10 lipca 2016

Dziewiętnaście lat minęło jak... dziewiętnaście lat!

Co roku, już od wielu, wielu lat, czekam na tę wyjątkową dla mnie datę jak nienormalna!
 10.07 
Tym razem, wyjątkowo, odganiałam od siebie myśl, że lada dzień skończę dziewiętnaście lat z dwóch prostych powodów:
1.Dziewiętnaście to ostatnie naście, prawie dwadzieścia! A jak prawie dwadzieścia, to prawie dorosłość, a mnie się świetnie żyło będąc nastolatką! Znaczy... Wciąż się żyje :D
2.Jestem dwa i pół tysiąca kilometrów od domu, z dala od bliskich.

Ponieważ jestem zdana głównie na siebie, to sama musiałam sobie skombinować tort, świeczki i zrobić listę życzeń. Za stara jestem na ograniczanie się do do jednego! Więc w moje dziewiętnaste urodziny...
...życzę sobie odwiedzić jak najwięcej pięknych miejsc i przeżyć jak najwięcej niesamowitych przygód w podróży.
...życzę sobie, żeby zawsze byli wokół mnie moi bliscy, bo wierzcie mi, niezależnie od tego w jak pięknym jest się miejscu - samemu to nie to samo.
...życzę sobie osiągania sukcesów - nie za dużo, nie za mało, najlepiej tak w sam raz, żeby mi nie odbiło :)
...życzę sobie więcej samoakceptacji i wiary w ludzi.
...życzę sobie kotka. Puszystego. Ehh, miałam być poważna. Skreślam..
...życzę sobie wybitnych wyników na egzaminie zawodowym i maturze w przyszłym roku.
...życzę sobie spełnienia moich wszystkich marzeń.
...życzę sobie jednego zera więcej na koncie, bo kto to widział spełniać marzenia z pustym kontem :D
...życzę sobie końskiego zdrowia, w tym roku nie będę miała czasu po lekarzach latać!
...życzę sobie przede wszystkim tego, żebym była szczęśliwa i wciąż potrafiła cieszyć się z małych rzeczy :))












                                               

30 czerwca 2016

Fascynacja palmami?!

Wylegując się ostatnio na plaży (ahh to ciężkie życie au pair), zdałam sobie sprawę, dlaczego zaraz po przyjeździe widok palm zapierał mi dech w piersiach oraz skąd wziął się mój entuzjazm na widok morza i hiszpańskich budynków... Chcecie posłuchać? :) Na początku powiedz z czym kojarzą Ci się palmy? Mnie zawsze kojarzyły się z egzotycznymi wyspami, ciepłymi krajami, z wyjazdami bogatych ludzi na wakacje, z czymś totalnie dla mnie nie osiągalnym. Nawet nigdy nie śniłam o takim wyjeździe, a palmy to ja znałam tylko z amerykańskich filmów i katalogów biur podróży. Właśnie dlatego, przez pierwszy tydzień, za każdym razem, kiedy wychodziłam z domu, to śmiałam się sama do siebie i miałam ochotę wykrzyczeć całemu światu jaka jestem szczęśliwa i wdzięczna, że mogę tu być! Teraz wciąż się śmieję, jestem szczęśliwa i wdzięczna, ale... Już się przyzwyczaiłam do widoku palm i zabytkowych katedr - jak ja przywyknę do tego, że w Polsce tego nie ma? :D





Wydaje mi się, że nie ma żadnego innego lepszego sposobu na poznanie innego kraju, kultury i języka, niż Au Pair. Żadna wymiana, Erasmus, czy wyjazd na własną rękę to nie to samo! Muszę przyznać, że bywa różnie, miewam słaby dni, ale pod żadnym pozorem nie żałuję i nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne.


Kiedy już posmakowałam takiego niezależnego życia w wielkim mieście, kiedy przywykłam do międzynarodowego towarzystwa, przyzwyczaiłam się do słuchania na ulicy języków ze wszystkich stron świata, a nawet nauczyłam się przygotowywać kilka podstawowych hiszpańskich dań, mam tak po prostu wrócić do domu? Póki co, nie chcę o tym myśleć! Jestem dokładnie w połowie mojego pobytu i zamierzam robić wszystko, żeby druga połowa była jeszcze lepsza i ciekawsza niż poprzednia! <3



Aby być na bieżąco, zapraszam na FB! 
Ostatnio dużo się dzieje! 

                                                     

17 czerwca 2016

Pierwszy miesiąc w Hiszpanii

Wciąż wydaje mi się, że jestem tutaj nowa, że dopiero co przyjechałam i że to mój początek programu Au Pair. Jak to powiada Radek Kotarski - nic bardziej mylnego! Jestem tutaj już miesiąc! Miesiąc temu ostatni raz widziała moją rodzinę i przytulałam moją małą Konsi. Już miesiąc egzystuję w zupełnie innej rzeczywistości i próbuję przyzwyczaić się do hiszpańskiego stylu życia. Jesteście ciekawi jak mi idzie? :)


Najtrudniejszy był pierwszy tydzień, przy czym słowo "trudny" nie jest tutaj użyty przypadkowo! Język hiszpański był dla mnie jednym wielkim niezrozumiałym bełkotem, nie mogłam się przyzwyczaić do trybu dnia, godzin posiłków, cały czas się gubiłam, doskwierała mi samotność i mimo, że moja hostka jest super babką to byłam zdana na siebie. 

Dzisiaj minął pierwszy miesiąc. Minęła 1/3 mojego wyjazdu i zadaję sobie tylko jedno zasadnicze pytanie: KIEDY?! 

Teraz wspominam swoje początkowe zdezorientowanie z uśmiechem na twarzy, ale wierzcie mi, że kiedy gubiłam się w centrum Walencji, nie znając języka, ani rozkładu miasta, wcale nie było mi do śmiechu! Teraz, mimo, ze nie minęło jakoś okrutnie dużo czasu to widzę u siebie spore postępy! Rozumiem połowę z tego co ludzie mówią do mnie po hiszpańsku, poznałam sporo osób i nie odczuwam już takiej pustki czy samotności, bo mam z kim spędzać wolne wieczory i weekendy, wciąż szkolę swój angielski, nie gubię się już jak oszalała, zawsze mam przy sobie mapę (aaa na wszelki wypadek!) i powoli zaczynam czuć ten hiszpański klimat w każdym aspekcie - przede mną jeszcze do zaliczenia jakaś nocna impreza - przecież nawet au pair się należy! :D

Ostatnio bardzo skupiłam się na moim kanale na youtubie i przyznaję się bez bicia, że niestety nieco zaniedbałam przez to bloga... Uwierzcie mi, że żyję intensywnie i staram się prowadzić social media systematycznie, a to, że wychodzi różnie, to już inna sprawa :D 

Jeżeli chcecie przypomnieć jak wyglądała moja szalona podróż na drugi koniec Europy, to koniecznie zobaczcie vlog z wyprawy:




Tutaj wszystkie pierwsze wrażenia - powiem Wam w sekrecie, że bardzo lubię ten filmik!




Kolejny filmik nagrałam dopiero w momencie, kiedy wkręciłam się w codzienną rutynę i mój plan dnia, więc właśnie o tym opowiadam! Teraz kilka rzeczy się zmieniło, ale i tak zapraszam!:)




Nie byłabym sobą, gdybym nie ukulturalniła się tutaj chociaż troszkę, więc już w drugim tygodniu pobytu sporządziłam sobie listę muzeów, które w weekend mają darmowe wejście, pozaznaczałam je na mapie i póki co, udało mi się odwiedzić, aż trzy z nich. Na pierwszą moją wycieczkę do muzeum zabrałam Was ze sobą, zobaczcie!



Kolejny filmik opublikowałam po tym, jak poznałam tutaj kilka innych au pairek i kilkanaście nowych historii z tym związanych! Zdałam sobie sprawę, że mam mega szczęście co do mojego pobytu tutaj! Wypłata mnie w pełni satysfakcjonuje i zawsze dostaję ją na czas, oprócz tego  hostka dba o to, żebym zawsze miała aktualną kartę na metro i busy, mam również oddzielną pulę pieniędzy na jedzenia, mieszkanie jest przestronne, nowoczesne, niemal w samym centrum miasta, jestem dobrze traktowana i mimo sporej liczby godzin pracujących, nie mam nie wiadomo ilu obowiązków. Wiadomo, zdarzają się zgrzyty lub mniejsze/większe problemy, ale zawsze wychodzę ze wszystkiego dumnie z podniesioną głową i silniejsza, zmotywowana do działania! Filmik o warunkach pracy Au Pair, tutaj:




A tutaj filmik o mojej wizycie u host dziadków w Jaen - pięknym miasteczku na południu Hiszpanii, które jest otoczone górami i rozległymi plantacjami oliwek - cudowne widoki - warto było spędzić 9 godzin w samochodzie! :D Jeżeli ktoś jeszcze nie widział - koniecznie musi to nadrobić!



Jeśli chodzi o Hiszpanię i tematykę au pair to by było na tyle, co do tej pory udało mi się nagrać, ale nie śpię, tylko wciąż pracuję nad kolejnymi! Wpadajcie na mój kanał, subskrybujcie, żeby być na bieżąco, wspierajcie mnie, lajknijcie fanpage, jeśli jeszcze tego nie robicie i trzymajcie się ciepło! Do następnego razu! 



                                              

16 maja 2016

(Foto) Relacja ze spaceru...

To całkiem zabawna sprawa, kiedy mieszka się w jednym miejscu już 16 lat i dopiero dowiaduje się człowiek o istnieniu parku w okolicy. Takiego parku ze stawami, ze ścieżką wśród pól, lasów, krzaków i kwiatów itp. Czujecie klimat? :) Więc łapcie kilka zabawnych hasełek Konstancji z tegoż spaceru :D

Co paręnaście metrów przy ścieżce są ustawione takie oto dziwne słupki, które nie mam bladego pojęcia jakie maję zastosowanie, ale Konstancja nazwała je czubkami, a jak wszyscy wiedzą, na czubek trzeba się wspiąć! Więc przy każdej możliwej okazji się zatrzymywaliśmy, by mogła się pobawić. Kiedy tak szliśmy, to z naprzeciwka szło dwoje młodych ludzi, a jednocześnie Konstancja zobaczyła kolejną stację i krzyknęła:
-Patrz Karolina jakie czubki! - pokazując palcem na wyżej opisane słupki. Wzrok ludzi niesamowity :D

O tak wyglądały:


Kolejna anegdotka: 
Podczas spacerowania zwracałyśmy uwagę na wszystkie ptaki, owady, itp. Kiedy naszym oczom ukazała się tablica ptaków, które można spotkać na terenie parku, zaczęła się rozmowa między mną, a młodym:
-Ja widziałam takiego małego drozda, tam w krzakach
-A ja widziałem kosa
-No pewnie, coś jeszcze?
-JA WIDZIAŁAM TUTAJ TUKANA! - dołączyła się Konsi ;D






  
                   Wiecie, że możecie mnie lubić także na fb? Ja wtedy też was będę lubić!                                                            Wirtualnie co prawda, ale zawsze!

                                                 

22 kwietnia 2016

25 dni do... Au Pair w Hiszpanii!

Chciałabym, żeby ludzie, po moim wyjeździe mówili, że niczego się nie bałam. Że wyjechałam z uśmiechem na twarzy. Że tak po prostu spakowałam się i pojechałam, bez żadnych obaw. Ale to niestety nie byłaby prawda.


Na pierwszy rzut oka, cała ta moja podróż i wyjazd jako Au Pair nie jest niczym nadzwyczajnym. Czego tu się bać? Przecież nie ja pierwsza i nie ostatnia. Ale czy wyobrażasz sobie siebie na moim miejscu? Pomyśl, że musisz skończyć rok w szkole, półtorej miesiąca wcześniej, że musisz spakować się na trzy miesiące do małego bagażu podręcznego, że spędzisz noc na lotnisku w obcym kraju zupełnie sam/a, że spędzisz kilkanaście tygodni w państwie na drugim końcu Europy bez znajomości języka, że zamieszkasz u obcej rodziny i będziesz musiał się do niej dostosować zmieniając swoje dotychczasowe nawyki i przyzwyczajenia, że będąc tam, musisz wziąć na swoje barki pewnie obowiązki i odpowiedzialność za drugiego człowieka. I musisz poradzić sobie z tym wszystkim całkowicie sam/a. Przyznam, że dla mnie to nie lada wyzwanie!

Mój drogi czytelniku...
Mam nadzieję, że nie myślisz teraz, że narzekam? Przecież sama się na to pisałam. prawda? Ja tylko chcę ci przekazać, że najnormalniej w świecie, tak po ludzku, też mam prawo się bać. Co więcej: trochę się obawiam, ale ten strach jest bardzo motywujący. Muszę dać sobie radę. To dla mnie rodzaj testu.

Noc na lotnisku nie taka zła, jak ją malują - nie będę jedyna - dam sobie radę. Koniec Europy, to nie koniec świata, języka zawsze można się nauczyć, do warunków dostosować i przyzwyczaić... A dla mnie i tak najważniejsze jest stać się najlepszą Au Pairką dla mojej host rodzinki.

Kiedy tak z perspektywy czasu myślę o całym programie, to zdaję sobie sprawę, że Au Pair nie jest dla wszystkich. Musisz być samodzielna. odpowiedzialna, ambitna, inteligentna, obyta... Do tego musisz myśleć pozytywnie, dzielnie omijać wszystkie przeszkody i mieć rękę do dzieci. Jednym słowem... Wypisz, wymaluj ja! Brawo ja! I brawo wy, że mnie w tym wszystkim wspieracie! 


Pamiętajcie, że codziennie jestem na snapie i jeśli ktoś ma ochotę obserwować jak przygotowuję się do wyjazdu, zapraszam - chmielowiec.ka
Zapraszam również na mój nowo otwarty kanał na YT - filmik raz w tygodniu!  Mój kanał ❤
Możecie mnie też lajknąć na FB, żeby być ze wszystkim na bieżąco! :)

                                          

19 kwietnia 2016

Konstancjowate opowieści cz.2

Witam Was w drugim poście z cyklu Konstancjowatych opowieści :) Odbiór ostatniego posta w tym stylu był bardzo pozytywny, więc starałam się zapisywać najlepsze hasełka Konsi w ostatnim czasie i zebrałam je w jednym miejscu! Zapraszam!


Żłobkowe opowieści:

Przy odbieraniu Konsi ze żłobka, dostaliśmy skargę, że ta mała zołza ugryzła kolegę. Więc w ramach wybadania sytuacji próbujemy ją podpytać z jakiego powodu to uczyniła...
-Konsi, za co ugryzłaś Antosia? - Ona dumna z siebie odpowiada:
-Za rękę!

Domowe opowieści:

Poranne czyszczenie zębów... Konstancji zbiera się na zadawanie trudnych pytań. A ja z anatomii to nigdy nie byłam orłem...
-A po co mi bioderka?
-Bioderka to takie kości, które trzymają twoje nóżki
-A kręgosłup trzyma plecki?
-Tak myszko
-W książce widziałam straszne kości i czaszkę w wydłubanymi oczami!
-Widziałaś szkielet?
-Tak, ja nie chcę mieć takiego szkieletu...
-Ale już masz skarbie. Wszystkie kości to szkielet...
-Nie mam! Nie mów do mnie. Obraziłam się.
Pogadane.

Parę dni temu spotkaliśmy się ze znajomymi. Była przy tym Konstancja i Kaspianek. Podczas rozmowy znajomy użył słowa "Jezus", na co oburzona Konstancja: 

-On się nazywa Kaspian, a nie Jezus!

Jesteśmy na placu zabaw. Konsi zjeżdżała na swoim samochodziku z rampy, niestety niefortunnie skręciła i odpadły jej tylne kółka, na co ona do kolegi na podobnym autku:
-Widzisz? Ty masz normalny samochód, a ja mam nienormalny!

Idzie Konsi idzie i bach, z rąk wysypują jej się zabawki, an co ona:
-Jezus Maria! Znowu!

Myję w kuchni naczynia, Konsi siedzi przy stole i lepi z plasteliny. Ktoś puka. Mokre ręce mam, więc krzyczę: 
-Chwila!
Drzwi jednak otworzyła mama, do domu wchodzi Maks, a Konstancja:
-Widzisz Karolina? To Maks przyszedł, a nie żadna chwila!



Jestem najwierniejszą fanką odmiany słów przez Konstancję! Krórze, zamiast królu, zupa ziemniakowa, a nie ziemniaczana. Daje cułaski, a nie całuski i ma swój kopój, a nie pokój... Z jednej strony, staramy się ją poprawiać, ale z drugiej, jest to takie słodkie... Wiemy, że już niedługo dorośnie i jej poprzekręcane słówka będą tylko wspomnieniem, więc chcemy się nacieszyć jak najdłużej :D







Koniecznie napisz w komentarzu, która historyjka spodobała ci się najbardziej!


Polub, by być na bieżąco!

28 marca 2016

50 dni do... Au Pair w Hiszpanii!

Zostało już tylko 50 dni.
50 dni, aby uporządkować najważniejsze sprawy, przygotować wymagane dokumenty, wymienić gotówkę, spakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, uzbroić się w duże pokłady pozytywnego myślenia, nauczyć się kilku podstawowych słówek, dopiąć szkolne sprawy na ostatni guzik i nacieszyć się bliskimi. No i kupić porządny krem z filtrem, bo już za 50 dni wylatuję do Hiszpanii, by przeżyć własną i osobistą przygodę życia. 
Trzy miesiące. Za granicą. Sama. Dawno nie byłam tak podekscytowana i pełna obaw jednocześnie. Już Wam tłumaczę o co chodzi, ale musimy zacząć od początku... 



Parę lat temu babcia podsunęła mi stronę internetową pewnej agencji Au Pair. Miałam wtedy może z 13/14 lat, więc byłam stanowczo za młoda, by skorzystać z programu, ale postanowiłam sobie wtedy, że kiedy osiągnę wystarczający wiek, to wyjadę. Na pewien czas zapomniałam już o tym i nie brałam pod uwagę wyjazdu jako Au Pair na poważnie. Jednak w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że na co mam czekać? Dlaczego nie mogę wyjechać? Czemu miałabym nie skorzystać z możliwości poznania nowego kraju i kultury? I co więcej... Dlaczego, by nie zrobić tego TERAZ?  Aby zrozumieć moje pozytywne podejście do życia i nieustanny entuzjazm, polecam przeczytać ostatni post, o TEN. A teraz przejdźmy do rzeczy...

Czym jest Au Pair?
Zacznijmy od podstaw, bo nie każdy orientuje się w temacie. Program Au Pair to wymiana kulturowa dedykowana młodym ludziom, zazwyczaj kobitkom, bezdzietnym i niezamężnym. Cała filozofia polega na tym, że Au Pair (w tym przypadku ja) wyjeżdża za granicę, do wcześniej znalezionej Host Family czyli rodzinki goszczącej i w zamian za zakwaterowanie, wyżywienie i drobne kieszonkowe, zajmuje się dziećmi i pomaga przy drobnych pracach domowych. Co więcej, mamy szansę podszkolić język, poznać nową kulturę, zobaczyć inny kraj... Generalnie, według mnie, plusów jest cała masa. Ogólnie, zamysł Au Pair to bardziej starsza siostra niż niania :)

Na jak długo można wyjechać?
Jeśli chodzi o wyjazd wakacyjny, to jest to okres 1-3 miesięcy, ale ogólnie, rodzinki wolą zaprosić Au Pair na dłuższy okres: większość ofert obejmuje 6-12 miesięcy. 


Do jakich krajów można jechać?
Wszystko zależy od tego, jakie języki umiesz i dokąd chcesz!

Jakie są koszty programu?
Niestety ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy, że Au Pair to nie tylko kwestia wysłania zgłoszenia i dobrych chęci, ale też pewnych wkładów finansowych. Ja nie uważam tego za jakiś sekret czy temat tabu. Traktuję Au Pair jako inwestycję w siebie :D Koszty są następujące:
1)Opłata agencyjna (zależy od agencji)
2)Podróż (w moim przypadku bilety na samolot, w obie strony rzecz jasna)
3)Ubezpieczenie (u mnie karta EURO 26)
4)Inne (np.kieszonkowe w podróż i na start)
W moim przypadku nieoceniona była i jest pomoc rodziców, bez nich raczej nie udałoby mi się sfinansować wszystkich kosztów.

Ogólnie o samym programie można gadać i gadać, bo to temat rzeka, zaczynając od samej idei, przez agencje, które pośredniczą w znalezieniu rodziny, kraje do których można pojechać, aż do obowiązków w danej rodzinie... Umówmy się więc tak, że zadacie pytanie w komentarzu lub na asku, a ja na nie natychmiastowo odpowiem. Stoi? :)

Mnie moja rodzinka znalazła po niecałych dwóch miesiącach od wysłania moich aplikacji. Była pierwsza i ostatnia! Osobiście nie mogę się doczekać by poznać ich osobiście!

Mogę spełniać moje marzenia. Mam prawo podróżować i być szczęśliwą, wiec odliczam! 50 dni moi drodzy. Trochę się cykam. Ale jak to powiadają... Kto nie ryzykuje, nie pije szampana! Prawda? :)

02 marca 2016

Uwierz w siebie!


Ten wpis kieruję do młodych osób, które tak jak ja, mają głowę pełną marzeń, planów i pomysłów, ale nie mają na tyle wiary w swoje możliwości, by zacząć robić coś ze swoim życiem, więc stoją w miejscu. Drogi czytelniku, najdroższa czytelniczko. Zrób coś dla siebie i przestań wymyślać kolejne usprawiedliwienia dla swojego życiowego lenistwa. Nie użalaj się nad sobą, bo prawdopodobnie sam jesteś sobie winien sytuacji w jakiej się teraz znajdujesz. Zacznij robić coś co kochasz. Zacznij robić coś o czym zawsze marzyłeś! Pewnie teraz masz ochotę mnie skrytykować, bo co ja tam mogę wiedzieć, prawda?
Wytłumaczę Ci, jak to było ze mną... 
Od dłuższego czasu żyłam w takiej totalnej beznadziejności i powierzchowności. We wszystkich wynajdywałam mniej lub bardziej istotne wady, wszędzie doszukiwałam się minusów i twierdziłam, że moje życie to jakieś nieporozumienie, bo cały czas rzuca mi kolejne kłody pod nogi. Uważałam, że nie mogę spełniać swoich aspiracji bo nie ma czasu, pieniędzy, nie jestem na to gotowa, nie jestem na tyle zdolna, a i tak pewnie nic mi nie wyjdzie. Uprzedzam, że raczej nikomu się nie skarżyłam i nie pokazywałam tego po sobie, ale czułam się jak życiowy wyrzutek bez celu w życiu. Nienawidziłam chodzić do szkoły. Byłam drażliwa, płaczliwa i dosłownie wszystko działało mi na nerwy. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy ja nie mam jakiejś depresji, albo kryzysu egzystencjalnego... Przezwyciężyłam to, bo uświadomiłam sobie jedną, prostą i oczywistą rzecz. MOGĘ WSZYSTKO.
W grudniu zeszłego roku, czyli trzy miesiące temu zdałam sobie sprawę, że mam JUŻ 18 lat i jak to ja, znalazłam setki powodów do marudzenia. Ba! Nawet napisałam na ten temat posta! O takiego.  Ale jednocześnie z pesymistycznymi myślami, naszły mnie też te optymistyczne i stwierdziłam: "Dziewczyno. Masz osiemnaście lat, możesz zrobić co chcesz, a świat stoi dla ciebie otworem!" Przezwyciężyłam tą nieszczęsną beznadziejność, bo uświadomiłam sobie jedną, prostą i oczywistą rzecz. MOGĘ WSZYSTKO.

 
Zaraz po tym buszowałam po internecie w poszukiwaniu wymarzonego wzoru na tatuaż i odpowiedniego studia. Skoro zawsze podobały mi się kobiece, symetryczne wzory wytatuowane na plecach, to dlaczego sama nie mogłabym takich mieć? Mogłabym! Zaplanowałam wszystko, łącznie z oszczędnościami. W międzyczasie jednak uświadomiłam sobie coś jeszcze. Od czterech lat mówiłam sobie, że jak będę w odpowiednim wieku, to pojadę za granicę jako AuPair! I co? Uzmysłowiłam sobie, że ta odpowiednia chwila jest właśnie TERAZ. W związku z tym, mój tatuaż odszedł na dalszy plan, a kilka moich ostatnich miesięcy kręciło się wokół załatwiania papierkowej roboty, lotniczych biletów i angielsko-hiszpańskich rozmówek. Nie bałam się. Wzięłam swoje życie w swoje ręce. I wiecie co? Czekają na mnie trzy wspaniałe miesiące w fenomenalnym miejscu pełne nowych doświadczeń, smaków i widoków. W międzyczasie zaczęłam pisać felietony w ramach ciekawego projektu, które możecie znaleźć tutaj, odkryłam, że lubię układać puzzle, nauczyłam się robić łapacze snów, zostałam wolontariuszką w schronisku i mam w planach rozpoczęcie działalności na youtubie. I mimo, że nadal nienawidzę chodzić do szkoły, to mam wyznaczone cele i dzięki nim, życie nabiera barw! Jeśli jest w waszym życiu coś, co lubicie robić, najlepszy moment na start, jest właśnie TERAZ. Obiecuję Ci, że nawet jak coś nie wypali, to nie będziesz żałować!

I pamiętaj. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie



 ___________________________________________
Jeśli spodobał Ci się mój tekst i chcesz mnie o coś zapytać, to wbijaj na ASK'a!
A jeśli chcesz żebyśmy od tej chwili byli w stałym kontakcie, to wiesz co robić!