24 grudnia 2014

Bardzo mało wigilijny post


Witam wszystkich bardziej niż serdecznie w pierwszym i najprawdopodobniej ostatnim (mało) świątecznym poście u Siostry Polki!
Właściwie, na wstępie muszę przyznać, że jest to pierwszy, jakikolwiek post od dłuższego czasu i odczuwam z tego powodu ogromną skruchę! Ubiczujcie mnie jeśli chcecie, ale jeśli tego nie zrobicie - obiecuję poprawę!

U Siostry Polki święta pełną parą. A, że Konstancja jest w trakcie popołudniowej drzemki, mam chwilę mi sklecić dla Was kilka słów. 

Na wstępie, koniecznie pokażę Wam naszą (oczywiście skromną) choinkę - patrzcie co wymyśliliśmy w tym roku. Nie skreślcie nas od razu! Mały prototyp prawdziwej choinki w 3D również posiadamy. po prostu... nie mamy miejsca, a liczy się symbol - prawda? :)


U nas prezenty już przygotowane, stół pięknie ozdobiony, w tle lecą kolędy, wigilijne potrawy już niemal gotowe. Czekamy tylko na pierwszą gwiazdkę. Albo chociaż aż się ściemni. Albo na to, kiedy dzieci zgłodnieją i zaczną ryczeć, że w brzuchach burczy...
Jeśli chodzi o tradycyjne potrawy, znajdziecie u nas barszcz biały i pierogi... Nie zabijamy karpi i nie lubujemy się w słodkich kutiach, ani makowcach. Jest po naszemu - skromnie, ale syto! 

Nawet ja odrobinę zaszalałam, upiekłam sernik na biszkopcie, ciasto marchewkowe z miodową polewą i kruche ciasteczka. I to dwa rodzaje! Praca wre!



Powiem Wam, że nie jestem wielką fanką świąt. W pewnym momencie utraciły swoją magię, a zaczęły mnie irytować. Kilometrowe kolejki w sklepach, mnóstwo przecen, sztucznych choinek, śpiewających Mikołajów i zabiegane tłumy ludzi w mieście, którzy jak zwykle wszystko załatwiają na ostatnią chwilę. Na dodatek świat komunikuje Ci, że koniecznie musisz być radosny i wesoły, musisz pokazywać jak bardzo uwielbiasz święta i nie możesz się ich doczekać, musisz też ubolewać nad tym, że nie ma śniegu, śpiewać kolędy już od święta zmarłych, a cały dom udekorować tak, żeby sąsiadom szczęki poopadały. I oczywiście należy składać życzenia. Wszystkim. Nie zapominając o sąsiadce kuzyna szwagra ciotki brata babci. Cóż z tego, że nie są szczere?.. Ja odpadam. Święta przeżywam na swój sposób. I również Wam życzę tego, abyście w świątecznym szaleństwie odnaleźli siebie i nie dali się zwariować. I nie kupujcie dzieciom pod choinkę tabletów. Ani laptopów. Ani xboxów, czy jak to się tam pisze. Życzę Wam rodzinnych świąt i tego, aby 2015 rok był lepszy od teraźniejszego.



                             

14 listopada 2014

LBA, czyli 11 pytań i 11 odpowiedzi :)

Pamiętacie te zamierzchłe czasy, gdy na każdym blogu, średnio co 10 minut pojawiało się LBA? Modliłam się o to, by nie zostać nominowaną, bo po co być "kolejną"? Teraz, kiedy sprawa ucichła, a LBA pojawia się sporadycznie - na prawdę ucieszyłam się, gdy zostałam nominowana przez Liryczny Zakątek. Zapraszam do czytania :)
Z czym to się je? Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywania od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz kolejne osóby (informujesz je o tym, oraz zadajesz im 11 pytań). Nie wolno nominować bloga, który ciebie nominował.



1. Życiowe motto? 
Ojejuniu. Życiowego motta jako tako nie posiadam, ale na pierwszej stronie kalendarza mam napisane "Życie jest wspaniałe, należy tylko spoglądać na nie przez właściwe okulary".

2. Twoja pasja? 
Obrażam się. Bo ja jestem taka trochę bez pasji i nie lubię mówić na ten temat. Ani pisać. Ani nic. Mam bardzo słomiany zapał, przez co za co się nie chycę, to w pewnym momencie porzucam. Aktualnie jestem na etapie pisania, ale czy blogowanie to godna pasja na lata?...

3. Jedno słowo, które najlepiej Cię określa?
Tylko jedno? :( Może nieprzewidywalna?..

 4. Marzenie, do którego realizacji dążysz nie zważając na innych?
Chcę być szczęśliwa, a to nie lada wyzwanie, kiedy codziennie świat rzuca Ci kolejne kłody pod nogi i próbuje wmówić, że jesteś nikim...

 5. Zwierzak, oddany przyjaciel czy utrapienie?
Oddany przyjaciel! Miałam kiedyś dwa chomiki... Lilianę i Avadę Kedavrę. Zawsze mogłam na nie liczyć :) Ogólnie uważam, że zwierzaki są mega zabawne. Te futrzaste rzecz jasna! 

 6. Ulubiony zespół muzyczny? 
Mam ich kilka! 
Polskie: Happysad, Micromusic, The Dumplings
Zagraniczne: 77 Bombay Street, Red Hot Chilli Peppers

7. Plany względem bloga na najbliższy rok?
Fajnie byłoby wejść w rutynę pisania postów co tydzień. Chciałabym też zdobyć większe grono czytelników. I nie poddać się - nie dać sobie wmówić, że to co robię jest do bani. Bo nie jest!

8. Podążasz za obecnymi trendami, czy zgadzasz się, iż moda jest chwilowa? 
Jest bardzo chwilowa i wciąż wraca! Mówię Wam, dzwony też kiedyś powrócą! :)
A jeśli chodzi o mnie - obecne trendy mają na mnie spory wpływ i biorę je pod uwagę, ale nigdy nie ubrałabym na siebie czegoś co mi się nie podoba dla szpanu/fejmu itp. itd. Nawet jeśli daliby mi coś za darmo... (mini hejt na blogerki modowe - wybaczcie)
 
9. Wymarzone miejsce zamieszkania? 
Skandynawia! Mam bzika na punkcie takiej Norwegii na przykład :) Chciałabym się tam urodzić i chodzić do szkoły - jestem wielka fanką ich systemu edukacji. I te widoki!

10. Blog, chwila wytchnienia od codzienności, czy spuścizna dla potomnych?
Myślę, że może być jednym i drugim. Ale spójrzmy prawdzie w oczy - istnieje cała masa blogów modowo - byle jakich, które wstyd by mi było pokazać za parę lat, a są takie, które jako źródło zarobku są naszą ikoną!

11. Dlaczego postanowiłaś założyć bloga? 
Przyznam Wam się do czegoś - to nie jest mój pierwszy blog. Ani drugi. Ani nawet trzeci! Każdy z nich miał swoją własną genezę. Siostra Polka powstała wraz z narodzinami Konstancji - zazdrościłam mamusiom piszącym o swoich pociechach i pomyślałam - a dlaczego ja nie mogę? Mogę! Więc jestem :)


Teraz moja kolej! A co!
1.Opisz swój idealny dzień!
2.Czy utożsamiasz się z bohaterką/bohaterem ulubionego serialu?
3.Mam słabość do...
4.Jaki był najgorszy prezent, który dostałaś/eś?
5.Boję się...
6.Co motywuje się do codziennego wstania z łóżka?
7.Czy jesteś dobrym człowiekiem?
8.Należysz do porannych ptaszków, czy wręcz przeciwnie - jesteś nocnym markiem?  
9.Twoja ulubiona potrawa to...
10.Czy w przyszłości pokażesz swojego bloga dzieciom?
11.Jaki przedmiot wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę?


Z uwagi na to, że w ostatnim czasie nie czytam zbyt dużo, nominuję...


___________________________________________________________________________
  Jeśli podobał Ci się ten post, lub tak samo jak ja lubisz ciasto czekoladowe,
koniecznie polub mnie na fejsie!          

                

04 listopada 2014

Cześć, czytam Twojego bloga!

-Cześć, czytam Twojego bloga!
O choinka... I ta chwile zakłopotania, rumieńce na twarzy i tysiące myśli. Co teraz, co teraz? Karolina skup się, bo znowu wyjdziesz na kretynkę. Trzy, dwa, jeden.. Powiedz coś!
-Aha... Miło mi. Dzięki.
Uff! Wybrnęłam... A raczej, coś wybąkałam...

Do wstydliwych osób nie należę, więc w rzeczywistości reaguję zupełnie inaczej - a dokładniej - w każdym przypadku bardzo indywidualnie. Zakładając bloga, ostatnią sprawą o jakiej myślałam to reakcja znajomych. A ta nieźle potrafi zaskoczyć. I negatywnie i pozytywnie. 

Nikt z moich znajomych raczej nie komentuje moich wpisów, i dobrze - nie robią sztucznego tłumu. Oczywiście zdarzają się oddzielne jednostki i doceniam ich szczere opinie, lecz kiedy ktoś zaczepia mnie na ulicy, bądź na powitanie mówi, że czyta mojego bloga - jestem na prawdę mile zaskoczona. Zwłaszcza, że liczbę czytelników nie podaję w tysiącach, ale wiecie jak to jest, jestem takim lokalnym produktem - nie znam ludzi, ale oni znają mnie. I moją siostrę.

Ostatnio na fejsie dostałam kilka zaproszeń od ludzi, których na prawdę nie kojarzę (też tak macie?), więc piszę kulturalnie, by dowiedzieć się co i jak, bo może mi coś umknęło... W tenże sposób wywiązał się pewien dialog, a wyglądał mniej więcej tak:
[...]
-My się znamy?
-No ja Cię znam! Czytam Twojego bloga! Co tam u Konstancji?
-A bardzo dobrze, teraz jest poza domem ;)
-W żłobku? No wiem, czytałam na blogu.
Hmm... Więc ja się chyba nie muszę nic dodawać - przecież czyta bloga ;) Z bólem serca - do znajomych nie przyjęłam...

Z kolei zdarzają się takie sytuacje, gdy poznaję kogoś osobiście. No więc strzelam hollywoodzki uśmiech, wiecie, najlepsze pierwsze wrażenie...
-Cześć, Karolina jestem, miło mi
-Cześć, Ania. Czytam twojego bloga!
No cóż, miło mi!

Miło mi, kiedy ktoś nie boi się przyznać do tego, że czyta moje wypociny. A jeszcze milej, kiedy ktoś stwierdzi: "Twój ostatni post był do kitu, nie to co ten poprzedni!", bo przynajmniej mam pewność, że na prawdę je czyta i już wie kiedy jestem w formie, a kiedy piszę coś z przymusu.

Jestem bardziej niż ciekawa, jak Wy, blogerzy, reagujecie gdy ktoś wyzna, że czytelnikiem Waszego bloga? A może nie zdarzają się Wam takie sytuacje?

___________________________________________________
Czytasz Mojego Bloga?       
Szukasz przyjaciół?  
Też uważasz, że szkoła jest do kitu?
Lajknij! :) 
                

20 października 2014

Co ty masz dziecko na głowie?

Dzisiejszy post, bez zbędnych ceregieli poświęcam mojej ekstrawaganckiej i tak oryginalnej fryzurze, że dostaję na jej temat trzy tysiące dwieście czterdzieści sześć pytań dziennie... Mam nadzieję, że w tym poście rozwieję wszelkie wątpliwości na temat warkoczyków afrykańskich.



Warkoczyki afrykańskie mam na głowie po raz.. chwila moment.. piąty! I wciąż budzą sporo kontrowersje. Jeśli lubisz zwracać na siebie uwagę dzieci na placu zabaw, dorosłych w parku i staruszków w biedronce i nie przeszkadza Ci, że obcy ludzie chcą obmacywać Twoje włosy - to jest fryzura dla Ciebie! :)

Warkoczyki w tym roku robiłam w Krakowie u Iwony (klik) w jej prywatnym mieszkanku, tuż po powrocie z Rosji. Właściwie... godzinę po lądowaniu (post o Rosji TUTAJ). Wpadłam, 6 godzinek i po sprawie. Wydaje Wam się, że to dużo? Uwierzcie, że to  bardzo dobry wynik! W tamtym roku spędziłam na tyłku ponad 8 godzin podczas plecenia! Nie pierwszy i nie ostatni raz. Tegorocznym rezultatem były 122 warkoczyki do pasa. Wydałam sporo kasy, ale oszczędzę Wam tej informacji. Dla Waszego dobra! Seriously ;)

Wiele osób pyta o pielęgnację takiego cuda. Używam szamponu przeciwłupieżowego. I eliksiru ziołowego w sprayu. I to by było na tyle! Po myciu, robię turban z ręcznika i po pół godziny zdejmuję, rozpuszczam włosy dookoła poduszki i idę spać. Rano ewentualnie trzeba je podsuszyć. Roboty mało, czesać nie trzeba, nie narzekam, że włosy mi się nie układają, ani że nie mam pomysłu na fryzurę... Cud, miód, orzeszki :)










Nie byłabym sobą. gdybym mimo wszystko, odrobinę, nie poszydziła - tak dla własnej satysfakcji. Więc wredna ja - przedstawiam Wam ranking najbardziej absurdalnych (nie chcę użyć słowa "głupich"), najczęściej zadawanych pytań! :)

1.Kto ci TO zrobił?
Kiedy odpowiadam, że pani z warzywniaka - ludzie się obrażają. Bo czy ja mam ich za idiotów? Przecież po prostu są ciekawi! 
A kiedy odpowiadam, że fryzjer - ludzie też się obrażają. No bo czy ja mam ich za idiotów? Przecież to takie oczywiste! 
Skoro oczywiste to po jaką cholerę pytasz? Z warkoczykami jest jak z dredami, nie zrobi tego pierwsza lepsza fryzjerka. Ba! To nie musi być fryzjerka. Lecz ktoś, kto po prostu się na tym zna i się tym zajmuje. Można dojść do tego drogą dedukcji. Ale, że myślenie to dosyć ciężka sprawa, to słyszę to pytanie co najmniej kilka razy dziennie. I nie żartuję.
Teraz się tak zastanawiam... Co ludzie chcieliby usłyszeć? Że mama? Babcia? Fryzjerka-murzynka, którą sprowadziłam z Afryki? Wrr..!
Poza tym, czy samo pytanie nie brzmi tak, jakby pytano mnie o to, kto dokonał jakiejś zbrodni? Dżisas! Przyznaję, że ja, Karolina Chmielowiec, jestem winna zbrodni na moich włosach...
Zresztą... Jak tak sobie myślę... Jeżeli zobaczyłabym u kogoś jakieś mega oryginalne i kolorowe dredy, przeplatane milionem koralików (bo tylko takie by mnie zaskoczyły), to w życiu nie zapytałabym KTO je zrobił. Fajne? Fajne. Grunt, że je ma. I że musi się z nimi użerać. Co mnie obchodzi kto je robił?..

2.Masz doczepiane włosy?
Mam wrażenie, że pytanie sugeruje to, że jestem łysa i/lub ułomna i mam warkoczyki na magicznych, niewidzialnych klipsach doczepionych do głowy klejem z gwiezdnego pyłu...
No serio..? Włosy syntetyczne są wplatane w moje włosy specjalną warkoczykową techniką. Oto cała filozofia.

3.To Twoje włosy?
Z tego pytania broń Boże nie szydzę, bo gdybym pierwszy raz w życiu zobaczyła taką fryzurę, też bym się nad tym zastanawiała, ale jeśli ktoś mnie doskonale zna i wie, że mam jasne, rzadkie włosy do ramion i nagle przychodzę w masie ciemnych warkoczykach do pasa, to jednak można odrobinę to połączyć i stwierdzić, że tu jest jakiś myk... prawda? :) Poza tym sama objętość fryzury powinna dawać do myślenia...

4.Masz spalone włosy?
Jestem prawie pewna, że wiesz jak wygląda spalony włos. Topi się. Więc, jeśli ktoś podpaliłby mi włosy, nie sądzisz, że nie miałabym teraz nic na głowie? Wiec jakim cudem podpalam tylko końcówkę? No nie podpalam no! Więc to kolejna wskazówka, by dojść do pkt 3.

5.To już na całe życie?
Tiaa...

6.Wstajesz wcześnie i zaplatasz je codziennie rano?
Tiaa... W ogóle nie kładę się spać.

7.Myjesz w tym głowę?
Nie - bez tego.

8.Kiedy TO zdejmujesz?
Mogę zdjąć perukę, warkoczyki rozplotę. Poza tym, jeszcze dobrze się ich nie nanosiłam, a już by wszyscy chcieli, żebym się ich pozbyła...

9.Śpisz w tym?
Nie - bez tego.


Wybaczcie mi moje słabe poczucie humoru, ale jestem dosyć niecierpliwa i po tak długim czasie i po setkach pytań mam już dość. I oficjalnie odpowiadam na pytanie ósme: w sobotę! :)
Z chęcią odpowiem na Wasz pytania (obiecuję nie być złośliwą!) i polecę kilku specjalistów :)

Więcej moich zdjęć w warkoczykach znajdziecie w poprzednich postach tutaj, tu i o tutaj  oraz na photoblogu :) Zapraszam Was też oczywiście do polubienia na fejsie!

04 października 2014

5 powodów, przez które nienawidzę być organizatorką czegokolwiek

Dzisiaj zapraszam Was na spontaniczny post, pisany pod wpływem natłoku negatywnych emocji związanych z organizacją konkretnego wydarzenia, lecz również z myślą o setce wcześniejszych. Pozwólcie, że w pięciu punktach wyżalę się Wam i wytłumaczę dlaczego nienawidzę organizować czegokolwiek.

20 września 2014

Jestem pedantką...

Książki idealnie poukładane, system: od największej do najmniejszej, grupowane wydawnictwami i gatunkami, oddzielnie fantasy, kryminały, lektury, słowniki, podróżnicze...
Ubrania idealnie poukładane, system: kolorystycznie, od najciemniejszych do najjaśniejszych, grupowane na krótki i długi rękaw, na dzianinowe sweterki i grube bluzy, spodnie, szorty i spódnice, pidżamy...
Biżuteria idealnie poukładana, system pudełeczek i szkatułek, od najczęściej do najrzadziej używanych, grupowane na kolczyki krótkie i długie, naszyjniki krótkie, długie i kolie, pierścionki na co dzień i na szczególne okazje, bransoletki gumowe, złote, srebrne, z koralików, z muliny...
Lubię, gdy wszystko jest idealnie poukładane, jasne, przejrzyste i piękne w swej prostocie.
Każdy jest dziwolągiem na swój sposób, prawda? :)

17 września 2014

Czasu nie mam!

Kiedy? Powiedz mi mój drogi czytelniku, kiedy mam napisać kolejną notkę? Między szkołą, a odrabianiem lekcji, czy między szkołą muzyczną, a nauką na kolejny dzień? A może powinnam zacząć pisać notki chodząc na spacery z Konstancją? Albo wiem! Jak się mała kąpie,a raczej siedzi pod prysznicem ze swoimi kaczuszkami i czeka aż ja ją wykąpię, to mam około siedmiu i pół minuty, by przygotować jej pidżamkę, zrobić mleko i łóżeczko pościelić - co daje mi dwie dodatkowe minuty! Myślicie, że zdążę? Ciężkie jest życie matki.. Tffu! Siostry Polki...

08 września 2014

Wyjątkowe imię to wyjątkowa osobowość?

W klasie Maksymiliana jest kilka Oliwii, a kiedy idziemy z małą na plac zabaw, poznajemy dziesiątą Olę i dwunastego Jasia. Osobiście nie chciałabym być "kolejną". A jestem. Moje imię nie należy do najoryginalniejszych, a jednak są takie, które przebijają mnie wielokrotnie. Moim zdaniem niepowtarzalne imię automatycznie czyni naszą osobowość bardziej nietypową.

04 września 2014

Jestem głodna!

Jestem potwornie głodna i nikt nie potrafi mnie zaspokoić... W każdym razie istnieją tylko odrębne, indywidualne i bardzo rzadkie gatunki, które w pewnym stopniu zmniejszają mój apetyt... Czy jestem zbyt wybredna? Tak ciężko mnie zrozumieć? Ciężko dogodzić? Co złego jest w tym, że mam ochotę poczytać dobrego bloga? Jestem głodna wartościowych blogów mili Państwo! Dokładnie tak! Oh życie...


27 sierpnia 2014

Odwieczny dylamat! Soczewki vs Okulary

Odkąd pamiętam, czyli do wczesnego przedszkola, byłam pyzatą blondyneczką z okularkami w różowych, okrągłych oprawkach na nosie. Genetyczna wada wzroku to już nieodłączna część mnie i przez te dziewiętnaście lat mojego życia do tego przywykłam. Takie życie krótkowidza! Jak radzić sobie z wszechobecną ślepotą? Co warto wiedzieć o noszeniu soczewek kontaktowych? Co jest wygodniejsze, a co bardziej komfortowe? Co ja wybieram? Gdzie i co kupuję? Czy soczewki są drogie? Wszystko w skrócie od A do Z jak wygląda noszenie soczewek i co nieco o wadach i zaletach okularów. Zapraszam!


Niestety nie każdy może pochwalić się sokolim wzrokiem. Cóż poradzić? Otóż nosić okulary!
Z nimi jest tak, że rano wkładasz je na nos, zdejmujesz wieczorem, od czasu do czasu przecierasz ściereczką i ot cała filozofia. Pominęłam to, że pierw badanie u okulisty, recepta na szkła, wybieranie oprawek, regularne wizyty... Warto zauważyć, że okulary to przedsięwzięcie (zazwyczaj) jednorazowe, płacisz za wyżej wspomniane oprawki i szkła, kupujesz futerał i to by było na tyle, chyba, że jesteś tak utalentowany jak ja i na przykład wpadając w znak drogowy porysujesz sobie szkiełko, które trzeba wymienić, albo usiądziesz na okularach i złamiesz oprawkę, więc będzie trzeba kupić nową... Jeśli szanujesz okulary i uważasz gdzie leziesz - nic takiego nie powinno się wydarzyć. To oznacza, że dopóki twoja wada wzroku się nie zmniejszy, ani nie wzrośnie, nie ma potrzeby wydawania dodatkowych pieniędzy :)


Tak jak wspomniałam wyżej, moja przygoda z okularami korekcyjnymi zaczęła się dosyć wcześnie, jednak po soczewki kontaktowe, po konsultacji z moim okulistą, sięgnęłam dopiero we wrześniu 2013 roku. To był mój pierwszy rok szkoły średniej i postanowiłam, że to doskonały moment na taką decyzję. 

Generalnie, jeśli chodzi o soczewki, to jest z tym troszkę więcej zachodu, ale da się do tego przyzwyczaić i w pewnym momencie staje się to szarą codziennością. W tym momencie bez tego wynalazku nie wyobrażam sobie życia!

Na początku wygląda to tak: wizyta u okulisty, który wykonuje podstawowe badanie wzroku, określenie wartości soczewek, czyli wady wzroku. Zazwyczaj podczas takiej wizyty okulista wręcza ci pierwszą parę soczewek oraz płyn do ich dezynfekcji. W teorii uczy również jak je założyć i zdjąć, ale w praktyce doszłam do tego sama w przeciągu paru tygodni. Na taką wizytę, dziewczynom polecam przyjść bez makijażu, bo w innym przypadku będziecie musiały go zmyć w gabinecie. Z tego co pamiętam, u mnie koszt takiejże wizyty wynosił około 100 złotych, gdyż niemożliwa jest tego typu wizyta na NFZ. Kolejne koszty to regularny zakup soczewek i płynu. Ale uwaga, regularny wcale nie oznacza comiesięczny! Jak widać posiadam (jeszcze nieotwarty) płyn 500ml firmy Horien, który wystarczy mi na około 3 miesiące (kupiłam go za 21zł z wliczoną przesyłką) i 120ml Pure Moist, który zabierałam ze sobą w podróż. Jest podręczny, poręczny i można go zabrać do samolotu


A tutaj cały mój soczewkowy majdan. Wszystko oprócz pudełka w paski zakupione na allegro. Jest taniej i wygodniej. Wybieram te aukcje z opcją darmowej lub najtańszej dostawy. O wiele bardziej się to opłaca, niż zakupy w optyku czy specjalistycznym sklepie. Ogólnie jestem zwolenniczką zakupów online, tylko miejcie się na baczności! Jak to powiada mój tata: zaufanie zaufaniem, lecz kontrola musi być.


Początkującym polecam soczewki Acuvue Oasys, sama na nich zaczynałam, byłam zadowolona, ale na dłuższą metę, nie są na moją kieszeń. Ostatnio kupiłam 6 szt soczewek Horien, czyli powinny wystarczyć mi na 3 miesiące i dałam za nie, niecałe 35 zł z przesyłką. Jakoś jak na tę cenę jest bardzo dobra, a soczewki tej firmy nigdy mnie nie zawiodły.

Jeżeli chodzi o zakładanie soczewek, to wstyd się przyznać, ale na początku zajmowało mi to nawet pół godziny! Musiałam wcześniej wstawać i stresować się przed lustrem. Soczewka się odklejała, bo oko nie było wystarczająco nawilżone, po czym było czerwony, podrażnione, a ja zdenerwowana... Teraz wspominam to ze śmiechem, bo założenie soczewek zajmuje mi maksymalnie minutkę, a zdjęcie 30 sekund. Hop siup i po sprawie! Nawet największe ciapy dojdą do wprawy ;)


Na opakowaniu mamy zawartą informację, jaką wartość mają soczewki, jakiego są rodzaju i ile sztuk zawierają. Ja używam tylko i wyłącznie soczewek miesięcznych, więc nie wiem zbyt dużo na temat tych jednodniowych, czy rocznych. Ogólnie myślę, że to rozwiązanie jest jednocześnie tym najlepszym i najtańszym. Przyznam się bez bicia, że zdarzyło mi się niejednokrotnie nosić soczewki kilka dni za długo, co dla oczu jest niezdrowe i niehigieniczne, więc nie popełniajcie tego błędu co ja i zapisujcie datę otwarcia nowego opakowania świeżutkich soczewek! :)





Ja zdecydowanie jestem za soczewkami! Powody są bardzo  przyziemne, czuję się w nich o wiele bardziej komfortowo, są według mnie wygodniejsze. W przeciwieństwie do okularów, nie przeszkadzają w ich noszeniu ani warunki pogodowe, ani aktywności fizyczne, ani nic! :) W letnie, słoneczne dni już nie muszę stawać przed wyborem, czy wolę słońce rażące prosto w oczy, czy dwie pary okularów na nosie. W deszcz, czy śnieg, nic mi nie kapie na szkła, ani nie paruje. Podczas biegania nic nie podskakuje - żyć nie umierać :D

Ogólnie, poza zachwalaniem soczewek warto wspomnieć o tym, by w sprawie zdrowia naszych oczu edukować jak najwcześniej, bo w pewnym momencie może być za późno. Warto przed pójściem do okulisty przeczytać w internecie jak będzie wyglądać wizyta i na czym polegać będą konkretne badania. Wydawać by się mogło, że to jest proste jak budowa cepa, jednak niekoniecznie... Jeśli ciekawi Was w jakim wieku powinno się zabrać dziecko na wizytę kontrolną oraz jakie choroby oczu możecie spotkać na swojej drodze, polecam zajrzeć na serwis 'Droga do siebie'. Znajdziecie tam wiele informacji dotyczących każdej dziedziny lekarskiej. Bez tematów tabu przeczytacie czego możecie spodziewać się u ginekologa, proktologa, ortopedy czy dermatologa. Przecież zdrowie jest najważniejsze, a rzetelnych informacji nigdy dosyć!


Takie oto pudełeczko dostałam kiedyś od mamy na gwiazdkę - wiele ciekawych wzorów dostępnych jest w sklepach z drobiazgami lub drogeriach. Warto wydać paręnaście złotych na miłe dla oka opakowanie na opakowanie na soczewki :D (gra słowna nieprzypadkowa)

Jestem ciekawa waszego zdania: częściej sięgacie po soczewki czy okulary? 



                                            

22 sierpnia 2014

Otwórz ryj!

Urlopujemy się u dziadków. Siedzimy w kuchni, jemy obiad, rodzinna atmosfera i spośród brzdęku sztućców słyszymy z pokoju obok rozpaczliwy krzyk:
-Otwórz ryj! Otwórz ryj! Aaał, otwórz ryj!
Najwyraźniej nie poskutkowało, drapieżnik nie odpuścił, ofiara krzyczy dalej:
-Otwórz ryj! Aaała! Mamoo! Konstancja mnie gryzie! 
Nie mogliśmy powstrzymać śmiechu... Serio. Biedny Maks przez całe popołudnie chodził pogryziony przez Konstancję i obrażony na cały świat. Cóż poradzić, gdy zęby wychodzą i swędzą, a skóra starszego brata wygląda tak apetycznie? Nic jak tylko gryźć! Ja tam małą rozumiem, tylko zastanawiam się czy szczypanie też można czymś usprawiedliwić? Bo to też często się zdarza... Czyżby to był bunt niespełna dwuletniego malucha?

21 sierpnia 2014

TAG: Mój pierwszy raz O.o

Witam wszystkich ciepło - czyli odwrotnie niż jest na dworze i zapraszam na spontaniczny i mega szybki post dotyczący mojego pierwszego razu. A dokładnie, kilkunastu pierwszych razów :) I od razu TAGuje wszystkich tych, u których ten TAG jeszcze się nie pojawił!



1. Czy rozmawiasz jeszcze ze swoja pierwsza miłością?
To wszystko zależy od tego, czy mówimy tutaj o mojej pierwszej przedszkolnej i nieodwzajemnionej miłości, czy tej, która była odwzajemniona i zaowocowała pierwszym, gimnazjalnym chodzeniem. Generalnie z jednym i drugim osobnikiem ograniczam się do "cześć, cześć".

2. Jaki był twój pierwszy napój alkoholowy?
Kiedy byłam mała (na prawdę mała, miałam kilka lat) tata dawał mi łyżeczką pianę z piwa. Nie ma się z czego śmiać! Czułam się taka poważna i brana za prawie dorosłą! A jeśli wg Ciebie piana z piwa nie zalicza się do napojów alkoholowy, to nie wiem jakie było twoje dzieciństwo :P

3. Jaka była twoja pierwsza praca?
Mając dokładnie 9 lat, pracowałam w Euro Lunaparku, zarabiając przy tym 30zł dziennie :) Moja praca polegała na zapraszaniu ludzi, przez mikrofon, do gry w bidony. Brzmi dziwnie... Ale nie mam pomysłu jak mam to wytłumaczyć. Pracowałam w ten sposób w okresie wakacyjnym w Rosji i Polsce. Zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia co rodzice zrobili z moimi pierwszymi zarobionymi pieniędzmi i chyba wolę żyć w słodkiej niewiedzy :) 

4. Jaka była pierwsza osoba, która do Ciebie dziś napisała?
Była to moja przyjaciółka, niestety odpowiedzi się doczekała kilka godzin później - dzisiaj wstałam wyjątkowo późno :D

5. Jaka była pierwsza osoba, o której dziś pomyślałaś?
O Konstancji pomyślałam, bo trzeba było małego szkraba do żłobka zebrać ;)

6. Gdzie po raz pierwszy leciałaś samolotem?
Pierwszy raz leciałam samolotem w wieku dwóch lat, do Rosji, na Syberię. Do Nadymu konkretniej... Niestety niewiele pamiętam z tego wyjazdu.

7. Gdzie po raz pierwszy zostałaś na noc?
Bez rodziców? Chodziłam do przedszkola/wczesnej podstawówki i zostałam na noc u koleżanki. Pamiętam, że byłam wtedy chora i mój kaszel doprowadzał jej mamę do szału i w nocy podawała mi syrop... Dobry syrop! Ciągle pamiętam ten smak i opakowanie :D

8. Kto był pierwsza osoba, z którą dziś rozmawiałaś?
Mama... Ale nie wiem czy można nazwać to rozmową, bo było przed szóstą rano i byłam nieobecna...

9. Co było pierwsza rzeczą jaka dzisiaj zrobiłaś?
Spoglądnęłam na telefon... Mój nałóg zmusza mnie do tego, że jest to ostatnia rzecz jaką robię przed zaśnięciem i pierwsza po przebudzeniu.

10. Jaki był pierwszy koncert na którym byłaś?
Nie mam bladego pojęcia... Szkoda.

11. Pierwsza złamana kość?
Uwaga, uwaga: NIGDY nie miałam złamanej kości. Ale to nie zmieniło faktu, że przyciągam wypadki jak magnes i mam za sobą kilka pobytów w szpitalu.                    

12. Pierwszy piercing?
Niespełna rok - mama przebiła mi uszy. Znaczy, nie mama tylko kosmetyczka. 

13. Pierwsze państwo za granicą, do którego pojechałaś?
Polska. Miałam pół roku z tego co się orientuję.

14. Jakie było Twoje pierwsze zwierzątko domowe?
Była to papuga, ale miałam ją przez niedługi okres czasu i nie pamiętam jak się nazywała, byłam wtedy bardzo mała i nie mam bladego pojęcia skąd się u nas wzięła. Potem był królik Tuptuś i bardzo dobrze pamiętam złość rodziców, gdy przegryzał nam kable...

15. Pierwsza uwaga w dzienniczku?
W dzienniku... "Lekceważy uwagi nauczyciela"... A wcale nie lekceważyłam! Tylko z kumpelą z ławki dostałyśmy napadu śmiechu... Okropnego napadu. Obie się popłakałyśmy i obie dostałyśmy po uwadze. Fizyka. Pierwsza gimnazjum. A teraz czas na zagadkę! Kto zgadnie, która z nauczycielek była na pierwszym miejscu mojej czarnej listy? :D

16. Pierwsza jedynka w szkole?
Matma. Czwarta klasa podstawówki. Ułamki. Łoloboga!

Ktoś jeszcze miał problem z ułamkami? Zresztą... Mi to zostało. Pozdrawiam i zapraszam do TAGu! Napiszcie oczywiście, czy któryś pierwszy raz, był podobny do Waszego, a może było zupełnie na odwrót? ;)



19 sierpnia 2014

I jak tam? Jest wojna w Rosji?

Dwa tygodnie w Rosji. Ponownie zderzyłam się z odmienną kulturą. Spotkałam się z ukochaną rodziną, spędziłam z nimi mnóstwo czasu, poznałam wielu ludzi. Zwiedzałam. Spędziłam mnóstwo godzin na lataniu. Przenosiłam się w czasie. Przywiozłam mnóstwo zdjęć i pamiątek. Podszkoliłam język. I Maks też podszkolił. Konstancja coraz więcej mówi. I urosła. Ale i tak po powrocie słyszę tylko: I jak tam? Jest wojna w Rosji? Powtórzę raz, a bardzo dosadnie. Nie ma. I nie. Po ulicach nie jeżdżą czołgi...

11 sierpnia 2014

Powiedz mi dokąd jedziesz na wakacje, a ja powiem Ci kim jesteś.


Ludzi można kategoryzować według wielu różnych podziałów i nie muszą to być podziały obraźliwe, ani dyskryminujące. Są wśród nas fani psów i kotów, miłośnicy mocnej parzonej i caffe latte, zwolennicy książek i filmów, bieli i czerni, dnia i nocy...
Gdyby tak brać pod uwagę miejsce wakacyjnego wypoczynku wyróżniamy ludzi, którzy co roku wybierają polskie morze, polskie góry, lub równie patriotycznie polskie jeziora. Są tez miłośnicy wyjazdów za granicę, co by się odchamić w jakiejś europejskiej stolicy, oraz ci, którzy uwielbiają wakacje all inclusive - czyli nieistotne gdzie, ważne ze ekskluzywnie. Oczywiście Siostra Polka nie byłaby sobą gdyby dostosowałaby się do którejś z wyżej wymienionych kategorii, więc wraz z rodziną wylądowała w Yalutorovsku, niewielkim miasteczku w południowej Syberii. W Rosji rzecz jasna. Co my tu robimy? Ciężko powiedzieć. Póki co, zapraszam Was na dosyć długi post o naszej drodze Kraków-Moskwa-Tyumen-Yalutorovsk, pisany na rosyjskiej klawiaturze bez polskich znaków, przy rosyjskim parapecie z typowo rosyjskim widokiem za oknem, w rosyjskim mieszkanku. W Rosji rzecz jasna...

Jak pakowanie zazwyczaj odbywa się na tydzień przed wyjazdem i jest cholernie stresujące, tak my (ja z mamą) spakowałyśmy pięcioosobową rodzinę w jeden dzień. Dzień przed wyjazdem. Bez stresu się nie obyło niestety, ale sukcesem jest fakt, ze na dwutygodniowe wakacje na (prawie) koniec świata, trzy dorosłe osoby i dwoje dzieci pomieściło się w trzech niedużych walizkach. I w plecaku. I dziecko w wózku. Uff! A wyglądało to mniej więcej tak: (gwoli ścisłości - Konstancja płakała, bo mama zniknęła z jej pola widzenia) 


Konsi standardowo nie wie co się dzieje... (chociaż tutaj przynajmniej już nie ryczy :D)




Lot Kraków - Moskwa miał być połową naszego podróżniczego sukcesu, gdyż w stolicy, po 20 godzinnym oczekiwaniu, mieliśmy wsiąść w kolejny samolot, Moskwa - Tyumen.  Jednym słowem, zapowiadała się długa i pełna przygód podróż. Taka też była :)



A tutaj już w samolocie! To był mój trzeci lot w życiu, natomiast pierwszy który zapamiętałam, w poprzednie dwa razy miałam dwa latka. Maks z kolei leciał pierwszy raz, więc twierdził, ze ma pierwszeństwo siedzenia przy oknie. Po kilku bójkach i kłótniach doszliśmy do "kompromisu". Siedzimy przy oknie na zmianę!






Kto nie uwielbia samolotowych posiłków? No kto?


...grunt to wystarczająca ilość kalorii, by przetrwać :D



Gwiazda przespała prawie cały lot, więc po wylądowaniu w Moskwie jest równie nieogarnięta co wcześniej. Koniecznie z misiem!


I co teraz? 20h oczekiwania na kolejny lot. Nie zamierzaliśmy zmarnować tego czasu. Na lotnisku wita nas znajoma. Ot z mojego dzieciństwa. I lecimy... Dosłownie i w przenośni. Bo biegliśmy. Przez całe lotnisko. Do aeroekspresu. Aeroekspresem do metra, metrem do centrum...




Jeszcze kilka kroków dzieliło mnie do miłości od pierwszego wejrzenia. Zakochałam się. W Moskwie. W architektonicznej i kulturowej perełce. Tutaj Cerkiew Wasyla Błogosławionego przy placu Czerwonym, który jest trzecim największym placem na świecie, lecz dla mnie najpiękniejszym i najbardziej urokliwym.


Sobór Matki Boskiej Kazańskiej na Placu Czerwonym:


Państwowe Muzeum Historyczne, jedno z najstarszych w Moskwie. Muzeum przechowuje około 4,5 milionów eksponatów i 15 milionów kart dokumentów, co stanowi dwunastą część muzealnych zbiorów w Rosyjskiej Federacji. Tylko 0,5% zbiorów jest udostępniana odwiedzającym... Jak dla mnie, to coś niezwykłego...


Mauzoleum Lenina - grobowiec przy Placu Czerwonym, niestety nie udało nam się tam wejść - jest czynny tylko w godzinach porannych. W latach radzieckich odwiedzenie mauzoleum było niemal obowiązkiem każdego obywatela Związku Radzieckiego. Obecnie jest raczej atrakcją turystyczną. Sam zamysł mauzoleum, budowa i plany są moim zdaniem bardzo ciekawe i polecam co nie co o tym przeczytać na przykład TUTAJ.


Gum - Главный Универсальный Магазин - czyli w wolnym tłumaczeniu Państwowy Dom Towarowy. Trzypiętrowy gmach z XIX wieku. Niesamowita budowla. Zarówno na zewnątrz jak i w środku. Mieści się tam ponad tysiąc sklepów. I to nie byle jakich! Osobiście musiałam się trzymać, żeby nie oszaleć patrząc na ceny - jednak restauracje są zapełnione ludźmi, a sklepy wcale nie świecą pustkami.




A tu z mamulą moją. I Konstancji. No i Maksa też. Czyli z naszą. Tak w skrócie.


Wcześniej wspomniane marki...
 


A tutaj nasze hopsy na Placu Czerwonym, chwila relaksu i takie tam sprawy ;)







Co się tutaj dzieje? Na chwilę spuścić Konstancję z oka i już ktoś się pojawia na horyzoncie. Kolega zastosował podryw na turystę :)


...krótkie spojrzenie głęboko w oczy i wiadomo, że to mogłaby być miłość na cale życie. Mogliby opowiadać swoim wnukom, ze poznali się zupełnie przypadkiem na Placu Czerwonym, że od małego razem, ze dzielili się zabawkami w piaskownicy... A tu nic... Wakacyjna, dziesięciominutowa przygoda i to by było na tyle. Oh Konsi, nie wiesz co tracisz :)


Tutaj nasz dżentelmen karmi Konstancję kamieniami. Własnoręcznie uzbieranymi. Wiadomo przynajmniej, że nie umarłaby z nim z głodu.


Koniec czułości!










W końcu przyszedł czas by wracać na lotnisko. Więc znowu metro, aeroekspres, lotnisko, odprawy... Tutaj kupujemy bilet na metro... 




Długo żyję, dużo widziałam, ale nigdy tak długich schodów ruchomych... Serio! :)



Metro moskiewskie wyróżniają przede wszystkim stacje, których część uważana jest za wzorcowy przykład architektury socrealizmu, wnętrza stacji przypominają pałace, pod sufitami wiszą żyrandole, a każda z nich ma własny motyw przewodni i jest wyjątkowa. Coś PIĘKNEGO.



Cyk zdjęcie i czas na nas - kolejny, tym razem nocny lot Moskwa - Tyumen. Kolejne strefy czasowe i kolejne kilometry...

A tu bardzo wyraźne zdjęcie, pięknego widoku Moskwy z samolotu... Uwielbiam tę jakość <3 A tak poważnie, to musicie uwierzyć mi na słowo, ze nie mogłam odkleić się od szyby przez dobrych kilka minut, gdy lecieliśmy nas cudownie oświetloną Moskwą. 
Coś NIE-SA-MO-WI-TE-GO!


A gdzie wy spędzacie wakacje? Może ktoś jeszcze w Rosji? Czy to tylko ja taka szalona? :)


EDIT: Poprawiłam tekst, wyjustowałam, są polskie znaki i więcej zdjęć. 
Have fun! :)