą cudów medycyny udaje się przedłużyć jej życie, jednak rodzice doskonale wiedzą, że dzień jej śmierci nieuchronnie się zbliża.
Gus stoczył już swoją walkę z rakiem tkanki kostnej, którą przypłacił amputacją nogi. Mimo tego należy do szczęściarzy. Jego choroba jest uleczalna, prawdopodobieństwo, że już nigdy nie powróci, statystycznie wynosi 85%. Statystycznie.
Jak już wspomniałam, spotykają się na spotkaniu grupy wsparcia. Ona przywieziona przez mamę "dla jej dobra", on jako towarzystwo dla jednookiego kumpla i uwaga... wpadają na siebie w drzwiach. Jakie to romantyczne i... naciągane. Oto początek kolejnego romansidła myślisz? I właściwie... masz rację. Nie oznacza to, że nie lubię romansideł. Bo czasem fajnie obejrzeć, poryczeć, uświadomić sobie, że "moje życie jest takie nudne" i uzmysłowić, że miłość jest taka wspaniała, że rzygam tęczą-ale z umiarem.
Z uwagi na to, że film jest amerykański, tam umiaru nie ma. Oboje mają cudownych, tolerancyjnych, wyrozumiałych rodziców, którzy na wszystko pozwalają, są jedynakami, mieszkają w ogromnych i bogatych domach, mają własne pokoje i poza chorobą - niemal żadnych problemów.
Niesamowicie denerwuje mnie taka sceneria filmów i seriali from America, dlatego, że po prostu im zazdroszczę. Ale to nie o tym mowa. Główni bohaterowie przeżywają razem to, czego nie przeżył pewnie żaden z nas. Fascynacja tą samą książką, kontakt z jej autorem, podróż do Amsterdamu, opłacony hotel, kolacja, wspólna noc (tak moi drodzy! Wspólna NOC), wspaniałe przygody. Sielanka nie trwa długo. Rak Augustusa daje o sobie znać, umiera. po prostu. Dusi się i umiera. Ot cały film. Cierpienie Hazel ukazane, muszę przyznać, bardzo wiarygodnie chwyta za serce.
Nie żebym spoglądała na tę historię jakoś zgryźliwie, nie żebym była nieczuła na ludzkie cierpienia i stratę, ale jestem krytyczna w stosunku to przesłodzonych historii. I powtarzającego się wątku.
Co można wynieść z tego filmu? Oczywiście to, co z każdego filmu o śmiertelnej chorobie:  Ciesz się każdym dniem, bo są ludzie, którym brakuje takich dni, podczas gdy ty swoje marnujesz.
  
Poza fabułą, warto wspomnieć o muzyce-moim zdaniem znakomita!
Natomiast jeśli chodzi o aktorów-była to najlepsza rola Shailene Woodley, co było dla mnie niespodzianką, bo znienawidziłam jej wyraz twarzy po moim niegdyś ulubionym (czasy początków gimnazjum) serialu „The secret life of the american teenager” czyli „Tajemnica Amy”.
Shailene pasuje do roli Hazel. Rozchorowanej, zagubionej, zakochanej.
Reszta obsady jak najbardziej w porządku.

Przytoczę kilka opini, które wpadły mi w oko.
Źródła:  filmweb.pl,  stopklatka.pl

"Brak choćby cienia wątpliwości, kłótnie z rodzicami o to, kto kogo bardziej kocha, zabierają postaciom człowieczeństwo, sprawiając, że postrzegamy je bardziej jako ludzi z gwiazd niż z krwi, kości i komórek nowotworowych"    Ewa Wildner
Otóż to! Wyidealizowane postacie.    

„Film ma na celu sprawić, że widz będzie płakać – nie tylko ukradkiem pociągać nosem czy pokasływać, ale płakać, aż będzie ciekło z nosa, a twarz pokryje się plamami – i udaje mu się.”    A.O.Scoot
A ja tylko ukradkiem pociągałam nosem… No dobra, łezka też popłynęła... Ale tylko jedna! :)

„Niestety, ale to już kolejny film na podstawie - najwyraźniej, - słabej książki dla nastolatków, który zapewne zarobi miliony powodując kolejny zalew fanów marnych adaptacji słabych książek.”    TomiJ
Przecież nastolatkowie muszę czytać i oglądać takie historie, prawda? Chociaż martwi mnie to, że młodzież faszeruje się niemożliwymi historiami...

„Zawsze mnie to denerwuje, w takich filmach o młodych ludziach chorych na raka. W ogóle ryzykowanie ciąży w czasie raka, chemioterapii, radioterapii itd, czy pewien czas po niej jest skrajną nieodpowiedzialnością, ryzykowaniem swojego życia i życia poczętego człowieka. Jakby ktoś miał pojęcie o tej chorobie, to nie promowałby takich szkodliwych głupot.” Mika123
Pomijając  fakt, że zajście w ciążę przy tak poważnej chorobie, leczonej chemioterapią od kilku lat jest niemalże niemożliwe to okey. Szanujmy obrońców życia.

„Arcydzieło! Zaskoczyła mnie szerokość horyzontów. Film porusza tak wiele ważkich zagadnień w zaledwie 2 godzin. Film tak metaforyczny i tak dosadny zarazem.
I mnie osobiście podoba się konwencja filmu młodzieżowego. Mimo, że sam młodzieżą już nie jestem to po prostu uważam, że filmy młodzieżowe mają w sobie coś takiego autentycznego, tę prostotę uczuć.” Niedzielnyogladacz
Bardzo ładnie ujęta puenta filmów młodzieżowych – prostota uczuć…


Książkę zamierzam nabyć i przeczytać na wakacjach.
Film polecam. Mimo wszystko. 

Powinniśmy oglądać filmy nie tylko takie, które mają wysoką średnią na filmwebie… A  właściwie,  ten akurat ma ! ;)


15 czerwca 2014

Dzieci rodzą dzieci itd...

Ciężko jest zebrać się i nie przejmować ludźmi. Na szczęście ja opanowałam posiadanie cudzych opinii daleko.. bardzo daleko do perfekcji! :)

Idę na spacer (tak! pora ruszyć tyłek z domu), więc biorę Myszę pod pachę i się zaczyna: smoczek, łańcuszek do smoczka, przykrywka do smoczka, butelka z herbatką i chrupki i kilka pampersów, chusteczki, kocyk, więc i tetrówka, obowiązkowo miś, grzechotka, czapa... Yh!
No to jeszcze wrzucam do torby aparat, telefon, książkę i kilka pierdół, które każda kobieta trzyma w torbie iii... można iść! No to z torbą wielkości Konstancji i z samą Konstancją próbuję zamknąć drzwi, z czołgać się z czwartego piętra do piwnicy po wózek i nareszcie! Nareszcie można się odrobinkę zrelaksować! Jeżeli jesteś mamą lub siostrą polką (jak ja), to zrozumiesz mnie, dlaczego cykl zbierania się jest stresujący i wymaga odpoczynku. Właściwie to zbieranie siebie jest dla mnie wyzwaniem, a jak Konsi plącze się między nogami, to już jest poziom hard! Zajmowanie się dzieckiem, zwłaszcza tak małym i ruchliwym wymaga mnóstwa energii! Serio!
Wracając do meritum tegoż postu: miasteczko nasze metropolią nie jest, ale nie jest to również wiocha zabita dechami, więc chcąc nie chcąc, widuję nowych ludzi dzień w dzień, ale nie da się też przejść tak, żeby nikogo znajomego nie zobaczyć.
Mam 16 lat, Konstancja 1,5 roku.
Czy możliwe, jest, ze mogłabym być jej mamą?
Możliwe.
Czy należy robić z tego sztuczną sensację?
Nie należy.
Niestety wzrok typowych matek-polek, które nie wyobrażają sobie, jakim cudem przed ślubem można mieć dziecko, jest jednoznaczny. Świdrują mnie z góry na dół i uciekają. Wzrokiem oczywiście.
I to zasadnicze pytanie "Ile ma córeczka?" Ja ładnie się uśmiecham, grzecznie odpowiadam i widzę dezaprobatę w oczach wyżej wymienionej pani X, która już zdążyła obliczyć rzekomą ciążę, wpadkę itp. itd.
Ostatnio byłam u lekarza z tatą i maleńką, i co? "Proszę rozebrać córkę" Aha.
I ciągłe żarty, które nie są śmieszne: "Kto jest ojcem?", "Młoda mamuśka", "Jak matka polka!"
Kolejna sytuacja... Posiadam aska i niejednokrotnie spotykam się z pytaniami o to, kiedy zaszłam w ciążę, jak ją ukryłam i dlaczego próbuję wszystkim wmówić, że jest moją siostrą (say what?!)
Ludzie uwielbiają sensację. Zastanawiam się tylko, czy to, że dzieci rodzą dzieci wciąż jest czymś nowym? I czy tak ciężko uwierzyć w to, że potrafię zająć się swoją siostrą i robię to z własnej woli?
Chciałabym rozwinąć temat ciąż nastolatek, ale po co? Spotykamy się z tym codziennie. Na ulicy i w mass mediach. Każdy wyrobił sobie zdanie na ten temat. Jakie jest moje? Potrafię sformułować je w jednym zdaniu. Jeśli jesteś gotowa na seks, to znaczy, że jesteś gotowa na dziecko.






ps. U Was też dzisiaj zimno?


02 czerwca 2014

Idziemy ajta!

Gdy padają magiczne słowa:
-Konstancja, idziemy ajta? (czyt.spacer)
To maluszek biegnie do szafki, wyjmuje buty nie do pary i nie na tę pogodę, łapie czapkę, kurtkę i pędzi do drzwi. No cóż... Można i tak ;) Gdy wychodzimy z bloku, sama wie lepiej w którą stronę pójść - rządzicielka...

Dzisiaj fotorelacja z jednego z naszych spacerków.