11 lipca 2017

Mam dwadzieścia lat! Emerytura coraz bliżej...

Kiedy byłam dzieckiem, cały rok czekałam na ten wyjątkowy, urodzinowy dzień.
Wczoraj skończyłam dwadzieścia lat i nic się w tej kwestii nie zmieniło ;)

Jednak w tym roku podchodzę do sprawy nieco mniej optymistycznie, bo przecież dwudziestolecie istnienia na tej planecie to nie przelewki! Czuję, że ta liczba mnie do czegoś zobowiązuje. Mam wrażenie, że nie powinnam w pewnych kwestiach odstawać od reszty dwudziestolatków na świecie. Chyba powinnam być w trakcie robienia studiów, których nienawidzę, powinnam co sobotę imprezować do białego rana, pić za dużo alkoholu i jak na biednego studenta przystało - liczyć każdą ciężko zarobioną w obskurnym barze złotówkę. Albo wręcz przeciwnie - powinnam mieć już dwie własne firmy, zero wolnego czasu i codzienny catering prosto pod drzwi. Lub powinnam mieć już męża, co najmniej narzeczonego, dziecko i dom w budowie. Generalnie jest bardzo dużo rzeczy, które teoretycznie powinnam. Co jest dosyć zabawne i intrygujące, bo kto niby ustala kiedy jest odpowiedni moment? Czy istnieje coś takiego jak odpowiedni moment?
Odpowiedni moment na podjęcie poważnej decyzji o kierunku studiów?
Odpowiedni moment na założenie swojego przedsiębiorstwa?
Odpowiedni moment na zostanie rodzicem?
Myślę, że życie składa się z mniej lub bardziej odpowiednich momentów. 
Myślę również, że u każdego te momenty pojawią się w mniej lub bardziej odpowiednim czasie, lecz uważam, że błędem jest myślenie, że u każdego ten czas będzie taki sam.
Nie chcę czuć się do niczego zobowiązana, ani gorsza.
Mam dwadzieścia lat i uwielbiam kolorowe trampki, jednorożce, gry planszowe i masło orzechowe. Lubię huśtać się na huśtawce, chodzić po krawężnikach i jeździć na karuzelach. Wciąż cieszy mnie widok lodów z posypką. Nadal mam bzika na punkcie księżniczek Disneya. Najlepiej pisze mi się różowym długopisem. Nieustannie boję się pająków i dentystów, za to kocham puszyste kotki i błyszczące naklejki.
Mam dwadzieścia lat i czuję się z tym wszystkim bardzo dobrze.

Kolejny rok już za mną, a wiele lat przede mną. Postaram się nie udusić kogoś, kto wymyślił, by co roku świętować nieunikniony proces starzenia się. Energię przeznaczę na czerpanie z życia garściami. W końcu ma się je tylko jedno prawda? :)



              

07 maja 2017

Jak wygląda i ile kosztuje aplikacja Au Pair do USA?

Wstęp
Dzień Dobry! 
Z uwagi na to, że dwudziestego pierwszego sierpnia wylatuję do Stanów Zjednoczonych by zrealizować tam roczny program Au Pair, to z miłą chęcią posłużę każdemu radą, jak sobie poradzić z organizacją takiego wyjazdu. Nie taki diabeł straszny, jak go malują ;) 
Informuję, że gadana wersja tego postu pojawiła się na moim kanale, więc jeśli ktoś woli słuchać, niż czytać, to serdecznie zapraszam tutaj. 



Krok I 
Kontakt z agencją Au Pair to pierwszy krok do sukcesu. Ja drugi rok z rzędu korzystam z usług oferowanych przez agencję Prowork i każdemu ją polecam.  Po zarejestrowaniu się na ich oficjalnej stronie internetowej dostajemy telefon od konsultantki, a następnie otrzymujemy e-meila z umową w załączniku. Taką umowę trzeba wydrukować, podpisać i wysłać do biura tradycyjną pocztą. Wtedy również należy wpłacić na konto agencji pierwszą ratę, która wynosi  190zł.

Krok II
Po tych formalnościach otrzymujemy dostęp do naszego profilu na stronie Au Pair Care czyli partnerskiego biura amerykańskiego, gdzie możemy przystąpić do uzupełniania naszej aplikacji.  Musimy dodać kilka lub nawet kilkanaście zdjęć, które pokazują nasze pasje, zainteresowania, rodzinę, przyjaciół i dzieci, którymi się zajmowałyśmy. Sugeruję, by na każdym zdjęciu się uśmiechać i postarać się, aby cała galeria była kolorowa i urozmaicona. Wasze profilowe zdjęcie do pierwsza rzecz, którą zobaczą rodziny. Pierwsze, wizualne w tym przypadku wrażenie, to ważna sprawa!

Warto również dołączyć krótki film, w którym po angielsku opowiecie coś o sobie, swojej rodzinie i doświadczeniu z dziećmi. Co prawda można ominąć ten etap i szukać rodzinki bez video na waszym profilu, ale wydaje mi się, że sam fakt jego nagrywania i montowania to pokazanie przyszłej rodzinie, że jesteście otwarte, że zależy wam na pokazaniu siebie z jak najlepszej strony. Moim zdaniem ten kilkuminutowy filmik to okazanie szacunku potencjalnej rodzinie, bo w końcu poświęciliście na to swój czas, przełamałyście ewentualny stres, wykazałyście się odwagą i kreatywnością.
Ja swój filmik nagrałam dosyć spontanicznie i dołączyłam go do mojej aplikacji w momencie, gdy profil był już otwarty i miałam w nim kilka rodzinek, w tym mój perfect match :)
Dla ciekawskich, oto co stworzyłam: Au Pair Video

Wracając do aplikacji... W odpowiednich polach wpisujemy coś o sobie, o naszej rodzinie, zainteresowaniach, oczekiwaniach, o tym dlaczego rodzina powinna wybrać akurat was, co najchętniej będziecie robić z dziećmi, jakie macie plany na przyszłość po programie, czy kiedykolwiek już wyjeżdżałyście ze swojego kraju na tak długo i tak dalej :) Są tam również do uzupełnienia rubryczki związane z doświadczeniem za kierownicą lub preferowanym wiekiem dzieci. Możecie tam również zaznaczyć czy jesteście chętne pojechać do rodziny niepełnej, czyli takiej gdzie jest tylko mama lub tylko tata oraz czy zgadzacie się na wyjazd do małżeństwa homoseksualnego. Ja nie zgodziłam się na tę pierwszą opcję po doświadczeniach w Hiszpanii, lecz na tę drugą - jak najbardziej.

Okay przejdźmy do dokumentów, które będzie trzeba zeskanować i dołączyć do waszej aplikacji – potrzebne jest świadectwo ukończenia szkoły, prawo jazdy, zaświadczenie o niekaralności, paszport, uzupełniony formularz medyczny od lekarza, dwie referencje potwierdzające wasze minimum 200 godzinne doświadczenie opieki nad dziećmi oraz jedna dotycząca waszego charakteru, przy czym obie powinny być od osób niespokrewnionych.

Po uzupełnieniu wszystkich zakładek i dodaniu wymaganych dokumentów w profilu pojawi się test psychometryczny, który powinno się jak najszybciej uzupełnić. Całość jest w języku angielskim, więc warto się wyciszyć i skupić. Ocenia on mniej więcej jakim jesteście typem osobowości, co was wyróżnia, jakie są wasze mocne cechy i ogólnie jest to według mnie bardzo ciekawa sprawa i pod żadnym pozorem nie ma się czym stresować. W moim przypadku postawiona "diagnoza" mówiła o tym, że jestem osobą, która wszystko krytycznie analizuje, zanim podejmie decyzję, że interesują mnie logiczne fakty, udowodnione konkrety i że jednym słowem twardo stąpam po ziemi. Jednocześnie jestem bardzo emocjonalna i moja wrażliwość ma duży wpływ na podejmowane kroki. Ogólnie sam opis był bardzo dokładny i dostałam jego kopię na pocztę elektroniczną. Poza tym jest on cały czas widoczny w naszym profilu. Dzięki temu potencjalne rodziny wiedzą, czy wasze charaktery są podobne, czy całkowicie odmienne.

Podczas aplikowania należy również umówić się na interview z konsultantką. Zazwyczaj spotkanie odbywa się w dużym mieście niedaleko twojego miejsca zamieszkania i trwa dosłownie pół godziny. Dziewczyny, które przeprowadzają z wami krótki wywiad zazwyczaj również były kiedyś Au Pair i wiedzą z czym to się je. Są wyrozumiałe, powtarzają pytania, jeżeli ich nie zrozumiecie i ogólnie nie ma się czego bać. Pytania dotyczą tego, czego oczekujecie od rodziny po przyjeździe, co lubicie robić z dziećmi, jak radzicie sobie z nimi, gdy nie chcą was słuchać, jak postępujecie w przypadku skaleczenia, jak rodzicie sobie z homesick czyli tęsknotą za domem, dlaczego zdecydowałyście się zostać au apir itd. Pamiętam, że moje spotkanie trwało dosyć długo, bo nie mogłyśmy się z moją konsultantką nagadać, bo okazało się, że mamy wiele wspólnego ;) Prawda jest taka, że ja swój interview odbyłam dwa dni przed otwarciem mojego profilu, więc ten krok miałam od razu z głowy. Skrót takiej rozmowy również pojawi się w Waszym profilu, więc jak widzicie każdy krok jest dokumentowany. 

Krok III
Kiedy wszystko uzupełnicie, dostarczycie odpowiednie dokumenty, zaakceptujecie warunki pobytu i podpiszecie je elektronicznie, to kompletny profil jest weryfikowany przez polską agencję Prowork oraz amerykańska Au Pair Care, a następnie udostępniany rodzinom. Dla mnie ten moment  był bardzo bardzo ekscytujący i zaskakujący, bo już kilka godzin po otwarciu profilu dostałam pierwszą ofertę, więc kiedy zostałam zasypana gradem e-meili to na początku nie wiedziałam o co chodzi, bo nie spodziewałam się tego tak szybko. Kiedy tylko jakaś rodzinka jest Wami zainteresowana to dostajecie wiadomość na pocztę oraz na Au Pair Care, że zostaliście Selected for interview! Czyli wybrani do przeprowadzenia rozmowy. Zazwyczaj od razu w skrzynce czeka na was równiez wiadomość powitalna od rodziny, ale nie jest to reguła, więc czasem to wy musicie wyjść z inicjatywą i napisać jako pierwsze. Warto utrzymywać kontakt e-meilowy i jak najszybciej umówić się na rozmowę z video, no bo po co zwlekać? ;) O tym, czym kierować się przy wybieraniu idealnej rodzinki, o czym z nimi rozmawiać i o co pytać napiszę Wam już wkrótce!

Krok IV
Masz już swój perfect match? Gratulacje! Należy poinformować o tym agencję i umówić się na spotkanie z konsulem w Warszawie lub Krakowie.To również czas, aby wpłacić agencji drugą ratę w wysokości 900 złotych, dokończyć pewne formalności i pozostawać w kontakcie z rodziną.

Warto wiedzieć, że przelot i ubezpieczenie zapewnia wam „ta druga strona”, więc koszt wyjazdu obejmuje opłata dla agencji czyli w sumie 1090zł oraz wiza czyli około 650zł. Inne koszty, które należy uwzględnić, to kilka złotych na znaczek pocztowy, 30zł za zaświadczenie o niekaralności, które wybiera się z sądu, 35zł za wyrobienie międzynarodowego prawa jazdy oraz 20 zł za kuriera, za pośrednictwem którego dostaniecie dokumenty z USA z numerami potrzebnymi do starania się o wizę.

Krok V
Gdy otrzymacie wizę, bilety są kupione, a walizki spakowane, nic jak tylko lecieć! Zanim traficie do miejsca docelowego, czyli do waszej rodziny, to spędzicie kilka dni w hotelu w New Jersey na Au Pair Orientation lub Au Pair Academy, gdzie będziecie się przygotowywać do roli perfekcyjnej au pair, przejdziecie szkolenie pierwszej pomocy i zawiążecie pierwsze znajomości. Po południami jest możliwość pojechać na wycieczkę do Nowego Jorku, coś zwiedzić, coś odwiedzić, coś zobaczyć. Na samą myśl już jestem podekscytowana! Dopiero po skończonym Orientation trafiacie do rodziny. Jeżeli mieszka w okolicy, to prawdopodobnie po was przyjedzie, lecz jeśli tak jak w moim przypadku, host family jest na drugim końcu stanów, to czeka was kolejny lot samolotem. Ja się bardzo z tego cieszę, bo uwielbiam podróże samolotem i świetnie czuję się na lotniskach ;)

Swoją drogą, warto znać takie słowa jak interview, perfect match, homesick, host family, american dream, au pair orientation, au pair academy, gap year bo te wyrażenia cały czas przewijają się w słowniku każdej kandydatki i Au Pairki.

Mam nadzieję, że jasno wytłumaczyłam jak wygląda aplikacja do programu Au Pair i że rozwiałam wątpliwości, które zawsze się na początku pojawiają ;) 
Trzymam za Was kciuki!

17 stycznia 2017

Nie stój w miejscu.

Absolutnie każdy miewa gorsze dni. Każdy ma prawo paść bez siły na łóżko i przeleżeć tak cały wieczór gapiąc się w ścianę. Każdy ma prawo zwątpić. Każdy ma prawo być zmęczony, smutny, zestresowany, zły... Nawet ja!



Z pewnością znasz to uczucie, kiedy wszystko wydaje się być bez sensu, każdy dzień niemiłosiernie się ciągnie, ludzie wokół denerwują cię coraz bardziej, a ty nic nie robisz ze swoim życiem? Byle do weekendu, byle do świąt, byle do urlopu... Byle jak. 

Wiedz, że wcale nie musi tak być. Nie chcę by to zabrzmiało jak tandetne coachowe hasełko, więc ty nie chciej być smutasem który ich potrzebuje. Rusz wreszcie tyłek. Zacznij czerpać z życia. Zrób coś niekonwencjonalnego. Złam reguły. Przestań szukać wymówek. Wstań i idź spełniać swoje marzenia. Rób to kochasz, kochaj to co robisz. Weź się wreszcie w garść i zostań kowalem własnego losu. Przestań narzekać i uwierz mi, że cały świat jest w zasięgu twojej ręki. Być może na ten moment, niektóre sprawy wydają ci się niezwykle ważne, lecz już niedługo okaże się, że wcale takie nie były. Być może teraz życie podrzuciło ci kłody pod nogi, ale spróbuj pomyśleć w ten sposób: „Mam tylko jedno życie. Śmiertelne choroby i wypadki zdarzają się codziennie na całym świecie. Możliwe, że mnie też się to przydarzy, a wtedy będę żałować, że zmarnowałam swoje życie na beznadziejną pracę, fatalnych ludzi, czekanie na lepszy moment, na pesymistyczne myślenie i na wieczne odkładanie wszystkiego na później. A przecież… Mogę wszystko!”

Sama jeszcze niedawno nie uwierzyłabym w taką gadkę, ale w ostatnim czasie życie podsunęło mi świetne pomysły i dało mi okazję do tego, bym wreszcie zaczęła spełniać moje marzenia. A właściwie… Sama sobie to uświadomiłam i ty też tak możesz.
Zawsze podobały Ci się tatuaże? Człowieku! Na co czekasz? Czego się boisz? Co jest Twoją wymówką? Pieniądze? Możesz zaoszczędzić. Praca? Są miejsca na twoim ciele, których nie pokazujesz całemu światu, prawda? Na co jeszcze czekasz? Jak nie teraz to kiedy?
Lubisz podróże? Wejdź na stronę tanich linii lotniczych, wyjedź na weekend do którejś z europejskich stolic i poczuj, że możesz być w każdym miejscu na ziemi. Wolisz wyruszyć w szaloną podróż autostopem? W czym problem?
Zawsze marzyłaś o zapisaniu się na tańce? Fitnes? Grę na instrumencie? DIY? Ekstremalny sport? Przestań wymyślać. Może w sąsiednim mieście są ciekawe zajęcia? Teatr, koncert lub kino? Koniecznie raz w miesiącu! Warto poświęcić czas i pieniądze na coś, co nam się podoba, co nas rozwija i cieszy. Korzystaj w życia! Jeżeli coś daje ci choć odrobinę szczęścia, powinieneś to robić! Nie popadaj w rutynę. Życie jest zbyt piękne, by je zmarnować i zbyt krótkie, by się ograniczać. Zacznij żyć.



Nie stój w miejscu.

                                           

10 lipca 2016

Dziewiętnaście lat minęło jak... dziewiętnaście lat!

Co roku, już od wielu, wielu lat, czekam na tę wyjątkową dla mnie datę jak nienormalna!
 10.07 
Tym razem, wyjątkowo, odganiałam od siebie myśl, że lada dzień skończę dziewiętnaście lat z dwóch prostych powodów:
1.Dziewiętnaście to ostatnie naście, prawie dwadzieścia! A jak prawie dwadzieścia, to prawie dorosłość, a mnie się świetnie żyło będąc nastolatką! Znaczy... Wciąż się żyje :D
2.Jestem dwa i pół tysiąca kilometrów od domu, z dala od bliskich.

Ponieważ jestem zdana głównie na siebie, to sama musiałam sobie skombinować tort, świeczki i zrobić listę życzeń. Za stara jestem na ograniczanie się do do jednego! Więc w moje dziewiętnaste urodziny...
...życzę sobie odwiedzić jak najwięcej pięknych miejsc i przeżyć jak najwięcej niesamowitych przygód w podróży.
...życzę sobie, żeby zawsze byli wokół mnie moi bliscy, bo wierzcie mi, niezależnie od tego w jak pięknym jest się miejscu - samemu to nie to samo.
...życzę sobie osiągania sukcesów - nie za dużo, nie za mało, najlepiej tak w sam raz, żeby mi nie odbiło :)
...życzę sobie więcej samoakceptacji i wiary w ludzi.
...życzę sobie kotka. Puszystego. Ehh, miałam być poważna. Skreślam..
...życzę sobie wybitnych wyników na egzaminie zawodowym i maturze w przyszłym roku.
...życzę sobie spełnienia moich wszystkich marzeń.
...życzę sobie jednego zera więcej na koncie, bo kto to widział spełniać marzenia z pustym kontem :D
...życzę sobie końskiego zdrowia, w tym roku nie będę miała czasu po lekarzach latać!
...życzę sobie przede wszystkim tego, żebym była szczęśliwa i wciąż potrafiła cieszyć się z małych rzeczy :))












                                               

30 czerwca 2016

Fascynacja palmami?!

Wylegując się ostatnio na plaży (ahh to ciężkie życie au pair), zdałam sobie sprawę, dlaczego zaraz po przyjeździe widok palm zapierał mi dech w piersiach oraz skąd wziął się mój entuzjazm na widok morza i hiszpańskich budynków... Chcecie posłuchać? :) Na początku powiedz z czym kojarzą Ci się palmy? Mnie zawsze kojarzyły się z egzotycznymi wyspami, ciepłymi krajami, z wyjazdami bogatych ludzi na wakacje, z czymś totalnie dla mnie nie osiągalnym. Nawet nigdy nie śniłam o takim wyjeździe, a palmy to ja znałam tylko z amerykańskich filmów i katalogów biur podróży. Właśnie dlatego, przez pierwszy tydzień, za każdym razem, kiedy wychodziłam z domu, to śmiałam się sama do siebie i miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu jaka jestem szczęśliwa i wdzięczna, że mogę tu być! Teraz wciąż się śmieję, jestem szczęśliwa i wdzięczna, ale... Już się przyzwyczaiłam do widoku palm i zabytkowych katedr - jak ja przywyknę do tego, że w Polsce tego nie ma? :D





Wydaje mi się, że nie ma żadnego innego lepszego sposobu na poznanie innego kraju, kultury i języka, niż Au Pair. Żadna wymiana, Erasmus, czy wyjazd na własną rękę to nie to samo! Muszę przyznać, że bywa różnie, miewam słaby dni, ale pod żadnym pozorem nie żałuję i nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne.


Kiedy już posmakowałam takiego niezależnego życia w wielkim mieście, kiedy przywykłam do międzynarodowego towarzystwa, przyzwyczaiłam się do słuchania na ulicy języków ze wszystkich stron świata, a nawet nauczyłam się przygotowywać kilka podstawowych hiszpańskich dań, mam tak po prostu wrócić do domu? Póki co, nie chcę o tym myśleć! Jestem dokładnie w połowie mojego pobytu i zamierzam robić wszystko, żeby druga połowa była jeszcze lepsza i ciekawsza niż poprzednia! <3



Aby być na bieżąco, zapraszam na FB! 
Ostatnio dużo się dzieje! 

                                                     

17 czerwca 2016

Pierwszy miesiąc w Hiszpanii

Wciąż wydaje mi się, że jestem tutaj nowa, że dopiero co przyjechałam i że to mój początek programu Au Pair. Jak to powiada Radek Kotarski - nic bardziej mylnego! Jestem tutaj już miesiąc! Miesiąc temu ostatni raz widziała moją rodzinę i przytulałam moją małą Konsi. Już miesiąc egzystuję w zupełnie innej rzeczywistości i próbuję przyzwyczaić się do hiszpańskiego stylu życia. Jesteście ciekawi jak mi idzie? :)


Najtrudniejszy był pierwszy tydzień, przy czym słowo "trudny" nie jest tutaj użyty przypadkowo! Język hiszpański był dla mnie jednym wielkim niezrozumiałym bełkotem, nie mogłam się przyzwyczaić do trybu dnia, godzin posiłków, cały czas się gubiłam, doskwierała mi samotność i mimo, że moja hostka jest super babką to byłam zdana na siebie. 

Dzisiaj minął pierwszy miesiąc. Minęła 1/3 mojego wyjazdu i zadaję sobie tylko jedno zasadnicze pytanie: KIEDY?! 

Teraz wspominam swoje początkowe zdezorientowanie z uśmiechem na twarzy, ale wierzcie mi, że kiedy gubiłam się w centrum Walencji, nie znając języka, ani rozkładu miasta, wcale nie było mi do śmiechu! Teraz, mimo, ze nie minęło jakoś okrutnie dużo czasu to widzę u siebie spore postępy! Rozumiem połowę z tego co ludzie mówią do mnie po hiszpańsku, poznałam sporo osób i nie odczuwam już takiej pustki czy samotności, bo mam z kim spędzać wolne wieczory i weekendy, wciąż szkolę swój angielski, nie gubię się już jak oszalała, zawsze mam przy sobie mapę (aaa na wszelki wypadek!) i powoli zaczynam czuć ten hiszpański klimat w każdym aspekcie - przede mną jeszcze do zaliczenia jakaś nocna impreza - przecież nawet au pair się należy! :D

Ostatnio bardzo skupiłam się na moim kanale na youtubie i przyznaję się bez bicia, że niestety nieco zaniedbałam przez to bloga... Uwierzcie mi, że żyję intensywnie i staram się prowadzić social media systematycznie, a to, że wychodzi różnie, to już inna sprawa :D 

Jeżeli chcecie przypomnieć jak wyglądała moja szalona podróż na drugi koniec Europy, to koniecznie zobaczcie vlog z wyprawy:




Tutaj wszystkie pierwsze wrażenia - powiem Wam w sekrecie, że bardzo lubię ten filmik!




Kolejny filmik nagrałam dopiero w momencie, kiedy wkręciłam się w codzienną rutynę i mój plan dnia, więc właśnie o tym opowiadam! Teraz kilka rzeczy się zmieniło, ale i tak zapraszam!:)




Nie byłabym sobą, gdybym nie ukulturalniła się tutaj chociaż troszkę, więc już w drugim tygodniu pobytu sporządziłam sobie listę muzeów, które w weekend mają darmowe wejście, pozaznaczałam je na mapie i póki co, udało mi się odwiedzić, aż trzy z nich. Na pierwszą moją wycieczkę do muzeum zabrałam Was ze sobą, zobaczcie!



Kolejny filmik opublikowałam po tym, jak poznałam tutaj kilka innych au pairek i kilkanaście nowych historii z tym związanych! Zdałam sobie sprawę, że mam mega szczęście co do mojego pobytu tutaj! Wypłata mnie w pełni satysfakcjonuje i zawsze dostaję ją na czas, oprócz tego  hostka dba o to, żebym zawsze miała aktualną kartę na metro i busy, mam również oddzielną pulę pieniędzy na jedzenia, mieszkanie jest przestronne, nowoczesne, niemal w samym centrum miasta, jestem dobrze traktowana i mimo sporej liczby godzin pracujących, nie mam nie wiadomo ilu obowiązków. Wiadomo, zdarzają się zgrzyty lub mniejsze/większe problemy, ale zawsze wychodzę ze wszystkiego dumnie z podniesioną głową i silniejsza, zmotywowana do działania! Filmik o warunkach pracy Au Pair, tutaj:




A tutaj filmik o mojej wizycie u host dziadków w Jaen - pięknym miasteczku na południu Hiszpanii, które jest otoczone górami i rozległymi plantacjami oliwek - cudowne widoki - warto było spędzić 9 godzin w samochodzie! :D Jeżeli ktoś jeszcze nie widział - koniecznie musi to nadrobić!



Jeśli chodzi o Hiszpanię i tematykę au pair to by było na tyle, co do tej pory udało mi się nagrać, ale nie śpię, tylko wciąż pracuję nad kolejnymi! Wpadajcie na mój kanał, subskrybujcie, żeby być na bieżąco, wspierajcie mnie, lajknijcie fanpage, jeśli jeszcze tego nie robicie i trzymajcie się ciepło! Do następnego razu! 



                                              

16 maja 2016

(Foto) Relacja ze spaceru...

To całkiem zabawna sprawa, kiedy mieszka się w jednym miejscu już 16 lat i dopiero dowiaduje się człowiek o istnieniu parku w okolicy. Takiego parku ze stawami, ze ścieżką wśród pól, lasów, krzaków i kwiatów itp. Czujecie klimat? :) Więc łapcie kilka zabawnych hasełek Konstancji z tegoż spaceru :D

Co paręnaście metrów przy ścieżce są ustawione takie oto dziwne słupki, które nie mam bladego pojęcia jakie maję zastosowanie, ale Konstancja nazwała je czubkami, a jak wszyscy wiedzą, na czubek trzeba się wspiąć! Więc przy każdej możliwej okazji się zatrzymywaliśmy, by mogła się pobawić. Kiedy tak szliśmy, to z naprzeciwka szło dwoje młodych ludzi, a jednocześnie Konstancja zobaczyła kolejną stację i krzyknęła:
-Patrz Karolina jakie czubki! - pokazując palcem na wyżej opisane słupki. Wzrok ludzi niesamowity :D

O tak wyglądały:


Kolejna anegdotka: 
Podczas spacerowania zwracałyśmy uwagę na wszystkie ptaki, owady, itp. Kiedy naszym oczom ukazała się tablica ptaków, które można spotkać na terenie parku, zaczęła się rozmowa między mną, a młodym:
-Ja widziałam takiego małego drozda, tam w krzakach
-A ja widziałem kosa
-No pewnie, coś jeszcze?
-JA WIDZIAŁAM TUTAJ TUKANA! - dołączyła się Konsi ;D






  
                   Wiecie, że możecie mnie lubić także na fb? Ja wtedy też was będę lubić!                                                            Wirtualnie co prawda, ale zawsze!

                                                 

22 kwietnia 2016

25 dni do... Au Pair w Hiszpanii!

Chciałabym, żeby ludzie, po moim wyjeździe mówili, że niczego się nie bałam. Że wyjechałam z uśmiechem na twarzy. Że tak po prostu spakowałam się i pojechałam, bez żadnych obaw. Ale to niestety nie byłaby prawda.


Na pierwszy rzut oka, cała ta moja podróż i wyjazd jako Au Pair nie jest niczym nadzwyczajnym. Czego tu się bać? Przecież nie ja pierwsza i nie ostatnia. Ale czy wyobrażasz sobie siebie na moim miejscu? Pomyśl, że musisz skończyć rok w szkole, półtorej miesiąca wcześniej, że musisz spakować się na trzy miesiące do małego bagażu podręcznego, że spędzisz noc na lotnisku w obcym kraju zupełnie sam/a, że spędzisz kilkanaście tygodni w państwie na drugim końcu Europy bez znajomości języka, że zamieszkasz u obcej rodziny i będziesz musiał się do niej dostosować zmieniając swoje dotychczasowe nawyki i przyzwyczajenia, że będąc tam, musisz wziąć na swoje barki pewnie obowiązki i odpowiedzialność za drugiego człowieka. I musisz poradzić sobie z tym wszystkim całkowicie sam/a. Przyznam, że dla mnie to nie lada wyzwanie!

Mój drogi czytelniku...
Mam nadzieję, że nie myślisz teraz, że narzekam? Przecież sama się na to pisałam. prawda? Ja tylko chcę ci przekazać, że najnormalniej w świecie, tak po ludzku, też mam prawo się bać. Co więcej: trochę się obawiam, ale ten strach jest bardzo motywujący. Muszę dać sobie radę. To dla mnie rodzaj testu.

Noc na lotnisku nie taka zła, jak ją malują - nie będę jedyna - dam sobie radę. Koniec Europy, to nie koniec świata, języka zawsze można się nauczyć, do warunków dostosować i przyzwyczaić... A dla mnie i tak najważniejsze jest stać się najlepszą Au Pairką dla mojej host rodzinki.

Kiedy tak z perspektywy czasu myślę o całym programie, to zdaję sobie sprawę, że Au Pair nie jest dla wszystkich. Musisz być samodzielna. odpowiedzialna, ambitna, inteligentna, obyta... Do tego musisz myśleć pozytywnie, dzielnie omijać wszystkie przeszkody i mieć rękę do dzieci. Jednym słowem... Wypisz, wymaluj ja! Brawo ja! I brawo wy, że mnie w tym wszystkim wspieracie! 


Pamiętajcie, że codziennie jestem na snapie i jeśli ktoś ma ochotę obserwować jak przygotowuję się do wyjazdu, zapraszam - chmielowiec.ka
Zapraszam również na mój nowo otwarty kanał na YT - filmik raz w tygodniu!  Mój kanał ❤
Możecie mnie też lajknąć na FB, żeby być ze wszystkim na bieżąco! :)